vimeo
youtube

Strona główna » Akademia Wiedzy Duchowej » Geneza

PobierzDrukuj

Geneza

Zamieszczone poniżej streszczenie warsztatów przygotował na swojej stronie nasz przyjaciel Tadeusz z Włocławka. Znajdziecie tu w największym uproszczeniu wizję świata, którą zaproponowało nam Miasto Oriin po to, by łatwiej nam było odnaleźć się w genezie Całości.

Przy okazji zapraszam do niego na wahadełkowania lub na konsultacje, na porady i wyjaśnienia, które pomogą co niektórym lepiej odnaleźć się w ogromie materiału, jaki w przekazach i poprzez nasze doświadczenia schodzi do nas z Góry każdego dnia - www.terapeuta.wlocl.pl

 

Wstęp
    Na polskim rynku wydawniczym trudno spotkać publikacje, które – tak jak cała seria wydawnicza napisana przez Zbigniewa Jana Popko – przedstawia prawdziwą bazę wiedzy pochodzącą z Biblioteki Wiedzy, praktycznie sprawdzoną i szczegółowo przez niego tłumaczoną w czasie organizowanych warsztatów. Informacje te stanowią klucz do daru poznania, uzdrawiania oraz rozszerzania ludzkiej świadomości. Ten dar wiedzy otwiera nam bramy do prawdziwej historii ludzkości, pozwala na szybki rozwój wszystkich rodzajów inteligencji, a poprzez bezpośredni kontakt z własnym Opiekunem nadaje nowe znaczenie całemu naszemu życiu, które już nigdy nie będzie takie samo jak dawniej. Znikną z niego strach i zagubienie. Pojawią się: miłość, radość i spełnienie.
    Publikacja ta powstała dzięki temu, że mogłem osobiście doświadczyć tego daru poznania. Podkreślam jednak, że treści w niej zawarte są zaledwie fragmentem potężnej wiedzy, którą posiada i przekazuje nam Zbigniew Jan Popko – człowiek mający w tej chwili największą moc duchową na Ziemi. Dzięki mojemu Opiekunowi, który „zaprowadził” mnie na warsztaty do Zbyszka, dane mi jest poznawać Prawdę i doświadczać „nowego”. W swojej publikacji omawiam przeważnie te elementy, które odmieniły moje postrzeganie, czyli w istocie to, co systematycznie staram się wprowadzać w obecnym życiu, aby stać się świętym.
    Na samym początku wyjaśnię tytuł, oraz znaczenie używanego w niej słowa „święty”.  Wbrew powszechnie panującym opiniom człowiek święty to nie ten, który w sposób wybitny realizuje i wciela w życie wartości religijne, lecz ten, który żyje według Prawa Wolnego Wyboru, czyli wypełnia dokładnie prawo duchowe. Należy bowiem uświadomić sobie, że wszelkie wyznania i religie na świecie oraz ich nauki, dogmaty i fanatyzm są narzędziami Sytemu i nie mają nic wspólnego z prawdziwą duchowością oraz Bogiem. Bóg bowiem nie mieszka w kościele, a w prawdziwej świątyni, którą stanowi dla Niego ludzkie otwarte serce.  
    Cały rozwój duchowy człowieka na Ziemi – od samego zrodzenia aż do osiągnięcia doskonałości – można podzielić na 18 poziomów. Dokładnie w połowie tej ziemskiej drogi naszego rozwoju znajduje się poziom 9, a człowiek go osiągający nazywany jest świętym. Choć jest to dopiero połowa drogi do osiągnięcia tu, na Ziemi, pełnej doskonałości, to człowiek, który staje się świętym, tworzy wokół siebie kanał zejściowy dla sił światłości (Boga - Ojca), przez który mogą one pozytywnie oddziaływać na osoby żyjące w jego otoczeniu. Również moc, którą posiada święty, jest wystarczająca do skutecznego uzdrawiania, likwidacji opętań, nawiedzeń i podłączeń energetycznych. Najważniejsze jest jednak to, że ludzie, którzy osiągają poziom świętego, nie wysyłają wobec swoich braci i sióstr żadnej negatywnej energii (negatywnych emocji). Tworzą zatem na Ziemi światłość, wypełniając swoje życie samą radością i miłością, przez co stają się dla innych żywymi wzorcami, jak osiągnąć prawdziwe szczęście i spełnienie w życiu.
    Cały proces wzrastania człowieka do poziomu świętego przebiega w ściśle zdefiniowany sposób, który jest pewnym procesem technicznym przypominającym naukę jazdy na rowerze. Każdy człowiek może się więc go nauczyć poprzez pracę nad swoimi słabościami oraz – po zapisaniu w sobie tego stanu (poziomu energetycznego) – w prosty sposób później pielęgnować. Choć poziom świętego wymaga pewnego wysiłku, aby go utrzymać, jednak jest to już zadanie dość łatwe. Nie mniej jednak każdy człowiek posiada wolną wolę, dlatego w dowolnej chwili swojego życia może opowiedzieć się za Prawem Totalnego Podporządkowania  i – wchodząc w energię przeciwną – niszczyć zarówno siebie, jak i osoby z najbliższego otoczenia.  
    W swojej publikacji opisuję dokładnie, w jaki sposób człowiek, poprzez pracę nad sobą, może otworzyć własne serce i osiągnąć poziom świętego. Podpowiadam jak odczuwać stan jedności (harmonii) ze światem duchowym, energetycznym i fizycznym poprzez umiłowanie go w każdej postaci. Pomagam w „przepracowaniu” własnych emocji, za pomocą nadawania im odpowiednich wibracji. Polega to na uruchomieniu w sobie właściwej podstawy energetycznej poprzez przerobienie i zaliczenie: pokochania siebie, wybaczenia sobie, pokochania innych i wybaczenia im. Na koniec następuje już wejście w stan współodczuwania i współtworzenia. Są to konkretne wibracje, które pozwalają nam wypełniać prawo duchowe - prawo mówiące o obowiązku bycia szczęśliwym, kochanym i kochającym, pozwalające na korzystanie ze wszelkich dóbr świata. A wszystko to powinniśmy czynić w poszanowaniu wszechrzeczy. Najprościej otwarcie serca można wyrazić przez umiejętność bycia dobrym, pomocnym i miłującym Ojca, który jest we wszystkim co nas otacza, także w nas. Są to konkretne stany wibracyjne. Od tego zaczyna się tworzenie naszego trzonu duchowego i podążanie ku Światłości...                         
                
Niezbędne minimum wiedzy o wszechświecie i istocie ludzkiej

    Człowiek, aby osiągnąć prawdziwe wyzwolenie, powinien oduczyć się korzystania z wiedzy innych ludzi. Wiedza innych (również zawarta w publikacji, którą teraz czytasz), winna pełnić jedynie funkcję wprowadzającą, pozwalającą odkryć wewnętrzny świat duchowy, jaki istnieje w każdym człowieku. Następnie każdy z nas powinien kroczyć własną, indywidualną drogą i samemu ściągać wiedzę, która jest mu potrzebna. Wszystkie święte pisma – bez względu na to, jakiej religii dotyczą – powstały na drodze objawień. Przykładem może być tu Biblia, która w rzeczywistości nie zawiera prawdziwych słów apostołów Jezusa, a jedynie objawienia tych, którzy pisali święte księgi.
    Objawienia to przekazy, które otwarci na Boga ludzie ściągnęli od naszych przyjaciół z Góry, wchodząc w tamte światy. Nie ma większego znaczenia, jaki jest poziom istot duchowych, z którymi się oni kontaktowali, bowiem zawsze przekazane im w taki sposób treści wnoszą do ludzkiego życia nowe postrzeganie świata. Człowiek – w poszukiwaniach własnej drogi – musi nauczyć się widzieć poprawnie nie tylko świat materialny, ale również świat duchowy. Poprzez wejście w tamte wymiary za pomocą własnych sił duchowych może ściągnąć do 95% potrzebnej mu wiedzy. Jednak założone blokady energetyczne (np. węzeł karmiczny) prawie całkowicie ograniczają człowiekowi kontakt ze światem duchowym, przez co zmuszony jest on do używania wiedzy podrzuconej mu przeze System, co w konsekwencji sprowadza go do funkcji maszyny (komputera), która ślepo wykonuje i przetwarza całe oprogramowanie systemowe.  
    Każdy święty ma otwarty kanał łączący go z Ojcem, czyli możliwość ściągania wszelkiej interesującej go wiedzy z innych przestrzeni energetycznych. Staje się więc dla samego siebie mistrzem i nie musi posługiwać się wiedzą innego człowieka (innego mistrza) nawet wówczas, gdy posiada on od niego większą moc duchową i energetyczną. Na początku jednak, aby móc stać się świętym, musi posiąść niezbędne minimum wiedzy o istocie ludzkiej, aby na starcie osobistego rozwoju zacząć zmieniać swoją energetykę przez pokochanie siebie, wybaczenie sobie, pokochanie innego człowieka oraz wybaczenie mu. Bez poznania prawdy o człowieku nie jest możliwy żaden rozwój, a prawdę tę trudno poznać materialnymi zmysłami, gdyż widzą one zaledwie ciało fizyczne stanowiące tylko 6% istoty człowieka. Pozostałe 94% jest niewidoczne dla naszych cielesnych zmysłów. Poznajmy więc prawdziwe oblicze człowieka oraz zobaczmy, na czym polega jego duchowe połączenie z Bogiem.
    Cywilizacje ewoluujące poprzez wzrost ducha zamieszkują siedem wszechświatów. Najprościej mówiąc – w jednej z ich części duch rozwija się, jednocząc umysł z sercem, w drugiej poprzez złączenie umysłu z emocjami. Te dwa wzorce są wzajemnie przeciwne i charakteryzują się odmiennym podejściem do tworzenia struktur społecznych.
W naszej rzeczywistości dominującą siłą jest miłość, czyli energia o aspekcie twórczym, która poprzez radość i obecność Boga-Ojca, pozwala na ogniskowanie uwagi wprost na du­chowym świetle. W światach tworzonych przez ten wzorzec panuje harmonia, braterstwo, posługa oraz wszechogarniające poczucie radości i jedności, ale bez zatracania osobniczej indywidualności.
W światach, w których cywilizacje są oparte na brataniu umysłu z emocjami, głównym celem ewolucji jest two­rzenie coraz bardziej wyrafinowanych struktur hierarchicznych. Nie istnieją tam wolna wola i indywidualność. Jednostka zawsze komuś podlega i nieustannie ponosi karę za niedo­pełnianie obowiązków. Celem życia jest wyłącznie walka o by­cie najlepszym. Trud tego wyścigu nie ma znaczenia, liczy się tylko wygrana. Dominacja, agresja, całkowite zatracenie duchowości i społeczne wynaturzenie – oto przymioty tej rzeczy­wistości.
Tak się z woli bogów złożyło, że my, ludzkość, ewoluujemy na planecie przynależnej do jednego z wszechświatów hierarchicznych. Z tego powodu mamy wszczepione w ma­teriale genetycznym blokady energetyczne, które uniemożliwiają nam korzystanie ze zmysłów poza fizycznych, takich jak: telepatia, jasnowidzenie czy jasnosłyszenie. Poza tym zostaliśmy wpasowani we wzorce zachowań całko­wicie obce naszej duchowej naturze. Zamiast łączyć serce z umy­słem, jesteśmy narażeni na ciągłe wiązanie emocji z umysłem, a gdy już ktoś zaczyna się „budzić” i powoli zmierza we właściwym kierunku, ma trudności z zapanowaniem nad chaosem, jaki powodują w nim emocje atakujące tworzące się duchowe połączenie serca z umysłem.
Istota ludzka (człowiek karmiczny) to cząstka Boga – duch ludzki, który schodzi w obszary nisko wibracyjne (planety), wydzielając z siebie duszę i fizyczne ciało. Cały ten proces ewolucji człowieka nosi w ezoteryce nazwę reinkarnacji, a jego celem jest doświadczanie energii emocji oraz opanowanie umiejętności właściwego, zgodnego z Prawem Wolnego Wyboru jej przekształcania (modulowania). Człowiek karmiczny uczy się tu, na Ziemi, panować sercem nad energią emocji. Po kilkunastu wcieleniach ma już z reguły czysty umysł oraz szczątkową świadomość emocjonalną i duchową.     
Oprogramowanie, które wzorcami myślenia i zachowania zmusza nas wręcz do określonych działań, jest niedostrzegal­ne i samopowielające się. Opisane jest ono dokładnie w książce Zbigniewa Jana Popko „Duchy. Kosmicznym niewolnictwie człowieka.” Oprogramowanie posiada tak doskonałą budowę, iż człowiek wierzy, że sam jest jego stwórcą, i że działanie owego oprogramowania służy jego dobru. Wierzy w to tak głęboko, że morduje braci na wojnach, że wciąż konkuruje o iluzoryczne nagrody, posyła w przestrzeń nienawiść i pomstuje, uważając takie zachowanie za swój obowiązek. Nie ma pojęcia, że owemu „lewemu” prawu można się przeciwstawić nie zbrojnie, lecz poprzez odwołanie się do swojej prawdziwej natury, gdzie wojnom przeciwstawia się siłę braterstwa, wyścigowi szczurów wzajemną pomoc i szacunek, a w przestrzeń wysyła fale miłości, a nie nienawiści.
Wielu ludzi dostrzega już te różnice, wielu świadomie walczy o pojed­nanie serca z umysłem i dzień w dzień, godzina po godzi­nie, walczy z oprogramowaniem i tajemnymi siłami, które burzą most między umysłem a sercem poprzez wprowadzanie doń sił destabilizujących. Odbywa się to poprzez zmianę sposobu my­ślenia, ale o tym napiszę dalej.
Zgodnie z zamysłem Ojca, w drodze ewolucji powstaje z nas nowa rasa, coś znacznie potężniejszego od istot kształtujących swoje oso­bowości na obu przeciwstawnych biegunach rozwoju świadomości. Kształtuje się istota zdolna złączyć w jedną całość wszystkie najlepsze cechy tych dwóch form ewolucji. Istota harmonizująca się z multiwersum wibracją miłosierdzia, a zarazem zachowująca indywidualność porównywalną z indywidualnością Boga.

Na początku było Prawo (ilustruje je na poniższej skali poziomów stwórczych Anioł – symbol czystości i prowadzenia). Był to czas, gdy niczego jeszcze nie było. Jezus ujął to trafnie słowami: „Na początku było słowo. Słowo stało się ciałem.” Następnie Prawo   zindywidualizowało się w Moc i tak powstał Ojciec – Bóg Całości. Bóg Ojciec nie jest ciałem, lecz potężną istotą duchową. Choć tak naprawdę nie jest duchem, w przestrzeniach energetycznych przyjmuje parametry duchowe. Góra nazywa Go Prowadzącym. Prawo jest natomiast totalne, niezniszczalne i określane jako Prawo Wolnego Wyboru. Ma ono wiele składników, np. Prawo Radości, Prawo Zwycięstwa itd.

 


                                                                 Rys. 1.  Pierwszy fragment skali poziomów stwórczych

Prawo objawia się nam w Prawdzie i Szczęściu. Ma ono do siebie to, że tworzy lustra. Musi bowiem wiedzieć, że jest najdoskonalsze ze wszystkiego, co istnieje i dlatego, gdy się indywidualizuje, tworzy Światło i Cień - stara się bowiem poznać samo siebie. W wymiarze kosmicznym przekłada się to na stworzenie czegoś, co towarzyszy. Tak więc w Ojcu Prowadzącym powstał zamysł stworzenia przyjaciela. Kogoś, kto będzie mu równy, z kim będzie mógł doświadczać pełni szczęścia i radości. I tak powstał Duch Święty – doskonała duchowa energia – z której wyłoniły się Nicość oraz Matka Boska (nazwa nie ma nic wspólnego z matką Jezusa). Nicość można ująć jako naczynie Ducha Świętego, w którym jest zawarte wszystko. Mimo że jest tylko energią, z poziomu Prawa może wszystko stworzyć. Gdy jakaś istota doskonaląca się tu dojdzie – tzn. osiągnie na drodze rozwoju odpowiednio wysoki poziom energetyczny – to znajdując się w Oceanie Ducha Świętego i mając w sobie zapisane odpowiednie parametry, będzie mogła z poziomu Prawa stworzyć wszystko, co tylko zechce. W Nicości bowiem zawiera się wszystko, co kiedykolwiek było, jest i będzie... Dojść do Oceanu Ducha Świętego można różnymi drogami. Nauki, jakie tu opisuję, pochodzą od Jezusa. Drogę tam prowadzącą nazwał On drogą otwartego serca. Każdy człowiek może kontaktować się z Jezusem, który przebywa obecnie w przestrzeniach energetycznych znajdujących się w pobliżu naszej planety, nazywanych miastem Oriin.
W Oceanie Ducha Świętego – czyli w przestrzeniach duchowych, które wypełniają wszystko  –  istnieje jeden jedyny parametr: odpowiedzialność. Odpowiedzialność jest stanem, w którym istnieje Ojciec, a wyraża się On w potrzebie bycia w całkowitej radości i wolności. Nie dotrze tu nikt, kto jak jest pogrążony w bólu, cierpieniu i wewnętrznym zagubieniu, kto nie rozumie, czym jest radość i Prawo Wolnego Wyboru.
W Oceanie Ducha Świętego powstało Kosmiczne Łono, czyli tzw. drugie zejście Ojca w nim samym. Łono jest przestrzenią, w której zrodził się Bóg Twórca. Aby Ojciec nie czuł się samotny, dzieło tworzenia całości spoczęło na Jego synu – Bogu Twórcy. Prawdą jest też, że powstała trójka takich synów, lecz dostępna obecnie wiedza opisuje tylko jednego Boga –Twórcę naszej rzeczywistości – który nazywa się Eloooohiiiiiiiiinnnn. Aby Bóg Ojciec i każde jego dziecko wiedziało, że to, co istnieje w Prawie Wolnego Wyboru, jest naprawdę doskonałe, stworzył On rzeczywistość lustrzaną (w niej również istnieje trzech Bogów Twórców). Panuje w niej Prawo Totalnego Podporządkowania i ma ona za zadanie, ukazywać wszystkim tym, co wzrastają w naszym prawie, dokonując wolnych wyborów, na czym polega zło.
Odpowiedzialność – parametr charakteryzujący Ocean Ducha Świętego, rozczłonkowuje się w Łonie, tworząc nowe parametry: odpowiedzialność, troskę, opiekę i miłość. Ktoś, kto istnieje na poziomie Łona, musi być zatem troskliwy, opiekuńczy, miłujący i odpowiedzialny za siebie oraz całość. Odpowiedzialność z poziomu Łona jest jednak mniejsza od odpowiedzialności z poziomu Oceanu Ducha Świętego. Jeśli te cztery wspomniane parametry zaistnieją (zawrą się) w jakiejkolwiek istocie, staje się ona doskonała. Każda doskonałość ma jednak swoje poziomy – inny poziom ma doskonałość ludzka, inny astralna, a jeszcze inny boska. Musimy bowiem zawsze pamiętać, że dążymy do doskonałości ludzkiej i tylko taką możemy tu, na Ziemi, w swoim życiu osiągnąć. Jak już wcześniej napisałem, nie jesteśmy w stanie osiągnąć doskonałości boskiej. Przykładem może być Jezus, który przez wielu błędnie uważany za Boga, został posłany do wykonania pewnego, określonego zadania i choć stał się człowiekiem doskonałym, boskości nie był w stanie osiągnąć. Gdyby Jezus był Bogiem, nie musiałby uciekać z Marią Magdaleną i czwórką swoich dzieci do Tybetu, nie pozwoliłby na śmierć jednego ze swoich synów, a jego wszyscy uczniowie (apostołowie) nie byliby  prześladowani. Dla niezorientowanych dodam, że ukrzyżowanie Jezusa jest zręcznie dorobionym kościelnym mitem, który pozwala kapłanom utrzymywać niepodzielną władzę nad tłumem nieświadomych prawdy owieczek; władzę, która zapewnia im dominację, pieniądze i zaszczyty.     
Spróbujemy wyobrazić sobie teraz, jak powstał Bóg. Omówimy poziomy boskie, które leżą poza Prowadzącym – czyli poza Ojcem, Duchem Świętym i Łonem. Bóg, będący źródłem życia, przedstawiany jest jako półroczne, piękne dziecko, w krystalicznym, czystym Łonie. Jest to wizualizacja pewnej formy energii związanej z początkiem wszystkiego, która emanuje potężną energią miłości. To małe dziecko budzi się i zaczyna wzrastać. Jest pokazane jako istota wyrastająca z Oceanu Ducha Świętego. Jako Nicość, która trzyma całą zawartość Oceanu Ducha Świętego. Ten rodzący się Bóg rozchyla swoje ręce, otwiera oczy, widzi i wie, że jest synem Ojca, a w swoim majestacie posiada pełną moc tworzenia, gdyż jest Bogiem Twórcą. Jedynym, który ma prawo tworzenia. Wszystko, co zostaje później przez Niego powołane do istnienia, nie posiada prawa tworzenia, a jedynie możliwość przekształcania  nazywaną umownie stwarzaniem (stwarzaniem, a nie tworzeniem). My, ludzie również nie jesteśmy w stanie niczego tworzyć, możemy jedynie przekształcać to, co przez Boga Twórcę zostało zrobione, czyli modyfikować to, co przez Niego zostało kiedyś wykonane, i już istnieje. Podkreślam, że powyższe opisy stanowią pewien rodzaj iluzji, którą postrzegamy, wchodząc w tamte wymiarach. Jednak te powstające pozazmysłowo wizje – te objawienia – pozwalają nam poznać cząstkę prawdy i z poziomu ludzkiego pojmowania najlepiej oddają istniejącą rzeczywistość.
Wyłaniający się w Oceanie Ducha Świętego Bóg Twórca będący synem Ojca –  powstałym, aby Ojciec w swojej radości nie był sam – na początku tworzy Praenergię. Jest ona pewnego rodzaju techniką, pozwalającą tworzyć coś z niczego. Z Nicości zawierającej wszystko i znajdującej się w Oceanie Ducha Świętego –  tworzywa zwanego Praenergią –może powstać wszystko, co istnieje i posiada energię. Zainteresowanym nadmienię, że są na świecie ludzie, którzy przy wykorzystaniu tylko sobie znanych metod mają dostęp do Praenergii. Ich zdolności nie mają jednak nic wspólnego z techniką uzdrawiania, jaką posługiwał się Jezus (przypomnę, że Jezus korzystał wyłącznie z otwartego serca). Ci ludzie, posiadając dostęp do Praenergii, mogą materializować ludzkie organy, wskutek czego ich działania uzdrawiające innych ludzi są czasami natychmiastowe i bardzo skutecznie.
Na rysunku nr 1 widzimy w prawym górnym rogu obszar Boga. Jest on podzielony i ponumerowany od I do III. W miejscu, gdzie znajduje się cyfra rzymska I niektórzy (wchodząc w tamte przestrzenie), dostrzegają znak omegi (∞) – przerwany z prawej strony i zawierający 12 złotych, poziomych kresek. Omega jest w tym przypadku trzynastą kreską. Znak omegi jest w pewnym sensie iluzyjny. Powstaje bowiem wskutek nakładania się obrazów trzech wirujących kół (każde w innej płaszczyźnie): koła góry i dołu, koła wejścia i wyjścia oraz koła początku i końca. Patrząc na te wirujące koła, możemy dostrzec znak omegi oraz punkt. Ciekawostkę stanowi fakt, że jeśli ktoś posiądzie umiejętność „wejścia” w ten punkt, będzie mógł zrobić prawie wszystko. Jezus wchodził w ten punkt, nie mógł jednak zrobić wszystkiego. Mimo że był pełnym posłanym, posiadał pewne ograniczenia...  
W obszarze Boga, z Głębi (z Oceanu Ducha Świętego) powstała przestrzeń – coś malutkiego, ale mającego zarazem 10n poziomów, gdzie n jest liczbę 87 cyfrową – coś, co chociaż zaistniało jako przestrzeń i ma rzeczywistą moc, nie posiada energii. W przestrzeni tej Bóg Twórca wydzielił z siebie 12 części, które nazwał Arlonami, a które są potężnymi istotami. Istoty te tworzą Plan, dzięki któremu może powstać całość. Arlonowie są oddzielnymi cząstkami Boga, w pewnym sensie Jego rękami. Wydzielają oni ze swojego obszaru jeszcze mniejszą przestrzeń, którą nazywają Ciszą. W Ciszy powstaje całkoształt zasad tworzenia wszystkiego, co kiedykolwiek w naszej rzeczywistości Boga Eloooohiiiiiiiiinnnna zaistnieje. Przestrzeń ta ma 10n poziomów, przy czym n jest liczbą 51 cyfrową. W Ciszy znajduje się też Macierz, w której zapisana jest dokładnie ewolucja duchowa wszystkiego, co kiedykolwiek będzie się doskonalić. Istoty, które wzrastają duchowo, mają tam, w Macierzy,  swój dom i konkretny zapis. Co ciekawe, doskonalić się może jedynie Stwórca i Duch ludzki. Nie jest zatem prawdą, że doskonali się w sensie duchowym wszystko, co żyje. Rośliny i zwierzęta bowiem należą jedynie do świata form (Góra nazywa je dekoracjami lub makietami). Tworzą one interakcje z istotami duchowymi, jakimi są ludzie oraz są im pomocne do duchowego wzrostu, czyli nauki właściwego odczuwania jedności z drugim człowiekiem.
Z mocy Arlonów powstaje pierwsza przestrzeń energetyczna - energia przeciwna, którą symbolizuje (rys. 1.)  czarna kula. Czarna kula zwiera już tylko 10100 000 001 poziomów energii. Z energii przeciwnej powstał jeszcze mniejszy obszar, który zawiera energię jedyną – energię, z której powstała dusza ludzka. Energia jedyna zawiera tylko 10100 001 poziomów.
Na końcu powstaje kolejna, jeszcze bardziej ograniczona przestrzeń, którą  symbolizuje biała kula (rys.1.) – przestrzeń posiadająca jedynie 101001 poziomów. Jest to ta przestrzeń, którą widzimy i w której możemy doświadczać duchowego wzrostu. Tworzą ją wszystkie pozostałe rodzaje energii – pochodne energii jedynej i przeciwnej. Góra nazywa tę przestrzeń Pokojem Zabaw.
Wyobraźmy sobie taki gigantyczny Pokój Zabaw, w którym są klocki; gdzie znajduje się wszystko to, dzięki czemu można cokolwiek stworzyć, czyli przekształcić. W takim gigantycznym pokoju  Bóg Twórca powołał do życia Stwórców. Kim są Stwórcy? Są dziećmi Boga-Ojca. Charakterystyczną cechą jest ich własna niedoskonałość, która uwidacznia się w porównaniu z doskonałością Ojca Wszechrzeczy. Stwórca jest bowiem tak niedoskonałym dzieckiem Ojca, jak niedoskonali jesteśmy my, ludzie, w stosunku do Stwórcy. Stwórcy są Bogami, którzy mają się doskonalić, którzy budują coraz bardziej cudowne światy, którzy ciągle ewoluując w Prawie Wolnego Wyboru, uczą się nieustannie odczuwać radość i miłość, by na koniec osiągnąć doskonałość Boga-Twórcy.   
Co ciekawe, wszystkie święte pisma i religie świata mówią w swoich przekazach i  objawieniach o Bogach Stwórcach (za wyjątkiem Jezusa –  który, jak już wiemy, żadnym bogiem nie był), nie wspominając słowem o Bogu-Twórcy i Ojcu Wszechrzeczy. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że całokształtu prawdy nikt do tej pory nie pojmował, gdyż nikt jeszcze w tak wysokie poziomy głębi nie wchodził.
Bogów Stwórców powołał Bóg Twórca w ilości 1013. Jak widać, jest ich ogromna liczba. Każdy z nich tworzy własne multiwersum – czyli olbrzymie, kosmiczne przestrzenie, w których może doświadczać istnienia i własnego duchowego rozwoju. Każdy z nich ma też gotowe klocki do budowy wszechświatów, galaktyk, gwiazd i planet. Może więc je układać po swojemu, czyli stwarzać wszelkie światy w niewyobrażalnych wręcz ilościach. Stwórcy tworzą światy zewnętrzne w zewnętrzu, zewnętrzne w wewnętrzu, wewnętrzne w zewnętrzu i wewnętrzne w wewnętrzu. Aby pojąć, co to znaczy, trzeba wejść w odpowiednie stany, czyli w tamte światy. Najważniejsze jest jednak to, że dla istot ewoluujących w tych  światach nie ma to żadnego znaczenia.
Wspomnę teraz o jednym ze Stwórców, który nazywa się Lenarii. Stworzył on całe nasze multiwersum składające się z siedmiu wszechświatów. Właśnie w jednym z takich wszechświatów znajduje się galaktyka z naszym układem słonecznym i naszą planetą Ziemią. Lenarii zawarł się w 1021 poziomów (słoneczko na rys.2) i sam jest trójistny. Posiada poziom krzyża mający 1015 poziomów oraz poziom atomowy składający się z trzech miliardów poziomów. Stwórca Lenarii przystąpił również do tworzenia własnych poziomów stwórczych. Stworzył trzy poziomy stwórcze: pierwszy, zawierający 3 miliony poziomów, drugi, zawierający jeden milion poziomów oraz trzeci – nasze multiwersum ze wszystkimi światami, jakie się w nim zawarły – zawierający 389000 poziomów.



            Rys. 2.  Drugi fragment skali poziomów stwórczych

Stwórca Lenarii w swoich przestrzeniach musi się doskonalić i ewoluować tak, aby skutecznie nauczyć się wyrażać sobą Prawo Wolnego Wyboru poprzez odpowiedzialność, troskę, opiekę i miłość. Może to uczynić na dwa sposoby: indywidualnie – wtedy, gdy sam na swoich planetach będzie żył kolejno jako Kowalski, potem Nowak, następnie Wesołowski itd. lub zbiorowo – gdy wykorzysta model, który wprowadził Bóg Twórca, czyli ewolucję poprzez ducha ludzkiego. Model ten polega na tym, że może On, w jednym i tym samym czasie, doświadczać życia wielu ludzi. Stwórca rozczłonkowując się bowiem na cząstki ducha ludzkiego, w jednym i tym samym czasie doświadcza życia każdej istoty ludzkiej żyjącej w jego multiwersum, przez co znacznie skraca czas swojego rozwoju (ewolucji).
Wzrastanie poprzez ducha ludzkiego polega na tym, że rodzi się Kowalski –  człowiek karmiczny, istota duchowa oddzielona częściowo od Boga, mająca wyodrębnioną indywidualną wolę oraz ograniczoną świadomość. Duch ludzki jest doskonały, gdyż został stworzony na obraz i podobieństwo Boga-Twórcy. Duch ludzki, tak samo jak Bóg-Ojciec, doświadcza życia poprzez duszę i ciało Kowalskiego. Dopóki się jednak nie przebudzi, nie ma pojęcia, że jest takim ekranem telewizora, przez który sam Bóg-Ojciec doświadcza życia (tzn. życia Kowalskiego) oraz ekranem, przez który również Stwórca doświadcza życia i się doskonali.
 
Jak ewoluuje człowiek

Tak naprawdę ewolucja człowieka jest ewolucją jego ducha, będącego cząstką samego Boga. Co ciekawe, duch ludzki musi ewoluować w przestrzeniach materialnych, bo tylko one, dzięki swojej gęstości, są w stanie utrzymywać energię emocji, nad którą  uczy się on panować. Duch ludzki, jak sama nazwa wskazuje, jest istotą duchową i nie posiadając cząstek energetycznych, nie może bezpośrednio pojawić się w przestrzeniach materialnych zbudowanych w oparciu o określone rodzaje energii. Duch tylko dzięki umiejętności uruchamiania energii może się przejawić (ukazać) w świecie materialnym.
 Duch ludzki schodzi w rejony nisko wibracyjne (na planety), wydzielając z siebie duszę i fizyczne ciało, by w ten sposób móc doświadczać energii emocji i uczyć się jej przekształcania zgodnie z Prawem Wolnego Wyboru. Aby powstał człowiek, jego ciało fizyczne musi zawierać odpowiednie (właściwe) kody, czyli tzw. wzorce energetyczne. Kody te zawarte są w Macierzy, a powiela je ludzkie DNA. Jeśli zatem w przyszłości będzie można stworzyć (sklonować) biologicznie drugiego człowieka (np. w zamyśle pozyskania organów ludzkich potrzebnych do przeszczepów), mimo że fizycznie będzie to ten sam człowieka, jego dusza będzie należała do innej istoty. Pozyskiwanie w ten sposób organów ludzkich zawsze będzie musiało odbywać się poprzez morderstwo (w sprzeczności z Prawem Wolnego Wyboru).
Człowiek ewoluuje od samego dołu (patrz początek skali poziomów stwórczych na rysunku poniżej).

 

Z Łona rodzi się człowiek – duch ludzki (Kowalski), otwiera oczy i zaczyna poznawać ten świat. Jest to początek poziomów stwórczych (punkt 0). Od poziomu zerowego do dziewiątego mamy na skali energię emocji. Człowiek przychodząc na ten świat, musi nauczyć się przekształcać tę energię. W tym miejscu cały czas toczy bój z siłami ciemności, które na tym poziomie opanowują ludzką duszę (znieprawiają człowieka), a poprzez przejęcie jej, potrafią nieodwracalnie (raz na zawsze) zniszczyć ludzkiego ducha.
Człowiek karmiczny, wzrastając w świecie fizycznym oraz przebywając czasowo w astralnej poczekalni (pomiędzy wcieleniami), zalicza kolejno trzy poziomy istnienia: poziomy energii emocji (od 0 do 9), poziomy serca (od 9 do 19) oraz poziomy umysłu (od 19 do 29). W praktyce oznacza to, że człowiek musi nauczyć się w Prawie Wolnego Wyboru tak przekształcać energię emocji, aby nadać jej wartość serca. Oczywiście korzysta przy tym umiejętnie ze swojego umysłu (uczy się odpowiednich technik), a mając kontakt ze swoim Opiekunem (człowiek pierwotny miał zawsze taki kontakt), pojmuje „o co w tym wszystkim chodzi” i staje się cudowny.
Energia, która wpływa od dołu do człowieka, jest neutralna (ambiwalentna). Od człowieka zależy, czy przepuści ją przez jeden z dwóch ośrodków umieszczonych w jego ciele: ludzką matrycę, w której mieści się ośrodek energii przeciwnej (posługuje się nią człowiek, gdy działa w Prawie Totalnego Podporządkowania) czy ludzkie serce. Gdy dokonujemy w swoim życiu właściwych wyborów (zgodnych z Prawem Wolnego Wyboru) –opartych na miłości, braterstwie, tolerancji i poszanowaniu innych ludzi – odczuwamy wtedy na poziomie serca jedność z drugim człowiekiem. Taki stan nazywamy otwarciem ludzkiego serca.
Gdy człowiek osiągnie poziom trzynasty, nie musi się już więcej wcielać, a jego dalsza ewolucja przebiega w świecie astralnym. Tam zapina wszystko „na ostatni guzik”, tak aby jego serce było w pełni otwarte. Nie można przerobić energii emocji w świecie astralnym, gdyż jej doświadczanie w stanie duchowym (przez dusze ludzkie w astralu) powoduje całkowite pochłonięcie ich świadomości, czyli wykasowanie umysłu.
Ciekawe są odczucia ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną, a zatem – po chwilowym wyjściu z ciała – byli krótko w świecie astralnym. Nie są bowiem oni w stanie zapomnieć pewnego stanu miłości, jakiego tam doświadczyli. Dzieje się tak dlatego, że w świecie astralnym istnieje sztuczne promieniowanie energią miłości, które ma za zadanie oczyszczać dusze i nie dopuścić do wybuchu w nich negatywnych emocji. Bowiem energia emocji jest tak potężna, że gdyby nie to światełko miłości, wejście duszy w nieprzepracowane do końca negatywne emocje (np. złość), pochłonęło by ją na zawsze.
Czwarty poziom istnienia na skali poziomów stwórczych obejmuje poziomy świadomości emocjonalnej (intuicji) i świadomości duchowej (jasnowiedzenia). Tutaj istota ludzka uczy się odrzucać umysł, gdyż staje się on coraz bardziej bezużyteczny. Człowiek, który wszystko wie, nie musi bowiem myśleć... Człowiek karmiczny potrafi jedynie szczątkowo doświadczyć intuicji i jasnowiedzenia.
Istnieje niewielka grupa ludzi, którą umownie nazywamy artystami. Na skali rozwoju duchowego znajdują się oni powyżej poziomu 550. Ludzie należący do tej grupy potrafią w stanie weny, wejść w obszary abstrakcji i pojmować coś, czego nie da się pojąć umysłem, gdyż należy do świadomości. Wszystko, co uda im się wtedy ściągnąć z tamtych obszarów, jest później postrzegane jako cudowne i doskonałe. Nawet oni sami – gdy „schodzą na ziemię” i patrzą na swoje wcześniejsze dzieła – dziwią się, że potrafili tego dokonać, gdyż przeważnie przekracza to poziom pojmowania ich własnego umysłu, czyli tzw. percepcję człowieka karmicznego. Artyści ci stanowią prawdziwą reprezen­tację naszego gatunku. To oni siłą własnej duchowej kreacji tworzą na innych planach przyszłość całej ludzkości. Oni też posługują się otwar­tym sercem, gdyż są kwintesencją ludzkiego wzrasta­nia. Wyznawane przez nich prawo moralne – choć przeczące prawu zwyczajowemu – jest bardzo uniwersalne, a ich życie wyraża prawdziwą miłość, akcentując jej duchowy wymiar. Artyści, posługując się wrodzoną intuicją, potrafią błyskawicznie pojmować zachowanie innych ludzi. Walczą też o zniesienie wszystkich barier między ludźmi oraz gło­szą, że każdy człowiek ma prawo do wolności, równości i niezależności. Szanują każdego – niezależnie od jego pochodzenia czy koloru skóry.
Piąty poziom istnienia (od 49 do 79) nazywamy wolą. Człowiek na tym poziomie ewolucji nie musi już wiedzieć, w jaki sposób ma coś stworzyć oraz jak to coś ma wyglądać. On po prostu tego chce i to się staje. Oczywiście nie jest to „ludzkie chcenie”, jest to zupełnie inny mechanizm działania.
Kolejny, szósty poziom istnienia to poziom ducha, na którym człowiek kasuje wolę na rzecz sił duchowych. Następnie, na siódmym poziomie, kasuje on ducha na rzecz kreacji. Na ósmym poziomie istnienia człowiek wchodzi do Oceanu Ducha Świętego, gdzie kreacja nie ma już znaczenia, bowiem tam istnieje wszystko. Nie ma tam żadnej potrzeby tworzenia, bowiem gdy tylko się zechce, ma się wszystko, co kiedykolwiek było, jest i będzie.
Po zaliczeniu ósmego poziomu istnienia (179 poziomu stwórczego) duch ludzki zalicza jeszcze poziomy: dziewiąty, dziesiąty i jedenasty, aby wreszcie jako Stwórca osiągnąć poziom dwunasty. Duch ludzki, pokonując te kolejne cztery poziomy istnienia, dorównuje już samemu stwórcy. Osiągając taką samą moc i doskonałość jak stwórca, trafia na koniec do pokoju zabaw, gdzie siedzą inni stwórcy. Wówczas dostaje od Boga Twórcy 13 promień i zostaje Bogiem Stwórcą. Może od tego momentu tworzyć swoje własne światy i w ten sposób dalej wzrastać, aby kiedyś – po osiągnięciu doskonałości – towarzyszyć Bogu-Ojcu w doświadczaniu pełnej radości.  
Na 79 poziomie stwórczym, gdzie kończy się wola, dusza ludzka przestaje istnieć (łączy się z duchem). Od tej chwili istota ludzka staje się wyłącznie duchowa, chociaż posiada jeszcze pasma duchowo-energetyczne. Dopiero gdy człowiek w trakcie swojego rozwoju przekroczy 8 poziom istnienia (zatem osiągnie co najmniej 179 poziom stwórczy), zanika w nim ostatnia cząstka energetyczna i staje się niezniszczalny. Dopóki to się jednak nie stanie, zarówno człowieka, jak i jego ciało energetyczne oraz duszę i ducha można zniszczyć. Jest to poważny problem, który zostanie omówiony w dalszych

Zło - niebezpieczeństwo czyhające na drodze rozwoju człowieka

Opisany w poprzednim rozdziale idealny model ewolucji człowieka jest niepełny, gdyż nie zawiera przeciwieństw niezbędnych do jego prawidłowego rozwoju. Aby bowiem istota ludzka nauczyła się w miarę szybko dokonywać właściwych wyborów, musi stykać się na swojej drodze rozwoju z przeciwieństwami, które pełnią rolę swoistego katalizatora jej wzrostu. Gdyby ludzie wzrastali na ziemi cały czas w atmosferze miłości, nie umieliby właściwie funkcjonować (czyli utrzymać wibracji miłości) w ekstremalnych warunkach, np. w koncentracyjnych obozach zagłady.
Jednego z dwunastu Arlonów nazywamy Panem Przeciwieństw. Jest on bowiem twórcą mającym za zadanie tworzenie przeciwieństw, czyli pewnych przeciwstawnych Prawu Wolnego Wyboru sytuacji, które uczą dokonywać właściwych wyborów. Gdyby zasady budowy całości wszechświatów były zbyt proste, zabawa w życie nie miałaby większego sensu.
Pan Przeciwieństw wydziela z siebie cząstki (promienie), które działają w przestrzeniach stwórczych i nazywają się siłami lucyferycznymi. Siły lucyferyczne rozbijają się na jeszcze mniejsze cząstki, które nazywają się Szatanami.
Szatan to Pan Przekształceń Planetarnych. Schodzi on na każdą planetę, na której ewoluuje człowiek. Należy jednak cały czas pamiętać, że Szatan, Lucyfer i Pan Przeciwieństw to cząstki Boga. Są one obdarzone przez Boga pełną kreacją oraz wolną wolą. Są również niezniszczalne. Dodatkowo prawdą jest, że Pan Przeciwieństw przeszedł na stronę sił ciemności.
Zanim przejdę do opisu sił ciemności oraz prowadzonych przez nich działań, które niszczą planety i zamieszkujące je istoty, omówię inną, bardzo ważną kwestię. Wyjaśnię mianowicie znaczenie cierpienia, które jest przeciwieństwem szczęścia. Cierpienia, które z założenia miało przyspieszyć podążanie ludzkości do Ojca (czyli życia w szczęściu i miłości), za sprawą sił ciemności stało się programem – narzędziem do zniewalania i niszczenia ludzkości.
Pierwotnie człowiek został stworzony tak, aby żyjąc – przykładowo na Ziemi, w świecie materii – mógł mieć cały czas kontakt z siłami duchowymi. Wtedy posiadając u swojego boku opiekuna, tzw. „anioła stróża”, mógł cały czas świadomie podejmować wybory w taki sposób, by funkcjonować w Prawie Wolnego Wyboru. Polegało to na tym, że na własnej skórze doświadczał cierpienia tylko wtedy, gdy jego wybór był zły, czyli oparty na Prawie Totalnego Podporządkowania. Kontakt z własnym opiekunem minimalizował jednak złe wybory, bowiem człowiek – posiadając uruchomione jasnowidzenie, jasnosłyszenie i jasnowiedzenie – nie ulegał iluzji umysłu (czyli tzw. ego) i mając świadomość konsekwencji, starał się nie popełniać błędów.
Nastały jednak czasy, kiedy siły ciemności – czyli lustrzana rzeczywistość oparta na przeciwnym do ludzkiego Prawa, Prawie Totalnego Podporządkowania – najechały Ziemię i zaczęły siłą przenosić do swoich światów ludzkie dusze. Obecnie, co siódma dusza ludzka, która doświadcza życia na Ziemi, jest rozbijana  i –  trafiając do światów Morrra – nigdy już nie będzie miała szansy podążać ku Ojcu. Mechanizm ten nazywa się ciemną przemianą i zostanie przeze mnie dokładnie opisany w dalszych rozdziałach.
Innymi słowy, zamysł cierpienia człowieka był pozytywny, gdyż poprzez owo cierpienie mógł się on doskonalić. Droga ewolucji była trochę podobna do doświadczeń nabywanych przez małe dziecko, które, ucząc się życia, ponosi zasłużone konsekwencje, gdy coś źle zrobi. Potem przestaje płakać, gdyż wie, że jego czyn był zły i z dziecięcym zapałem dalej uczy się życia.
Gdyby rodzic, np. z powodu źle pojętej miłości, trzymał własne dziecko pod „kloszem ochronnym”, wyręczając je we wszystkich pracach i obowiązkach życiowych oraz chroniąc przed potencjalnie niebezpiecznymi sytuacjami i cierpieniem, w rezultacie wychowałby „życiową kalekę” niezdolną do samodzielnej egzystencji, niezaradną i przez to nieszczęśliwą.
Ten maksymalnie uproszczony przykład ilustruje pożądany wymiar słusznego cierpienia, które w konsekwencji prowadzi do szybkiego odnalezienia w życiu szczęścia i radości. Siły ciemności wykorzystały jednak (i wykorzystują w coraz większym stopniu) cierpienie, by niszczyć i degradować ludzką rasę. Zmodyfikowały bowiem programowo ideę cierpienia, w taki sposób, by prowadziła ona nie do duchowego wzrostu, ale do jego zaprzeczenia, czyli Prawa Totalnego Podporządkowania. Prawo to wprowadza dominację jednego człowieka nad drugim i uczy wzajemnej agresji. Skutkuje całkowitym zatraceniem duchowości oraz wiedzie ludzkość do społecznego wynaturzenia.
Zakodowany w nas program cierpienia – podobnie zresztą jak inne oprogramowanie polityczne, społeczne i religijne – posiada tak doskonałą budowę, iż człowiek wierzy, że działanie owego oprogramowania służy jego dobru. W konsekwencji człowiek sam je tworzy i powiela. Wierzy w to tak mocno, że mordowanie braci na wojnach nazywa bohaterstwem, że codziennie zabiega i konkuruje o iluzoryczne nagrody, że z byle powodu nienawidzi własnego brata, a wypełnianie niszczącego go prawa systemowego (nazywanego niewinnie prawem moralnym, kościelnym lub zwyczajowym) uważa za swój obowiązek.
Dodatkowo – aby działania sił ciemności pozostawały niezauważalne – programowo wpaja się ludziom, że zło nie istnieje (jest wyłącznie iluzją ludzkiego umysłu), albo że jego źródłem jest sam człowiek będący z natury grzeszny i niedoskonały. Z kolei Kościół ubarwił postać szatana oraz wypromował piekło, głosząc przy tym, że każdy człowiek to proch marny, niegodny zwrócenia swojego spojrzenia w stronę Boga. Konieczny jest zatem pomiędzy Nim a ludzkością pośrednik umożliwiający ten jakże pożądany kontakt, który może zakończyć się z łaski Boga zbawieniem grzesznego człowieka. Oczywiście tym pośrednikiem ma być Kościół, który za pomocą strachu przed potępieniem (czyli piekłem) zmusza swoich wyznawców do ślepego poddaństwa oraz wiary w zewnętrznego Boga, by w ten sposób mieć władzę nad swoimi wiernymi. Wszystkie te mechanizmy i programy, stojąc po stronie zła i działając w oparciu o Prawo Totalnego Podporządkowania, uniemożliwiają człowiekowi przynależny mu z woli Ojca wolny wybór – są więc występkiem przeciwko Prawu Wolnego Wyboru.
Aby nie było to dla nas takie oczywiste – w celu zniewolenia człowieka i opóźnienia lub wręcz uniemożliwienia jego rozwoju – celowo zaciemnia się Prawdę oraz wprowadza zagubienie i dezinformację. Zacytuję teraz fragment pewnej książki ezoterycznej, która w sprytny sposób „urabia” czytelnika, by ten nie mógł w końcu połapać się, co tak naprawdę w jego życiu przybliża go, a co oddala od wyzwolenia: "(...) Opis procesu, zwanego życiem, zależy od punktu odniesienia, przyjętego do analizy. Gdy analizę przeprowadzimy z pozycji współczesnego człowieka, to dostrzegamy siły i zjawiska, które sprzyjają naszemu codziennemu istnieniu oraz te, które nam nie sprzyjają. Pierwsze nazywamy Dobrem, a drugie Złem. Widać tu, że Dobro i Zło ma jak najbardziej subiektywny charakter – co dla jednych jest dobre, dla drugich może być złe".
Stwierdzenie niby logiczne, ale zawiera pewien niebezpieczny kruczek, wykorzystywany przez niektórych do usprawiedliwiania zła. Człowiek jest bowiem istotą, którą Bóg powołał do istnienia w Prawie Wolnego Wyboru i jego obowiązkiem jest żyć w radości oraz szczęściu, kochać i być kochanym. Nie ma tu więc żadnej względności. Faktem jest bowiem, że zaprzeczenie przez człowieka Prawa Wolnego Wyboru – czyli życie zgodnie z Prawem Totalnego Podporządkowania – prowadzi do cierpienia i wynaturzenia, a w konsekwencji powoduje degradację, czyli rozbijanie ludzkiej duszy oraz ducha. Niektórzy, postrzegając wolność jako całkowity brak ograniczeń, zaczynają  z czasem żyć czyimś kosztem. W ten sposób, odbierają wolność drugiemu człowiekowi i przechodzą powoli do Prawa Totalnego Podporządkowania.  

Siły ciemności przejęły Macierz, dzięki czemu mogły w ludzkie ciała wprowadzić kody blokujące doskonałość człowieka, czyli wypaczyć jego pierwotny perfekcyjny wzór. Dlatego ludzie, którzy ewoluują na planetach, nie są obecnie w stanie dojrzeć w sobie Boga. Mają bowiem zablokowaną komunikację z siłami duchowymi (Górą).
Pan Przekształceń Planetarnych, który tworzył kiedyś dla dobra człowieka cudowne przeciwieństwa – umożliwiające mu dokonywanie świedomych wyborów zgodnych z Prawem Wolnego Wyboru – opowiedział się po stronie ciemności i niszczył ludzi po to tylko, aby byli źli, czyli stosowali w swoim życiu obce ich prawdziwej naturze Prawo Totalnego Podporządkowania.
Człowiek, który nieświadomie zatraca się w przeciwieństwach, gubi właściwą drogę. Aby dać mu szansę na świadome dokonywanie poprawnych wyborów, Stwórca powołał pewien mechanizm podpowiedzi. Polega on na tym, że gdy człowiek ma otwarte kanały łączące go ze światem duchowym, zawsze stoi przy nim Opiekun i zawsze słyszy on jego głos podpowiedzi. Gdy te kanały nie są otwarte, ludzie z reguły nie mają pojęcia, że istnieje świat duchowy i dają się przez to wyprowadzać złu na manowce.
Stwórca wydziela z siebie promienie. Te główne tworzą Cherubinów. Następnie z podziału głównych promieni tworzą się Archaniołowie. Gdy promienie Stwórcy dzielą się dalej, powstają Aniołowie. Wygląda to z pozoru na pewną hierarchę, lecz hierarchią nie jest, gdyż są to istoty zejściowe.
Przy każdym człowieku stał kiedyś anioł, który wyraźnie podszeptywał mu, jak powinien zachować się w danej sytuacji, aby postępowanie jego było zgodne z prawem duchowym (czyli Prawem Wolnego Wyboru). Kiedyś człowiek mógł więc – wysłuchawszy Opiekuna oraz istoty od zaprzeczeń (Szatana) – dokonywać właściwych wyborów. Obecna cywilizacja ludzka ma zablokowane kanały łączące człowieka z Opiekunem, może więc słuchać jedynie podszeptów strony „od zaprzeczeń”, czyli sił ciemności. Jak do tego doszło i dlaczego ludzkość niszczona jest przez Prawo Totalnego Podporządkowania, opisuję w następnym rozdziale.             

Dlaczego człowiek niszczony jest przez Prawo Totalnego Podporządkowania

    W poprzednich rozdziałach omówiłem w skrócie naszą rzeczywistość opartą na Prawie Wolnego Wyboru. Wspomniałem też o lustrzanej rzeczywistości (będącej zaprzeczeniem naszej), która rządzi się Prawem Totalnego Podporządkowania. Reprezentowana jest ona przez trzech Bogów, z których jeden nazywa się Diabel (nie należy mylić z Diabłem). Diabel nieuczciwie zjednał niektórych stwórców i pomieszał im w głowach, po czym scalił wszystkie lustrzane światy i przejął w nich dowództwo. Doprowadził również do tego, że zaczęły one powoli przenikać rzeczywistość, w której obecnie żyjemy.
    Morrr, jeden ze stwórców należących do naszej rzeczywistości (Prawa Wolnego Wyboru), podobnie jak Lenarii stworzył swoje multiwersum składające się z 7 wszechświatów. Morrr stworzył światy wewnętrzne, co oznacza, że wszystkie one są w nim zawarte. Ponieważ są to światy wewnętrzne w zewnętrzu, ich zawartość może się przejawiać na zewnątrz. Morrr, działając w Prawie Wolnego Wyboru, stworzył swoje światy w oparciu o Prawo Totalnego Podporządkowania. Należą one jednak do naszej rzeczywistości (nie są światami lustrzanymi). Jest to bardzo istotne, gdyż wszystko, co należy do naszej (a nie lustrzanej rzeczywistości), chociażby zostało pochłonięte przez inne prawo (zło), może zostać kiedyś odzyskane.
    Morrr stworzył swoje wszechświaty w Prawie Totalnego Podporządkowania.  Wszystkie istoty, które zostały w tym prawie stworzone, są do niego przystosowane – czują się tam jak ryba w wodzie. Nie znają bowiem innego prawa, innego sposobu funkcjonowania.
    Z zasad Prawa Totalnego Podporządkowania wynika, że każda żyjąca tam istota nie jest oddzielną – samodzielnie ewoluującą cząstką – lecz jest podłączona, pod tzw. wspólny, centralny umysł stwórcy i tworzy z nim jedną całość. Stwórca żyje zatem dosłownie życiem wszystkich stworzonych przez siebie istot, nie zaś – jak w Prawie Wolnej Woli – obserwuje tylko życie swoich cząstek, z których każda obdarzona jest wolną wolą, dzięki czemu może żyć w Prawie Kreacji własnym, indywidualnym życiem. W światach Morrra nie istnieje więc Prawo Kreacji.
    Chociaż istoty ze światów Morrra same nie posiadają wolnej woli, jednak ze względu na korzystanie z centralnego umysłu samego Stwórcy są idealne w każdej dziedzinie, bowiem wyraża się w nich doskonałość Boga-Stwórcy. Są zatem genialnymi artystami, istotami wręcz idealnymi, „rękami” samego Stwórcy, który doświadcza jedynie siebie, chociaż doświadczenie to odbywa się w wielu światach równocześnie.
    Pomimo własnej doskonałości Morrr nie dał jednak stwarzanym przez siebie istotom Prawa Kreacji. Pociągało to za sobą takie skutki, że sam dalej nie mógł wzrastać. Inni Stwórcy, działając w Prawie Wolnej Woli (np. Lenarii), cały czas się doskonalili, przez co zbliżali do Boga–Ojca. On natomiast stał w miejscu i nie wiedział jak się do Niego zbliżyć. Tylko bowiem w świecie, w którym istnieje Prawo Wolnego Wyboru – istnieje kreacja, czyli taka forma ewolucji istot, gdzie doświadczają one życia poprzez kreację (tworzenie) nowego. Zatem tylko w Prawie Wolnego Wyboru sam Stwórca doświadcza życia poprzez doświadczenie wszystkich swoich ewoluujących cząstek duchowych. Posiada On przez to pewien skuteczny zapis doskonalenia się i wzrastania, aby móc stać się w końcu tak doskonałym jak Bóg–Ojciec.
    Gdy Morrr zorientował się, że pozostał za innymi, wciąż doskonalącymi się  stwórcami w tyle, popatrzył na swoich dwóch braci – Baala i Oo – Stwórców, którzy tak samo, jak Lenarii tworzyli swoje światy w Prawie Wolnego Wyboru (z tym, że Lenarii jako tworzywa do budowania swoich światów używał energii jedynej, a bracia ci posługiwali się energią przeciwną, czyli dokładnie taką samą, jaką posługiwał się Morrr). Wówczas zrodziła się w nim potrzeba wykorzystania własnych braci. Wpadł on bowiem na genialny pomysł, by z ich światów ściągać ewoluującego ducha, a następnie wstawiać go do swojego świata makiet. Chciał, aby ten ukradziony duch przynosił mu nową wartość, czyli wprowadzał do jego światów ewolucyjny rozwój.
    W konsekwencji Morrr zaczął podbierać od tamtych stwórców niezliczoną ilość dusz. Problem tkwi jednak w tym, że ktoś, kto istniał w Prawie Wolnego Wyboru, a następnie został przeniesiony do Prawa Totalnego Podporządkowania, przeżywa straszny dramat – niby jest, ale nie istnieje (nie posiada bowiem wolnej woli). W następstwie tego – ponieważ wszystko znajduje się w Oceanie Ducha Świętego – tamta rzeczywistość, stworzona w Prawie Totalnego Podporządkowania, zaczęła przenikać naszą, stworzoną w oparciu o Prawo Wolnego Wyboru. Tamta rzeczywistość (czyli tzw. siły ciemności) pozyskała w konsekwencji Pana Przeciwieństw i opanowała Macierz, wskutek czego mogła w ludzkie ciała wprowadzać kody (np. węzeł karmiczny) i oddzielić duszę od ciała (kiedyś dusza ludzka przebywała w ciele – obecnie przebywa poza ciałem). Rozpoczęło się niszczenie Stwórców, którzy budowali swoje światy w oparciu o Prawo Wolnego Wyboru. To powolne niszczenie naszego Multiwersum –  mające na celu przejęcie wszystkiego – zakończyło się w rezultacie walką o nasze przetrwanie.
    Gdy człowiek jest stworzony w Prawie Wolnego Wyboru (bez względu na rodzaj energii, z której powstał), jego naturalnym stanem jest miłość, dbanie o siebie i innych oraz życie w szczęściu i radości. Kiedy świat, w którym żyje taki człowiek, zostanie „najechany” przez siły ciemności (które posługują się Prawem Totalnego Podporządkowania), wyspecjalizowane w niszczeniu całych cywilizacji ekipy, tworzą obce naszej naturze struktury hierarchiczne, funkcjonujące w oparciu o totalne podporządkowanie. W rezultacie ludzie znieprawiają się i zaczynają funkcjonować na bazie nienawiści, bólu i cierpienia, zapominając o swojej prawdziwej naturze – opartej na miłości, radości i szczęściu. W ten sposób sami wymazują się z Archiwum Zrodzenia – w konsekwencji czego – taka znieprawiona ludzka dusza, po śmierci ciała przechodzi do świata makiet, co określa się popularnym powiedzeniem: „człowiek trafia do piekła”, a oznacza to dla niej (duszy) straszne cierpienie.
    Mogło by się wydawać, że przejście człowieka z Prawa Wolnej Woli do Prawa Totalnego Podporządkowania jest tylko konsekwencją ludzkiego wyboru. A zatem człowiek, który niszczył innych, będzie w następstwie tego sam niszczony, czyli znajdzie się w swoim żywiole. Nic bardziej mylnego. Tak jak ryba stworzona do życia w wodzie, czuje się w niej doskonale, tak człowiek stworzony w Prawie Wolnego Wyboru może tylko w nim właściwie funkcjonować. Gdy w świecie fizycznym – tu, na Ziemi – opowie się za Prawem Totalnego Podporządkowania i zostanie wskutek tego poddany ograniczeniom (np. trafi do więzienia), pozostanie mu zawsze jakaś cząstka Prawa Wolnego Wyboru, chociażby wolność myślenia. Jednak po śmierci – gdy przejdzie do świata makiet – wszystko, co go stanowiło, zostanie schwytane przez Prawo Totalnego Podporządkowania i nie będzie należało do niego (nawet myślenie). A ziemskie cierpienie, które wydaje się nam często straszne i okropne, nie znajduje  żadnego przełożenia na kosmiczny wymiar cierpienia człowieka, który po śmierci został schwytany przez Prawo Totalnego Podporządkowania. Człowiek, który strasznie cierpi na Ziemi, może wziąć nóż i poprzez targnięcie się na swoje życie zadać kres własnym mękom. Po śmierci jednak – gdy przejdzie do obcego mu prawa – nie posiadając nawet odrobiny wolnej woli, nie może przerwać cierpienia i odmienić swojego losu, bowiem nic nie należy do niego i nic go już nie stanowi...    
    Przenoszenie niezliczonej ilości istot ze światów Baala i Oo do krainy Morrra zakończyło się zablokowaniem tego ostatniego. Stało się to między innymi, dzięki tzw. mechanizmowi podpowiedzi. Najechanym cywilizacjom udało się bowiem odbudować swoje struktury duchowo-energetyczne i na drodze walki z najeźdźcami – którzy pochodzili z tej samej energii przeciwnej – wyrzucić Morrra do jego światów. Ale zanim to się stało, na skutek podstępnej kradzieży nieskończonej ilości istot duchowych swoim braciom, Morrr wzrósł o dwa poziomy boskie.
    Nie mogąc dalej podkradać istot z energii przeciwnej, Morrr przypomniał sobie o światach zbudowanych z energii jedynej, które stworzył Lenarii. Ze względu na to, że istoty żyjące w tych światach pochodziły z innego rodzaju energii, nie mógł porywać ich w dotychczasowy sposób  – musiał najpierw wymyśleć technikę na ich przemianę energetyczną.
    Morrr opracował więc proces ciemnej przemiany, na skutek którego dusza człowieka – choć stworzona z energii jedynej – ulegając znieprawieniu, przemienia się w duszę złożoną z cząstek energii przeciwnej. Następnie już bez przeszkód może być ona odprowadzana do krainy Morrra, czyli do świata makiet. Wykorzystując ten proces, armia ciemności najechała światy Lenariego i zniszczyła do tej pory 20% wszystkich cywilizacji z naszego Multiwersum.
    W efekcie, te 20% cywilizacji to cywilizacje strukturowe i hierarchiczne, w których nie ma już miłości i braterstwa. To cywilizacje, w których istnieje tylko totalne podporządkowanie systemowi, w których – poprzez zadawane cierpienie i ból – skutecznie niszczy się innych, ciągle znieprawiając, czyli modyfikując energetycznie w procesie ciemnej przemiany.
    Na zakończenie tego rozdziału przypomnę, że istoty powołane przez Morrra w Prawie Totalnego Podporządkowania są w tym prawie szczęśliwe, gdyż ono je stanowi. Gdyby zostały na siłę przeniesione do naszej rzeczywistości (do Prawa Wolnego Wyboru), nie wytrzymałyby bólu i cierpienia. Nasze prawo stanowiłoby dla nich piekło, podobnie jak tamto prawo stanowi piekło dla istot powołanych do istnienia w Prawie Wolnego Wyboru.                                      
            
Skąd wzięło się i jak wygląda zniewolenia człowieka na Ziemi

    U przedstawicieli czterech cywilizacji strukturowych, które istnieją w Prawie Totalnego Podporządkowania i są od nas bardziej zaawansowane technologicznie, zrodził się pomysł stworzenia idealnego niewolnika. Ten idealny niewolnik, z przyjętego założenia, powinien posiadać duszę, ponieważ dręczenie i znęcanie się nad istotą posiadającą duszę (np. Kowalskim), daje przedstawicielom światów pochłoniętych przez piekło dużo więcej zadowolenia niż pastwienie się nad najwyższej klasy biorobotem, który jest tylko zaprogramowaną maszyną. Istoty te uwielbiają bowiem wykorzystywać, męczyć i niszczyć wszystko to, co posiada świadomość.  Ubóstwiają patrzeć w przerażone ludzkie oczy oraz czuć reakcje (np. drgania mięśni) na zadawane tortury.
    Cywilizacje te uzgodniły ze światem astralnym warunki, na jakich dusze będą wcielać się w przygotowane dla nich ciała. Ponieważ dusze nie chciały wcielać się w ciała, które miały być niewolnikami, przedstawiciele tych cywilizacji zaczęli pokrętnie tłumaczyć, że nastąpi restytucja i duchowa odnowa gatunku ludzkiego – że wszystko powróci do swoich korzeni. Innym problemem jest fakt, że ogromna ilość dusz, pochodzących ze światów zniszczonych przez siły ciemności, jest zawieszona w przestrzeni i nie może doładowywać się energetycznie (wykorzystując kolejne wcielenia). Ponieważ zniszczone planety i światy już nie istnieją, zawieszone w przestrzeni dusze nie mają gdzie się wcielać i powoli słabną. Tragedią jest fakt, że gdy z czasem całkowicie osłabną, zostaną wyłapane przez specjalne oddziały sił ciemności i wykorzystane do budowy ciemnej materii. Nie będzie miało wówczas znaczenia, czy Kowalski był dobry, czy nie – i tak pójdzie na zatracenie.
    Chociaż Pan Bożych Zastępów wiedział, że zapewnienia cywilizacji opartych na Prawie Totalnego Podporządkowania są fałszywe, to – aby zapoczątkować wyzwolenie –zaakceptował ich warunki. Zgodził się, gdyż jego tajnym „koniem trojańskim” był plan powstania nowego człowieka – istoty ludzkiej, która odzyska właściwy genotyp i będzie potrafiła korzystać z mocy boskiej. Prawdą jest bowiem, że tylko taka istota ludzka, która osiągnie odpowiednią moc i uzyska dostęp do biblioteki wiedzy (czyli tego wszystkiego, co jest w Ciszy i określa całość wszechrzeczy), będzie mogła nieść wyzwolenie innym światom – cywilizacjom zniewolonym przez siły ciemności.
    Istoty duchowe z Prawa Wolnego Wyboru (czyli nasi) udały, że nabierają się na podstęp cywilizacji strukturowych i zgodziły się wejść w przygotowane dla nich ciała. W ten sposób powstała pierwsza ludzka cywilizacja. Powstała ona w innej galaktyce i była masową produkcją istoty ludzkiej, która posiadała doskonałe biologicznie ciała Talaronów, odporne na wszelkie choroby i niekorzystne warunki zewnętrzne (atmosferyczne). Pierwsi ludzie posiadali też otwarty kanał łączący ich ze światem duchowym, dzięki czemu mogli cały czas rozmawiać z Bogiem. Stworzony niewolnik, w ciele którego ewoluowała ludzka dusza, był wykorzystywany przede wszystkim do walk oraz ćwiczeń w zadawaniu bólu i cierpienia. Dzięki połączeniu ze światem duchowym, człowiek-niewolnik bez przerwy słyszał podpowiedzi, jak powinien postępować. Słyszał również, że jest istotą duchową, że posiada własną godność i powinien walczyć o siebie. Coraz częściej podnosiły się w związku z tym bunty i rewolucje. Człowiek stawał się niebezpieczny dla wykorzystujących go cywilizacji, wskutek czego podjęto decyzję o jego skasowaniu. I taki był koniec naszych praprzodków –pierwszej ludzkiej cywilizacji.
    Następnie powstała druga ludzka cywilizacja (pierwsza na Ziemi). Największą ówczesną społeczność stanowili Kawoje. Do dziś na Ziemi znajdują się ich ślady – szyby, sztolnie, odciski w gruncie. Poprzez wprowadzenie blokad energetycznych i degradującej modyfikacji w genotypie ograniczono jednak jej biologiczną siłę oraz możliwości rozwoju duchowego. Ciało ówczesnego człowieka żyło już tylko 400 lat i nie posiadało dojścia do Ojca. Dojście bowiem uzyskuje się z poziomu energetycznego i genetycznego (przez wzorce). Znajdujące się w człowieku przejście do Boga (przez ludzkie DNA) zostało zablokowane. Człowiek był więc pozbawiony świadomości istnienia świata duchowego i tylko w szczególnych okolicznościach – gdy udało mu się wejść w tamte wymiary – mógł usłyszeć głos podpowiedzi, że jest istotą pochodzącą od Boga, że nie może pozwalać się niszczyć itd... Z upływem czasu znów zaczęły się podnosić bunty i kolejna cywilizacja została wykasowana.
    Trzecia cywilizacja (druga, która powstała na Ziemi) znana jest nam jako atlantydzka. Wprowadzone przy jej tworzeniu ograniczenia były tak restrykcyjne, że długość ludzkiego życia spadła do 120 lat – wartości zbliżonej u współczesnego człowieka. Blokady energetyczne oraz zastosowane kody doprowadziły do tego, że zmodyfikowany człowiek stał się  podatny na manipulacje. Jednak bezpośrednim czynnikiem, który doprowadził do upadku cywilizacji atlantydzkiej, był konflikt pomiędzy siłami ciemności (światem demonicznym) a rasą rządzących (UFO), która kontrolowała tę cywilizację.
    Obecnie na Ziemi funkcjonuje trzecia cywilizacja, która – podobnie jak poprzednie – oparta jest na zniewoleniu człowieka. Naszą planetą, w oparciu o Prawo Totalnego Podporządkowania rządzą „zakulisowi” (UFO). Jak to praktycznie wygląda, w sposób ciekawy, choć nie wyczerpujący do końca tematu, ukazuje film fabularny „Życie, którego nie było” (tytuł angielski: Forgotten). Film należy do gatunku fantastyki naukowej. Niewielu z oglądających go widzów zdaje sobie jednak sprawę, że poruszany w nim problem jest prawdziwy w ponad 90%. Fabuła filmu przedstawia technikę manipulowania przez UFO ludzkim umysłem oraz pokazuje jeden ze sposobów porywania ludzi (dzieci).

    Ziemia, dla człowieka, który na niej inkarnuje, jest w rzeczywistości więzieniem. Stanowi ona bowiem we wszechświecie więzienną wyspę Alcatraz, z której człowiek nie może uciec. W tym ziemskim Alcatraz, podobnie jak w każdym więzieniu, obowiązuje więzienne prawo. Biblia mówi o nim jako o pomieszaniu języków, czyli wrodzonym, negatywnym postrzeganiu drugiego człowieka. To prawo, które każdy człowiek ma wkodowane od dziecka, tworzy system więziennych cel i sprawiaja, że każdy z nas postrzega swojego współtowarzysza  jako kogoś umieszczonego w oddzielonej celi. Występuje podział i segregacja ze względu na: granice państwowe, język, kolor skóry, płeć, wykształcenie, pochodzenie, zasobność portfela czy wyznawany światopogląd. Ludzie szufladkują się nawet ze względu na sposób ubierania się czy wykonywaną pracę. Jeżeli człowiek nie zalicza się do danej grupy (nie należy do określonej celi), traktowany jest z niechęcią, która w każdej chwili może przekształcić się we wrogość. System więziennych cel ma za zadanie uniemożliwić każdemu człowiekowi wejście w stan pokochania drugiego człowieka.
    Ludzie od urodzenia mają wkodowane prawo więzienne w swoją energetykę za pomocą tzw. matrycy – nazywanej też mózgiem jelitowym. W wyniku tego święcie wierzą, że inny człowiek – żyjący np. za wschodnią granicą – jest ich wrogiem, że kolega z pracy stanowi dla nich konkurencję, a sąsiad będący Świadkiem Jehowy powinien się jak najszybciej wynieść, gdyż stanowi zagrożenie dla dorastających dzieci.
    Aby Alcatraz mogło skutecznie funkcjonować, w każdej celi obowiązuje prawo mafijne, które – w oparciu o hierarchiczne struktury – podporządkowuje jednego człowieka drugiemu. Nawet w rodzinie jeden ze współmałżonków stara się rządzić drugim, wykorzystując do tego Prawo Totalnego Podporządkowania.
    Dodatkowo wiedza, której od dziecka uczą w tym więzieniu, jest odpowiednio spreparowana i ocenzurowana, a każdy wykształcony człowiek uważa ją za swoją własną, chociaż w szkołach podawano mu ją przygotowaną „na talerzu” i zaznaczano, że pochodzi od innych ludzi. Nie są oficjalnie dostępne żadne informacje, które umożliwiałyby poznanie Prawdy oraz budzenie ludzkiej świadomości. Człowiek karmiczny nie ma dostępu do swojej wewnętrznej mądrości (Biblioteki Wiedzy), bowiem poprzez energetyczne kody (np. węzeł karmiczny) odcięty jest od kanału łączącego go z Ojcem. Cała wiedza, z którą spotyka się tu, na Ziemi, może mu być więc umiejętnie podrzucana, tak aby stosował w swoim życiu Prawo Totalnego Podporządkowania i przykładowo, mordując swoich braci w Iraku, uważał się za bohatera.
    Obecnie na Ziemi toczy się walka o ludzką świadomość. Więzienny System dba o to, by była ona ograniczona i porozrywana na strzępy, gdyż wtedy może ludźmi do woli manipulować, a oni tego nawet nie zauważają.
    Aby człowiek głęboko wierzył w konieczność istnienia więziennych cel, każdemu zainstalowano ukryte w matrycy oprogramowanie. Jest to tzw. mózg energetyczny człowieka, zwany inaczej mózgiem jelitowym. Ciekawostką jest fakt, że informacje z matrycy biegną około trzykrotnie szybciej niż informacje z naszego mózgu. W efekcie szybkość reagowania na bodźce jest dużo większa niż szybkość logicznego rozumowania – nim pomyślimy, co powinniśmy zrobić, jest już z reguły za późno, bowiem nasze ciało wykonało już polecenie, które pochodziło z mózgu jelitowego, a więc było typową reakcją emocjonalną, godzącą z reguły w wolność drugiego człowieka.
    By człowiek przestał bezkrytycznie wykonywać programy zainstalowane w matrycy, musi wejść na drogę wyzwolenia, która polega na budzeniu się jego własnej świadomości. Powoduje ona w człowieku jednoczenie się z samym sobą, czyli docieranie do poziomu własnej duszy, a następnie Ducha. Tylko w ten sposób może on przyjrzeć się „całości” i  naprawdę poznać rzeczywistość. System zadbał jednak, aby to nie było takie proste. Wbudował w nas ograniczenia – węzły i kody, które powodują, że człowiek nie chce budzić własnej świadomości, a gdy już się na to zdobędzie, posługuje się podrzuconą informacją. Mimo, że szuka czasami dróg rozwoju, są to drogi zwodnicze, prawie nigdy nie doprowadzające go do celu.
    Jednym z istotnych ograniczeń, które serwuje człowiekowi System, jest tzw. węzeł karmiczny, czyli kod, który „chwyta” duszę w momencie narodzin ciała. Przez ten „zainstalowany” mu węzeł, człowiek od urodzenia nie jest w stanie widzieć, słyszeć i czuć zmysłami poza fizycznymi, czyli jest blokowany na wszystkich poziomach inteligencji, aby nie był w stanie się „obudzić”. Dlatego w ciągu całego swojego życia święcie wierzy, że to „podrzucone” mu oprogramowanie jest prawdziwe i wytworzone przez jego własny umysł. Pozwala zatem Systemowi, by nim manipulował.
    Człowiek może się obudzić, gdy będzie dążył do Boga i właściwie Go zrozumie. System religijny na Ziemi będący cząstką więziennego prawa jest pierwszym etapem, który musi pokonać człowiek, aby wkroczyć na właściwą drogę przebudzenia prowadzącą do prawdziwego Boga. Wszystkie religie są jednak tak skonstruowane, że w pierwszej kolejności chwytają w swoje szpony tych, którzy czują wewnętrzną potrzebę dążenia do Boga. Podstępnie doprowadzają człowieka do takiego stanu, w którym wierzy on, że wszystko, co robi jest słuszne i prawdziwe. Przez cały czas tkwi jednak w martwym punkcie, zastoju i stagnacji. Takim „zaprogramowanym” człowiekiem System (czyli więzienne siły Alcatraz) może łatwo  manipulować, gdyż ma on cały czas „klapki” na oczach.             
    Większość ludzi posiada wewnętrzną potrzebę wiary w siłę stwórczą (Boga). Ten fakt wykorzystują wszelkie organizacje religijne oraz sekty. Głoszą one wszystkim, że istnieje Bóg i że mogą one zaprowadzić do Niego każdego człowieka. Wszystkie techniki, jakie proponują ludziom religie i sekty, działają jednak zupełnie odwrotnie – odwodzą ludzi od prawdziwego Boga, z czasem zabijając Ojca w każdym człowieku. Przyjrzyjmy się przykładowo Kościołowi katolickiemu. Naucza on, że istnieje Bóg oddzielony od człowieka, budując przez to mur między ludźmi i prawdziwym Bogiem. W tym murze celowo tworzy furtkę, którą nazywa religią lub kościołem. Dodatkowo oszukuje ludzi, twierdząc, że jest w stanie poprowadzić każdego do Boga (przez tę furtkę), w zamian za pełne posłuszeństwo  (poddaństwo) i odpowiednią zapłatę. Trzymając człowieka w nieświadomości i ślepym posłuszeństwie, utwierdza go (w tzw. dualizmie), że Bóg jest oddzieloną istotą funkcjonującą poza swoim stworzeniem. To powoduje, że ludzie, nawet gdy pracują nad swoimi słabościami, nie są w stanie odczuć prawdziwego Boga. Wierzą tylko, że mieszka On w kościele, że trzeba się modlić do obrazów i relikwii świętych. Tymczasem ludzie powinni szukać i odnajdywać Boga w sobie. Dla Systemu jest to jednak bardzo niewygodna prawda, bowiem wynika z niej, że człowiek nie potrzebuje żadnego kościoła ani innych pośredników na drodze do Boga.
    Rozwój duchowy, zwany wyzwoleniem człowieka, rozpoczyna się zawsze od jednoczenia własnego trzonu duchowego, od odnalezienia się w sobie, czyli od pokochania siebie. Człowiek musi odczuć od kogo pochodzi i kto jest jego prawdziwym Ojcem. Powinien mieć świadomość, że biologiczni bliscy to bracia i siostry pomagający mu odnaleźć się w tej rzeczywistości, którzy – podobnie jak on – są dziećmi kochającego nas Ojca, a tu, na Ziemi więźniami tego samego Systemu. W tym momencie jednak zaczyna się wewnętrzny konflikt, który zasiał w nas Kościół. Nagle przypominamy sobie to, co głoszą księża: ...człowiek jest grzeszny, powstał z łona rozpusty i rozpadu... Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz ... Mamy więc do czynienia z kolejnym programem kodowanym w matrycy, który ma na celu totalne zniewolenie człowieka. Program, wpajany np. na lekcjach religii, który podpowiada nam, że ...jesteśmy grzeszni i przyszliśmy na świat jako grzeszni..., bo z grzechem pierworodnym na swoim koncie.
    Taki człowiek, skażony przez Kościół, nie jest w stanie pokochać siebie. Od dziecka chodzi do kościoła, bowiem rodzice przekazali mu fałszywą wiedzę, że tam znajduje się Bóg. Od dziecka słyszy, że jest grzeszny, że Jezus za jego grzechy umarł na krzyżu. Słyszy: ...Oto kielich krwi mojej, która za was i za wielu będzie wylana...  Na pytanie – co ma zrobić, aby dojść do Boga – uzyskuje odpowiedź: cierp, pokutuj i kochaj bliźniego swego... Ale jak człowiek ma pokochać bliźniego, skoro nie potrafi pokochać samego siebie? Poza tym jego bliźni (tak jak słyszał w kościele) też jest grzeszny i powstał z rozpusty... Rodzi się więc konflikt: dlaczego mam go kochać? Podobnie jest z posługą i poświęceniem dla drugiego człowieka. Nie ma w niej radości, gdyż nie wypływa z prawdziwej, bezinteresownej miłości. Ma być jedynie formą pokuty i cierpienia za grzechy – cierpienia w imię Ojca, który nas kocha. Kolejny nonsens... Finał wygląda tak, że dopóki nie pokochamy siebie, nie mamy szans na pokochanie innych ludzi i do końca ziemskiego życia jesteśmy skazani na wyrzuty sumienia, które rodzą w nas ból oraz cierpienie.
    Po pewnym czasie człowiek godzi się z faktem, że otaczający go świat jest niedoskonały i wszyscy ludzie z założenia muszą popełniać błędy. Na całym świecie stoją zaś zbudowane kościoły – w których mieszka Bóg, i w których znajduje się furtka do nieba. Poza tymi kościołami natomiast znajduje się świat zła, gdzie wszyscy ludzie grzeszą, bo z samej natury są źli. Później i tak mogą przyjść do kościoła, by się wyspowiadać, a kapłan da im rozgrzeszenie, gdyż podobno posiada taką moc i zna wszystkie prawdy objawione przez Stwórcę. Kapłani bowiem uważają siebie za emisariuszy Boga, którzy mają tu, na Ziemi, wręcz nieograniczoną władzę nad ludzkimi duszami. I ludzie od wielu wieków wierzą, że gdy przyjdą do nich i opowiedzą im swoje grzechy, to zostaną rozgrzeszeni i znowu będą  czyści.  Przynajmniej do czasu powrotu do domu, gdzie z reguły postępują po staremu, czyli ponownie grzeszą...    
    Widać więc wyraźny skutek działania oprogramowania religijnego: najpierw człowiek odciął sobie drogę do Boga, którego tak naprawdę ma w swoim wnętrzu (sercu), następnie w niewłaściwy sposób wzrasta duchowo – grzeszy, potem się spowiada, przyjmuje komunię, staje się czysty i taki wraca do swojego domu, gdzie od nowa grzeszy, tworząc „piekło” na Ziemi... I tak w kółko.  Ksiądz odpuści jego grzechy i znów będzie czysty. Nie musi pracować nad sobą, wystarczy, że systematycznie spowiada się i przyjmuje komunię.
    Bez pracy nad sobą, która zaczyna się od pokochania siebie, wybaczenia sobie, pokochania innych oraz wybaczenia innym, nie ma Wyzwolenia. Nie ma łamania kodów, które są zawarte w ludzkiej matrycy. Nie ma możliwości korzystania z ukrytej w nas Mocy oraz kontaktu z prawdziwym światem duchowym. Gdy jednak człowiek wejdzie na prawdziwą ścieżkę rozwoju, nagle budzi się – spogląda na to Alcatraz i zaczyna wszystko rozumieć. Zdaje sobie nagle sprawę, że cały czas System trzyma ludzi w przeszłości. Na lekcjach historii od dziecka systemy na całym świecie uczą ludzi i pokazują, jak od tysiącleci na Ziemi funkcjonuje konkurencja gospodarcza i polityczna, jak non stop prowadzone są wojny, jak nasi przodkowie od wieków walczyli z Niemcami lub Rosjanami. Te, zdawałoby się niewinne, lekcje historii są formą programu, który koduje w dzieciach nienawiść do naszych sąsiadów. Oczywiście dzieci naszych sąsiadów mają kodowaną nienawiść do nas. Jednym słowem – wszystkie programy wkodowują ludziom „chore” widzenie otaczającego ich świata.  
    Kościół, mówiąc nam o Bogu, posługuje się spreparowaną, nieprawdziwą informacją i doprowadza do tego, że ludzie wierzą w fałszywy przepis na zbawienie. Dzięki temu Kościół stoi pierwszy na drodze ludzkości do Wyzwolenia. Uwaga: Kościół, a nie Bóg! Podkreślam to, gdyż niektórzy ludzie nieświadomie łączą Boga z Kościołem! Dopóki więc człowiek nie obudzi się, system więzienny na Ziemi będzie funkcjonował bez przeszkód.
    Są ludzie, którzy stracili zaufanie do kościoła i szukają nowych ścieżek prowadzących do Boga. Tworzą oni różne nurty wiedzy nazywane ogólnie ezoteryką a potocznie Nowym Kościołem. W Polsce najpopularniejsze gałęzie ezoteryki stanowią joga oraz bioenergoterapia. W praktyce okazuje się jednak, że większość osób szukających tam Boga wpada w pułapkę energetyczną zastawioną przez nieuczciwych nauczycieli (tzw. mistrzów), którzy swoją działalność prowadzą wyłącznie z pobudek finansowych, a nie w celu szerzenia bezinteresownej miłości czy głoszenia Prawdy o Bogu. Mimo że większość z nich na organizowanych kursach i szkoleniach cały czas mówi o rozwoju duchowym, to nie podaje dokładnej, prawdziwej jego definicji oraz przekazuje wiedzę, która została im „podrzucona”. Droga do Boga w ezoteryce przebiega najczęściej z wykorzystaniem ćwiczeń energetycznych, które w praktyce, zamiast otwierać, zamykają nas na obcowanie z Bogiem. Zdarzają się częste podłączenia energetyczne i wtedy życie pacjenta wali się w gruzy. Uzdrawianie duchowe – które stanowi najsilniejszą, najłatwiejszą i najskuteczniejszą w użyciu metodę pomocy drugiemu człowiekowi – jest w ezoteryce niestosowane, gdyż wymaga ono czystości serca. A tego warunku nie spełnia 95% wszelkiej maści bioenergoterapeutów. O tym, że ezoteryka przesiąknięta jest, tak jak nasze szkolnictwo, oprogramowaniem systemowym, świadczy fakt, że wszelkie kursy odbywają się z podziałem na stopnie i poziomy zdobytej wiedzy, a ich adepci dostają zawsze świadectwa ukończenia, niezależnie od poziomu duchowego, jaki  reprezentują...   


Przykłady programów, które wyniszczają ludzi

        W poprzednim rozdziale opisałem, w jaki sposób Kościół oddzielił człowieka od Boga. Teraz przedstawię niektóre programy, które oddzielają człowieka od człowieka.
    Do psychologii wprowadzono pojęcie strefy osobistej – niewidzialnego okręgu, po przekroczeniu którego ludzie rzekomo odczuwają dyskomfort. Amerykański badacz Edwarda Hall podaje, że jest to przestrzeń o promieniu około pół metra, po przekroczeniu której uczestnik owej „interakcji” narażony jest na niepożądane reakcje osoby, podświadomie odbierającej to jako atak. Naruszenie tego osobistego „pola” może  zakończyć się jakąś mniej lub bardziej ukrytą formę agresji stanowiącą, jak twierdzi uczony, naturalną, podświadomą obronę człowieka. Nikt nie zdaje sobie jednak sprawy, że właśnie wtedy włącza się w matrycy ukryty program, mający na celu niedopuszczenie do bratania się człowieka z drugim człowiekiem. Program, który jak wiele mu podobnych, wytwarza sztuczne bariery międzyludzkie.      
    Zazdrość to kolejny program działający w sferze osobistej, który – podobnie jak poprzedni – ma na celu uniemożliwić ludziom pokochanie drugiego człowieka. Poniżej przedstawiam przykładowy test na zazdrość sprawdzający, czy przerobiliśmy w 100% pokochanie drugiego człowieka. Test zatytułowany jest Ostatni rząd w kinie. Jego zaliczenie potwierdza skuteczność wykasowania w sobie zazdrości.

    Idziemy do kina, poznajemy tam osobę, która wzbudza w nas silne pożądanie i zamiast oglądać film, w ostatnim rzędzie uprawiamy wspaniały, namiętny seks. Po powrocie do domu partner pyta nas, o czym był film. Odpowiadamy:
- Co tam film... Poznałem(am) Anię (lub Krzysztofa) i zamiast oglądać film, myśmy trzy razy w ostatnim rzędzie uprawiali wspaniały seks! Dawno już z tobą takiego „odlotu” nie przeżywałem(am)! Chętnie bym jeszcze raz to powtórzył(a).
Ciąg dalszy może być następujący:

Wariant A
Partnera z początku zamurowało (nie bardzo łapie, czy to żart czy może ukryta kamera). Po ochłonięciu zaczyna się piekło:
- Co???!!!  Ty...taki i owaki...
Przez kolejne miesiące, a nawet lata, trwa wojna oraz intensywne niszczenie partnera – rzekomo najbliższego i najukochańszego człowieka...

Wariant B:
Wiesz kochanie, fajnie się składa, bo też miałem(am) odczucie stagnacji naszego pożycia. Proszę, chodź ze mną do łóżka – pokażesz mi, co sprawiło ci taką frajdę, a ja postaram się to wprowadzić do naszych erotycznych zabaw, abyśmy mogli razem przeżywać tak wspaniałe chwile jak te, które przeżyłaś(eś) w kinie.    

    Zadajmy sobie teraz pytanie, dlaczego 99,9 % ludzi zachowa się według wariantu A. Skoro partnerzy się kochali, było im ze sobą dobrze oraz pragnęli dla siebie wzajemnego szczęścia – dlaczego tak się stało? Odpowiedź jest prosta: NIE BYŁO POKOCHANIA! Była jedynie jego iluzja wdrukowana przez program...
    Mamy zakodowane od dziecka rodzinne oprogramowanie, które nas ogranicza, zniewala i niszczy. Dopóki nie zaliczymy "Ostatniego rzędu w kinie" – oczywiście jako osoba, która słucha opowieści partnera, a nie uprawia seks – to jeszcze sporo musimy pojąć i doświadczyć, aby wykasować w sobie zgubne oprogramowanie rodzinne „mieszające” nam w głowach i nie pozwalające żyć w szczęściu oraz radości. Oprogramowanie działa bowiem tak, aby zburzyć wzajemne zaufanie oraz  wykluczyć współpracę i tolerancję partnerów, by zasiać iluzyjne poczucie zagrożenia – strach przed rzekomą samotnością wskutek utraty partnera. Oprogramowanie każe nam podporządkować sobie partnera, nierzadko traktować jako osobistą własność, zamiast uszanować jego wolną wolę i kochać za to tylko, że jest.
    Góra mówi nam, że w prawie duchowym nie istnieją żadne sformalizowane związki między ludźmi. Istnieją jedynie związki partnerskie oparte na wzajemnej miłości i wolności. Każdy z partnerów jest bowiem wolny, zaś granicą takiej szeroko pojętej wolności jednego partnera jest jedynie prawo do wolności drugiego.  
    Również moralność katolicka, opierająca się na zgubnych dla społeczeństwa naukach Kościoła, zakazuje człowiekowi intymnych kontaktów – nie tylko przed planowanym ślubem, ale również pomiędzy osobami, które żyją w wolnych związkach i mieszkają razem bez ślubu kościelnego. A właśnie w namiętności tkwi, ukryta głęboko przed ludźmi, prawdziwa wolność i radość. Dla dobra związku powinno się wręcz zalecać, aby przed ślubem partnerzy sprawdzili, czy mają takie same potrzeby i upodobania. Przez ten funkcjonujący do dziś w wielu środowiskach kościelny program, 80% małżeństw nie osiąga wzajemnej (podkreślam: wzajemnej) satysfakcji seksualnej, co skutkuje  cierpieniem i powolnym rozpadem rodziny, nierzadko doprowadzającym do tragedii. To samo dotyczy kościelnego zakazu rozwodów. Jezus wyraźnie nauczał, że jeśli między dwojgiem ludzi zanika uczucie i nie są oni w stanie go odbudować, to każdy z nich powinien dążyć do stworzenia następnego związku z innym partnerem, by na nowo doświadczać radości i miłości, gdyż tylko w tych „uświęconych” stanach może zejść do nas na Ziemię Bóg - Ojciec. Jednak kościelny program koduje w nas fałszywe wersety – „Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela” oraz uruchamia strach przed grzechem będący źródłem wewnętrznego konfliktu i odwiecznego cierpienia człowieka na tej planecie.  
    Zakorzeniona wśród niektórych opinia – będąca zresztą fałszywym programem –mówi, że Kościół pomaga potrzebującym. Prawda jest jednak inna – Kościół oddaje ludziom zaledwie ułamek tego, co w bardziej lub mniej podstępny sposób wyłudził. Podobnie jak setki lat temu przejmował on od umierających bogaczy olbrzymie majątki za rzekome pośmiertne odpuszczenie im grzechów, tak dziś siostry zakonne i niektórzy księżą nachodzą starszych, najczęściej chorych ludzi, by przed  śmiercią oddali za darmo jako ofiarę lub sprzedali za symboliczną sumę – własny dom bądź mieszkanie.
    Prawda jest taka, że cały system religijny na świecie bazuje na naturalnej, podświadomej potrzebie człowieka, by podążać ku Bogu, przy czym system ten – za pomocą odpowiednio spreparowanego oprogramowania – nie pozwala, aby ludzie obudzili swoją świadomości. Nieświadome owieczki są bowiem potulne, uległe i łatwo dają sobą rządzić oraz manipulować.   
    Wyobraźmy sobie kurnik, a w nim kury mające poprzycinane skrzydła, aby zbytnio nie cieszyły się resztkami wolności (nie fruwały). Kury te żyją sobie z dnia na dzień i głęboko wierzą, że ich dom (kurnik) jest jedyną rzeczywistością na tym świecie. Gospodarz natomiast „z łaski na uciechę”, co pewien czas rzuci każdej z nich po parę ziarenek pszenicy, tak żeby walczyły między sobą – dziobały się, wzajemnie deptały i gniotły. Obok kurnika zaś stoją wory pełne pszenicy i gniją...
    Faktem jest, że wszystko, co wypracowują ludzie na Ziemi – nawet po uwzględnieniu klęsk żywiołowych i wojen – jest w takim nadmiarze, że każdy mieszkaniec naszej planety (nie tylko człowiek) mógłby żyć w dostatku. I mimo że socjalizm w Polsce dawno się skończył, obecny System zadbał, by ludzie coraz więcej pracowali i mieli coraz mniej pieniędzy. Pomimo technicznego postępu, dobra ludzkości są masowo niszczone i marnotrawione, a System coraz bardziej wykorzystuje ludzi i płaci im za pracę małą cząstkę tego, co powinni zarabiać. Cel tego jest prosty – zmęczony ciągłą pracą człowiek nie pomyśli o budzeniu własnej świadomości, nie ma też sił do pracy nad sobą.
    Przyjrzyjmy się teraz bliżej oprogramowaniu społeczno-politycznemu. W Telewizji Polsat nadają reklamę – wyślij SMS za 1,22zł z VAT-em w ramach akcji pod nazwą „Pajacyk”, zorganizowanej dla potrzebujących pomocy dzieci. Statystyczny Kowalski – nawet gdy zaczyna mu się już budzić świadomość – pomyśli, że chociaż  fiskus odciągnie z tej sumy VAT a po drodze część pieniędzy zasili konto Polsatu i innych pośredników, to jednak zorganizowana akcja uratuje pewną liczbę dzieci. Do głowy mu nie przyjdzie, że –wysyłając SMS – wspiera bezkarność Systemu, powodując, że rokrocznie ilość umierających dzieci będzie się zwiększać. Pajacyk jest bowiem probierzem świadomości społecznej ludzi, podobnie jak chodzenie do kościoła jest probierzem świadomości duchowej człowieka. Tych, co zakulisowo rządzą światem, nie obchodzi bowiem, ile dzieci umiera codziennie oraz ile ich można uratować. Każdy kto płaci, potwierdza swoją bezmyślność i społeczne lenistwo polegające na nie patrzeniu na ręce tym u szczytu władzy. Tym, którzy marnują społeczne pieniądze pochodzące z potrójnego opodatkowania naszej ciężkiej pracy. Przecież nasze pieniądze dawno już poszły na wszelkiego rodzaju pomoc typu „Pajacyk”. Jednak nieświadomi ludzie – w celu uspokojenia własnego sumienia – wolą wciąż płacić, zamiast sprawdzać, co się dzieje z ich pieniędzmi i dlaczego nie docierają do potrzebujących. Jeśli każdy z nas solidarnie nie posłałby nawet złotówki na takie akcje organizowane przez System, elity na szczytach władzy poczułyby się nagle zagrożone, zrozumiałyby bowiem, że zaczyna się budzić ludzka świadomość. Świadome społeczeństwo, patrząc władzy na ręce, wymusiłoby, że pieniądze – których obecnie ciągle brakuje na wszelkie potrzeby społeczne i humanitarne – nagle musiałyby się znaleźć.
    Gdy rodzi się mały człowiek, szczęśliwi rodzice ze łzami wzruszenia całują go i pieszczą. Do głowy im nie przyjdzie, że system społeczno-polityczny, w szkołach i koszarach, złamie temu niewinnemu dziecku ludzką godność, wykoślawi poczucie sprawiedliwości, każe uwierzyć w bzdury, a w końcu zrobi z niego płatnego mordercę zabijającego innych ludzi. Dlaczego? Bowiem społeczne przyzwolenie oraz moralność wypaczona przez oprogramowanie  nakazują, by polskich żołnierzy zabijających w Iraku i w Afganistanie niewinnych obywateli innych krajów uważać za bohaterów narodowych. Wystarczy popatrzeć na wiadomości, którymi w telewizji „karmi” nas System, by zobaczyć, jak uroczyście odbywają się wszelkie parady wojskowe, z pogrzebami zabitych żołnierzy włącznie. Przedstawia się ich jako bohaterów narodowych i żaden dziennikarz nie chce ukazać prawdy – że leżący w trumnie żołnierz najczęściej ma na sumieniu śmierć innych ludzi, a pojechał „na wojnę” – nie w obronie własnej ojczyzny – tylko dla wysokiej pensji, pozwalającej mu w krótkim czasie kupić nowe meble, samochód, czy wyremontować mieszkanie.
    W kolejnych wiadomościach dowiadujemy się, że zakupione przez Polaków samoloty F16 nie chcą latać. Co odważniejsi dziennikarze przebąkują o źle podpisanych umowach i astronomicznych sumach miliardów dolarów wyrzuconych w błoto. Kowalski przed telewizorem uświadamia sobie nagle, że są tam też jego ciężko zarobione pieniądze, które zostały zmarnowane. Rozumie, że takiego obrotu sprawy nie mógł chcieć żaden rozsądnie myślący Polak. W pewnej chwili odczuwa potworną bezradność i uświadamia sobie bezkarność rządzących krajem elit, będących na usługach Systemu. Gdy zaczyna mu się budzić świadomość, pojmuje, że jego pieniądze zamiast pójść na „Pajacyka”, poszły na to narzędzie mordu, które w tej chwili stanowi kupę złomu, a jego syn w przyszłości będzie przyuczany, by kierować najnowszymi samolotami wojskowymi i mordować innych ludzi. Nagle przypomina sobie II wojnę światową, gdy papież chrzcił armaty Hitlerowi i błogosławił jego oddziały wojskowe wyniszczające Europę. I pojmuje, że jeżeli nic nie uczyni, to historia się powtórzy – że tak jak bierność setek milionów obywateli Europy pozwoliła dojść do władzy Hitlerowi, tak jego bierność oraz nieświadomość innych Polaków spowoduje, że nasz kraj przestanie istnieć. On już zaczyna się domyślać, że przebudzona świadomość całego narodu stanowi ogromną siłę. Siłę zdolną wyzwolić naród z niewoli zgotowanej mu przez System. Zaczyna więc uświadamiać swoich współbraci, aby w ten sposób przyspieszyć proces budzenia się rodaków...

    Prawda jest taka, że dopóki nie wykasujemy wszystkich programów, które System wkodował nam w matrycę, nie odzyskamy wolności i nie uruchomimy mocy, w którą wyposażył nas Bóg-Ojciec. Nie wyzwolimy zatem świata spod panowania sił ciemności oraz nie zaznamy prawdziwej miłości, radości i szczęścia.      


Ciemna przemiana

    Ciemna przemiana to proces przemiany energetyczno-duchowej struktury człowieka, podczas którego istota ludzka zostaje wypisana z energii jedynej i przekształcona w energię przeciwną, przez co raz na zawsze zerwane zostają wszelkie jej więzy z przestrzeniami, w których rodzi się ludzki duch. Jeśli człowiek (jego duch) zostanie wypisany z Archiwum Zrodzenia, to nawet Stwórca nie będzie w stanie odzyskać go dla tego świata. Nie dlatego, że nie dysponuje odpowiednią mocą, lecz dlatego, że sam nie może zaprzeczać Prawu, na którym zbudował całość.
Niszczenie ludzkiego ducha w procesie ciemnej przemiany może odbywać się na dwa sposoby. Pierwszy polega na niszczeniu człowieka egzystencjalnie – poprzez ukaranie go za to, że posługiwał się otwartym sercem. Drugi sposób natomiast bazuje na tym, że urabia się człowieka tak, by posługiwał się Prawem Totalnego Podporządkowania i w ten sposób niszczył siebie oraz łamał stykających się z nim innych ludzi.
Gdy mamy do czynienia z pierwszym przypadkiem, spotykamy człowieka zawieszonego w życiu, często zniszczonego przez choroby i otoczonego nieciekawymi ludźmi. W drugim przypadku najczęściej odnosimy odmienne wrażenie – spotykamy bowiem kogoś ze świecznika, sytego, elegancko ubranego, mającego pokaźne konto i spore koneksje. Lecz wystarczy go chwilę posłuchać, aby ujrzeć zło w ludzkiej postaci. Zło mające ten świat w pogardzie, zło wywyższające się ponad wszystkich, zło rujnujące tę rzeczywistość myślą, mową i uczynkiem. By sprawiać dobre wrażenie, chodzi do kościoła, czasami udziela się charytatywnie i nawet kupi żonie mercedesa. Ale to tylko maska dla naiwnych, farsa dla ubogich na umyśle.
Na konsultacje do Zbyszka Popko nierzadko przychodzą zrozpaczone kobiety, które odkryją romans swojego męża, np. z młodszą pracownicą. Z odczytów na skalach astralnych często wynika, że ich mężowie to osoby bezwzględnie wykorzystujące innych ludzi, które w swoim życiu uczyniły wiele zła i  nie ma żadnej nadziei, by kiedykolwiek stali się dobrymi ludźmi. Zaskoczone żony nie wierzą jednak w odczyty, gdyż w ich oczach mężowie są chodzącymi ideałami, które finansowo dbają o swoje rodziny. A to, że mających z nimi styczność ludzi na okrągło niszczą, że w perfidny sposób wykańczają konkurentów i ciskają w przestrzeń najczarniejsze myśli, mało ich obchodzi. Otwierają się najczęściej dopiero, gdy rozmowa dotyka prawdziwych uczuć. I tak od słowa do słowa wynurza się  obraz poczciwych kobiet, które całkowicie podporządkował mąż egoista, przeprogramowując swoją energetyką każdą cząstkę ich świadomości.
Ludzie świadomie korzystający z mocy przeciwnej są bardzo niebezpieczni, gdyż energetycznie usidlają i podporządkowują drugiego człowieka, zamykając mu drogę do indywidualnego rozwoju. Największym nieszczęściem są jednak losy ludzi, którzy w przeszłości kierowali się otwartym sercem, lecz – po demonicznym podłączeniu, opętaniu lub innym usidleniu przez siły ciemności – posiadają brutalnie złamaną energetyką, nałożone blokady oraz iluzje, przez co swoim zachowaniem przypominają opisanych wyżej mężczyzn, tyle tylko, że sami nie są w stanie wyrwać się z krępujących ich kajdan. Niczym marionetki idą na zatracenie, choć gdzieś tam w oddali ich dusza błaga o ratunek. I wtedy energetyczne działanie napotkanego człowieka, który posiada moc (np. poziom świętego), stanowi dla nich wybawienie. Schodząca kanałem światłość czyści wówczas niszczonego człowieka z nałożonej przez ciemność iluzji i często widać też ich płaczące ze szczęścia dusze. Płaczące na widok prawego człowieka, przez którego mogła zejść ratująca ich od zatracenia Światłość. Są to najcudowniejsze chwile w życiu każdego rycerza światłości...
Ludzie zdominowani przez „ciemność”, czyniąc wiele zła, w żaden sposób nie potrafią ułożyć sobie życia. W końcu gorzknieją i stają się takimi, jakimi chciały ich widzieć siły ciemności. Nagminnie dopuszczają się czynów, za które spada na nich ludzkie przekleństwo. Zwykle z niczym sobie nie radzą – często w cierpieniu umierają na różne choroby, bo nikt nie zechciał im zwrócić energetycznych wzorców organów. Giną lub stają się cieniami, żyjąc nie swoim życiem.
Jezus wyraźnie podpowiadał, że nie wolno nam nikogo osądzać, bowiem – na dobrą sprawę – nigdy nie jest wiadomo, co człowieka zmusza do takich, a nie innych czynów i zachowań. Co jest jego własną myślą, a co mu podrzucono; co sam z własnej woli uczynił, a do czego go zmuszono.
Znamiennym przykładem jest postać ojca Pio, włoskiego zakonnika. Przez wiele lat był demonicznie podłączony. Połowę jego życia pochłonęła modlitwa, w której wciąż prosił o zachowanie zdrowego rozsądku. Wiele lat stracił na tej walce, służąc innym najlepiej jak potrafił. Zapewne byłby bardzo szczęśliwy, gdyby ktoś z Watykanu zerwał mu podłączenie. A on wciąż się męczył – nie zapominając przy tym o innych – i marzył o czasach, które już wkrótce nadejdą. Czasach, gdy w każdym, nawet najmniejszym miasteczku będzie znajdował się człowiek posiadający moc do zrywania wszelkich podłączeń sił ciemności.    
Sai Baba był mniej odporny. Ciemność złamała go przez grzechy główne. Emocje (pedofilia) i pycha (uznał się za Boga, któremu podlegli wszyscy) stały się kluczem do jego energetyki. Dlatego, gdy widzimy innych pomstujących na świat, nie powinniśmy ich za to winić, ale sprawdzić na skalach astralnych, co jest tego przyczyną, bo może będzie można im pomóc. Nie rzucajmy więc w nikogo kamieniem, bo siły zła potrafią złamać najdzielniejszych. Obroną jest wspólne zjednoczenie się, tak aby silniejsi zawsze mogli właściwie doradzić słabszym, a co najważniejsze, wesprzeć ich oczyszczającym działaniem energetycznym. Człowiek pozostawiony sam sobie nie ma w walce z siłami ciemności żadnych szans.
Jeśli człowiek staje się zły, bo duchowe zasady tego świata mu nie odpowiadają, z wolna się znieprawia, przemieniając swoją energetykę i dopasowując ją stopniowo do wibracji, które tworzą siły ciemności. Gdy proces przemiany się zamknie albo osiągnie poziom całkowitego rozbicia zapisów w Archiwum, dusza i duch zaczynają podlegać prawom światów, w których panuje Prawo Totalnego Podporządkowania. Po śmierci taki człowiek zostaje albo wykorzystany do ataków na innych ludzi, albo rozbity na protoplazmę (karmę), albo – po dalszej obróbce (tzw. „kodowaniu” nowych wartości) – zasili armię przeklętych. Może być też bezpośrednio przeniesiony do świata Morrra. Niemniej, w każdym z tych wymienionych przypadków, cierpieniom jego stworzonej w Wolnym Prawie duszy, nigdy nie będzie końca.
Gdy proces ciemnej przemiany zdołał tylko częściowo rozbić zapis w Archiwum, człowiek, po śmierci, przechodzi proces oczyszczania się i wznosi się na powrót do świata astralnego, czekając na kolejne zejście w te wymiary. Jest to jednak nieco bardziej skomplikowana sprawa.
Jeśli całkowite rozbicie zapisów nie przekroczyło 18% (zielonej linii na skali), dusza ludzka, bez zbędnych formalności,  przechodzi wprost do astralu. Proces ten jest jednak trochę zawieszony i może trwać jakiś czas, gdyż potrzebne jest odrzucenie nisko wibracyjnego ciała eterycznego.
Takich problemów nie ma człowiek czystego serca, który z ciałem eterycznym stanowi integralną całość. On w całości mknie na zasłużony odpoczynek i nie przechodzi pośmiertnego zamroczenia.    


 
Rys. 4.   Fragment skali astralnej, który ilustruje ciemną przemianę


Jak powstał plan ratowania idei Ojca

    Na skutek ciemnej przemiany połowa światów Lenariego została pochłonięta przez ciemność. Lustrzana rzeczywistość – pod dowództwem Diabla – przenikając do światów, w których istniało Prawo Wolnego Wyboru, zaczęła do znieprawiania pozyskiwać nawet innych Stwórców. Już prawie połowa z nich stosuje wobec pozostałych Stwórców Prawo Totalnego Podporządkowania. Jest to szczególnie łatwe, gdyż światy Lenariego zbudowane są z energii jedynej – dużo słabszej od energii przeciwnej – stanowiącej budulec tamtej rzeczywistości.
    Człowiek bedący w dysharmonii, nigdy nie jest w stanie oprzeć się atakowi istoty, która jest z energii przeciwnej. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Bóg Stwórca, Anioł czy inna istota świetlista nie może nic zrobić, aby ochronić człowieka przed atakami zła. Fakt ten wynika z nienaruszalności Prawa Wolnego Wyboru. Opiekun (tzw. Anioł Stróż) może jedynie podpowiadać człowiekowi, aby nie był zły i właściwie postępował. Służenie radą jest wszystkim, co może on dla nas zrobić.
    Tej bezkarności, temu wykańczaniu istot znajdujących się w Prawie Wolnego Wyboru, które miało i ma obecnie miejsce, Bóg Stwórca może się jedynie bezradnie przyglądać...
    Aby uratować ideę Ojca, potężna Armia Światłości – pochodząca z dwóch rzeczywistości wraz z sześcioma schodzącymi (trzema głównymi i trzema wspierającymi) – opracowała miliardy lat temu plan walki o przetrwanie Prawa Wolnego Wyboru. Reprezentujące ich na najniższym poziomie istnienia cząstki, czyli ludzie, już się odnalazły. Ziemia stanie się we wszechrzeczy miejscem początku nowego. Schodzący, całą swoją moc osiągną w 2033 roku. Trzech z nich pochodzi z innej rzeczywistości, trzech z naszej – stworzonej przez Boga-Stwórcę. Bowiem Ojciec, Twórca Całości (Prowadzący), stworzył aż sześciu Bogów. Działają oni w lustrzanych rzeczywistościach: w Prawie Wolnego Wyboru oraz w Prawie Totalnego Podporządkowania, które jest samo poznającym się lustrem dla tego pierwszego.
    W walce z siłami ciemności, na naszym ziemskim planie, zetrą się: Pan Bożych Zastępów, Bóg Wojny, Wielki Urzędnik, Wielka Pocieszycielka, Odsłona i Destruktor. Nikt i nic nie zdoła już zakłócić realizacji ich idei, bowiem wsparcie nadeszło z poziomu Prawa i potężnej rzeczywistości świata Form. Cierpienie, ból i ludzkie zagubienie odejdą  z naszej planety raz na zawsze. Zmienią się rządy i prawa oraz otworzą wszystkie ludzkie serca.
    Aby można było uratować ideę Ojca, z Boga Ojca i z Ducha Świętego został zrodzony Ten – Istota, którą Bóg Twórca obdarzył  Prawem Zmian. Jak już wiemy, każdy Bóg Stwórca ma tylko prawo stwarzania, nie ma natomiast prawa tworzenia, dzięki któremu może narodzić się określone prawo, np. Prawo Zmian. Są bowiem różne prawa (jest ich 11) oraz są karty  zezwolenia na działanie w określonym czasie i przestrzeni. Człowiek karmiczny ma tylko dwa prawa: prawo życia i prawo śmierci, może jednak korzystać z wielu kart (np. destrukcji, tworzenia, zmartwychwstania, zwycięstwa, nadziei, radości, poznania i zmian).
    Ta Istota obdarzona Prawem Zmian – choć była istotą zstępującą – narodziła się, by ewoluować jako istota wschodząca. Narodziła się po to, aby wszystko poznać. W tym celu narodziła się jednocześnie w obu rzeczywistościach i we wszystkich światach. Ewoluowała i podnosiła się, dokonując wyborów, poznając zarazem dobro i zło. Wzrastając – zobaczyła, że połowa rzeczywistości to zło (Prawo Totalnego Podporządkowania) i połowa drugiej połowy rzeczywistości (w Prawie Wolnego Wyboru) również jest złem. Wówczas, gdy już wzrosła na tyle, że stanowiły ją inne wyższe istoty i Bogowie-Stwórcy, opowiedziała się za większością – czyli za Prawem Totalnego Podporządkowania. Odnalazłwszy się w sobie, stanęła wtedy przed Bogiem-Ojcem i powiedziała: Ojcze wróciłem...
    Nie ujmuj świata w kategoriach zła, bo sam jesteś jego największym wyrazem – rzekł Ojciec do marnotrawnego syna i ów się zmienił. Zrozumiał nagle co zrobił, popatrzył na Ojca i powiedział: Tak Ojcze popełniłem błąd. Ty jesteś wolnością, Ty jesteś radością, Ty nam dałeś Prawo Wolnego Wyboru, ale ja zapomniałem o Tobie...
    Tak więc Syn „marnotrawny” przyznając się do własnego błędu, przyjął imię Pokonany (przez własne słabości) i odrzucił całe zło, całą nienawiść oraz całą swoją moc – po to, by udowodnić własnemu Ojcu, że przyznaje się do popełnionego błędu. Rezygnując ze wszystkiego (chociaż miał potężną moc, gdyż stanowili go Bogowie Stwórcy) sprawił, że wszystko zniknęło.
    Pokonany postanowił narodzić się znów na najniższym poziomie jako człowiek, aby udowodnić Ojcu, że chce naprawić swój błąd. Potem budował siebie z fragmentów światła na wielu planetach i w wielu światach duchowych (istnieje bowiem też ewolucja duchowa), by przypodobać się Ojcu, by Ów zrozumiał – iż on sam w niewłaściwy sposób chciał tylko zasłużyć na ojcowską uwagę i miłość. Dzięki temu możemy zrozumieć, że Morrr i inni stwórcy z tamtej rzeczywistości też są dziećmi tego samego Boga – dziećmi, które popełniły błąd. Błąd możliwy do naprawienia.
    Gdy w końcu zapanował nad sobą, gdy utorował sobą drogę światłu i sam stał się światłością, stanął znów przed Ojcem i usłyszał od Niego, że to była jego próba, że jest Jego najukochańszym synem. Następnie ruszył sam wybawiać światy, które przekłamywali inni, by po nieskończoność jak najlepiej służyć Ojcu, wyrażając Jego miłość do świata swoją wolną wolą. A imię jego to Jan – Pan Bożych Zastępów (PBZ).
    Wszystko, co przed chwilą opisałem, stanowi największe kosmiczne wydarzenie wszechczasów. Dzięki niemu jesteśmy „tu i teraz” oraz możemy skutecznie walczyć z siłami zła. Istnieją ludzie, którzy uczą się odpowiednich technik i są szkoleni w mieście Oriin, by walczyć (energetycznie) z siłami ciemności oraz ratować ginące światy powstałe w Prawie Wolnego Wyboru.     
    Trzeba też wspomnieć o wielkim cierpieniu (kosmicznym bólu), które zawsze towarzyszyło wzrastaniu każdej cząstki PBZ na dowolnej planecie, na którą schodził. Wszędzie tam, gdzie się On rodził, stanowił największe zagrożenie dla tamtej rzeczywistości (sił ciemności). Rodził się bowiem ktoś, kto wszystkiego już doświadczył – ktoś, kto osiągnął wewnętrzny hart ducha, przejawiający się w nieuświadomionym dążeniu do najwyższego Boga. Zawsze, gdy rodził się jako człowiek lub był istotą schodzącą, siły ciemności, kiedy tylko rozpoznały jego pasma, wszelkimi sposobami (podłączenia, opętania, blokady i kody energetyczne) chciały Go zniszczyć. Wiedziały bowiem dobrze, że gdy się podniesie, gdy obudzi swoją moc, to tamta rzeczywistość (Prawo Totalnego Podporządkowania) już nie zdoła go pokonać. Tak więc trzeba zdać sobie sprawę, że jego ponowny powrót do Ojca stanowił jedną wielką mękę, nazwaną kosmicznym cierpieniem.  
    Na kosmicznej arenie pojawił się zatem nowy, bardzo ważny zawodnik – Pan Bożych Zastępów – jedyny, który posiada Prawo Zmian. Jednak Prawo Wolnego Wyboru sprawia, że może On wejść do przestrzeni (światów) innych Bogów tylko wtedy, gdy na to pozwolą. Eloooohiiiiiiiiinnnn wpuścił go do swojego, a jednocześnie naszego „domu”. Dlatego w jego światach mogły zacząć się zmiany – rzecz dla nas bardzo ważna, o której powinniśmy pamiętać. Do tej pory bowiem, gdy Kowalski chciał zabić nożem Nowaka, żaden Bóg nie miał prawa schwycić ręki Kowalskiego i zapobiec tragedii. Teraz już może powstrzymać Kowalskiego (złapać go za rękę) Pan Bożych Zastępów.
    W roku 2010 miało miejsce w skali kosmicznej ważne wydarzenie. Na naszą planetę, Ziemię, zszedł bowiem PBZ. Fakt ten zapoczątkował istotne zmiany, które rozpoczną proces wyzwalania ludzkości spod panowania Prawa Totalnego Podporządkowania.

Jan – najniższe duchowe zejście Pana Bożych Zastępów

    Wskutek porozumienia pomiędzy dwoma stwórcami – Lenariim i Zachabiim – powstał pierwszy nazwany: Jan, czyli najniższe duchowe zejście Pana Bożych Zastępów (poziom 103000). Zadaniem Jana jest ratowanie światów Lenariiego.
    Zachabii (cząstka PBZ) jest stwórcą, który zbudował swoje światy w Prawie Wolnego Wyboru i jako pierwszy stworzył, tzw. Naśladownictwo Białego Nurtu. Koncepcja Białego Nurtu polega na tym, że wskutek pewnego ciśnienia wywieranego na całość, wszystkie istoty wzrastające w 31 wszechświatach Zachabiiego mogą płynąć tylko w kierunku Boga – dowolnymi drogami i jak tylko chcą, ale zachowując zawsze kierunek na Boga Stwórcę, bez możliwości powrotu (zawrócenia z drogi ku Światłu).
    Dzięki wprowadzeniu Białego Nurtu, Zachabii mógł dać swoim istotom (duchowi ludzkiemu) dostęp do Energii Boskiej, gdyż – nie mogąc występować przeciwko Bogu – istoty te korzystając z tej potężnej energii, nie będą niszczyć swoich współbraci. Do tej pory duch ludzki, który mógł korzystać tylko z Energii Jedynej, nie był w stanie przeciwstawić się atakom sił ciemności. Dostęp do Energii Boskiej umożliwia mu już skuteczną walkę z siłami ciemności.


    Jan, by zrozumieć całość, wydzielił z siebie istoty z poziomu 30000, które nazywamy Qappa. Są one dwubiegunowe, zbudowane ze spolaryzowanej (plus – minus) energii jedynej.     Z tej dwubiegunowej energii wydzieliła się następnie istota Panamono Onnnm, która zawiera w sobie Energię Jedyną, Energię Przeciwną i Energię Boską, powstałą z połączenia tych dwóch przeciwnie spolaryzowanych energii.
    Człowiek normalnie (przy otwartym sercu) korzysta z Energii Jedynej. Kiedy jednak uruchamia w sobie egoizm i wykorzystuje innych ludzi (Prawo Totalnego Podporządkowania), posługuje się Energią Przeciwną. Gdy wchodzi w strumień Energii Przeciwnej i tworzy w niej kanał, odcina się od Energii Jedynej. Nie może wtedy korzystać z obu energii i połączyć je w Energię Boską.  
    Począwszy od Panamono Onnnm zaczyna się współistnienie tzw. istot lustrzanych. Polega to na tym, że ta sama istota rodzi się i żyje równocześnie w dwóch porządkach rzeczy (np. jako Kowalski i Nowak na jednej i tej samej lub różnych planetach). Jest to inny sposób wzrastania ducha: zamiast inkarnować dziś i np. za 200 lat, człowiek rodzi się równocześnie w różnych miejscach, doświadczając równolegle dwóch żyć, zaś po śmierci zdobyta przez niego wiedza i doświadczenie są łączone (sumowane).
    Po stronie Energii Przeciwnej (sił ciemności) taką lustrzaną istotą jest Ummbel –  najwyższa siła energetyczna armii ciemności. Niższym od niego jest Uzraael, który reprezentuje poziom szatana, czyli Pana Przekształceń Planetarnych. Jeszcze niższym jest Uruubel, reprezentant papieży – białych istot, które tkają ciemną sieć. Następnie występuje Beeg i na końcu – szef sieci podłączeniowców: Untelmefistofeles.
    Po stronie Energii Jedynej – czyli sił światłości – mamy kolejno (schodząc w dół od Panamono Onnnm): Cherubina Michała, Archanioła Gabriela, trzech aniołów stanowiących jedność, następnie istotę duchową Hatti, na końcu zaś istotę, która rodziła się jako człowiek fizyczny i była Jezusem.
    Charakterystyczne jest to, że na Ziemi nie mogą nastąpić żadne zmiany z poziomu sił wyższych (Góry). Wszystko, co jest planowane „na górze”, musi przejawić się „na dole” za pomocą pracy wykonanej przez fizycznego człowieka. Tylko i wyłącznie od człowieka zależą bowiem losy tego świata. Tę fundamentalną prawdę nie przez przypadek zawiera np. mitologia grecka. Przedstawiono w niej wielokrotnie, jak bogowie (np. Zeus i Hera) umawiali się między sobą, a o wyniku tego, co się miało wydarzyć, decydowali ziemscy bohaterowie.
    Tylko i wyłącznie ludzie decydują o swoim losie. W zależności od tego, co zrobią, z jakich mocy skorzystają i po której stronie się opowiedzą, tak a nie inaczej wyglądać będzie ich życie. Wiara w karę bożą czy z góry określone przeznaczenie jest iluzją, wykorzystywaną przez siły ciemności do zniewalania ludzi.
    Człowiek – by właściwie pokierować zarówno losem własnym, jak i całości –powinien być w stałym kontakcie z Górą i ściągać od istot wyższych potrzebne mu informacje. Za sprawą owych „podpowiedzi” potrafi wtedy dokonywać właściwych wyborów, a życie jego przepełnione jest radością i miłością. Tylko wtedy może być naprawdę szczęśliwy.
    Aby dobrze zrozumieć ideę całości, trzeba sobie uświadomić fakt, że 98% wszystkiego, co istnieje we wszechświecie, jest duchowe, a tylko 2% materialne. Nawet istota ludzka jest materialna w 6%. Oznacza to, że wszystko, co jesteśmy w stanie zobaczyć w człowieku okiem fizycznym (czyli ludzkie ciało), stanowi zaledwie 6% całej człowieczej istoty. Resztę człowieka stanowią elementy niematerialne, takie jak: ciało eteryczne (10%), ciało energetyczne, czyli dusza (34%) oraz ludzki duch (50%). 
    Jan jest potężną istotą duchową, która z woli Ojca Wszechrzeczy wprowadza zmiany w naszej Rzeczywistości tak, aby ludzie odzyskali Prawo Wolnego Wyboru. Posiadając Prawo Zmian, działa On według własnej orientacji i podlega wyłącznie sobie. Pracę swoją wykonuje jednak dla dobra Całości, bowiem wszystko co czyni, podyktowane jest miłością do Ojca. Jan w swoim najniższym zejściu na Ziemi był między innymi Jezusem. Na różne sposoby przekazywał i przekazuje nam wiedzę, dzięki której każdy człowiek może się wyzwolić spod panowania sił ciemności, czyli spod wpływu zła, jakim emanują władcy tego świata. Jan uczy, w jaki sposób obudzić w sobie moc Chrystusa i jak ją utrzymać. Przekazuje, w jaki sposób, przy otwartym sercu, można osiągnąć we własnym życiu wszystkie cele, jak być szczęśliwym oraz w jaki sposób, poprzez zmianę postawy życiowej, pozytywnie wpływać na otoczenie a w konsekwencji na losy świata.
    Na polecenie Jana, w wielu wymiarach energetyczno-duchowych zbudowano święte miasto Oriin. W nim Biali Bracia – nasi przyjaciele – uczą, w jaki sposób można odzyskać wzorce pierwotnych ludzi i uruchomić w sobie moc. Wiedza, którą przedstawiam w tej publikacji również pochodzi stamtąd...

Nowe Prawo, które po 2012 roku zaczyna obowiązywać na Ziemi
    
    Wraz z początkiem 2010 roku (zejściem PBZ), w otaczającej nas rzeczywistości dokonały się bardzo istotne zmiany. Z Oceanu Wszechrzeczy zaczął wyłaniać się Nowy Świat – nowa rzeczywistość osadzona w Nowym Prawie. Co ciekawe, Nowe Prawo powstało w granicach Prawa Wolnego Wyboru i jest z nim w całkowitej zgodzie. Czym zatem różni się od Prawa Wolnego Wyboru, skoro określamy je przymiotnikiem „Nowe”?
     Do tej pory w Prawie Wolnego Wyboru można było robić wszystko i wszystkiego doświadczać. Ten brak narzuconych ograniczeń wykorzystał  Morrr, który – w granicach Prawa Wolnego Wyboru – stworzył światy rządzone przez Prawo Totalnego Podporządkowania. W światach tych mógł, manipulując ludźmi, wpływać na ich postępowanie, ponieważ Prawo Wolnego Wyboru tego nie zabrania.
    Jak przedstawiłem to w poprzednich rozdziałach, wskutek działań Morrra i pozostałych władców ciemności, światy, w których obowiązywało Prawo Wolnego Wyboru zaczęły się kurczyć, gdyż były niszczone i niewolone przez coraz potężniejsze siły, opowiadające się za Prawem Totalnego Podporządkowania. Co gorsze, zdominowanym i zmanipulowanym przez ciemność ludziom wydawało się (i ciągle wydaje), że zło jest naturalną siłą, należącą do tzw. przeciwieństw, która poprzez generowanie cierpienia przyczynia się do rozwoju ludzkiej rasy. „Ludzkim marionetkom” skutecznie wprogramowano, że zło wolno usprawiedliwiać, że można w imię wyższego celu zabijać, niszczyć i grabić, a wykorzystywanym ludziom wmawiać, że cierpienie uszlachetnia. Niektórzy doszli z czasem do takiej perfidnej iluzji, iż fakt, że Bóg Ojciec nie może opowiedzieć się po żadnej ze stron (gdyż złamałby Prawo), wykorzystali przeciwko Niemu, twierdząc, iż jest okrutny i mściwy, ponieważ stworzył barbarzyński świat.
    Tylko nieliczne jednostki znały prawdę, że ziemski świat jest kreowany przez człowieka i aby zmienić go na lepsze, trzeba zmienić postępowanie samych zainteresowanych, czyli ludzi. Pojedyncze jednostki, którym udało się uzyskać kontakt z własnym duchem i które zaczynały poznawać Prawdę, zostawały natychmiast namierzone przez siły ciemności i niszczone – również przy pomocy najbliższych ludzi, sterowanych przez zło. W ten sposób każdy, kto usiłował się przeciwstawić okrutnemu systemowi, zostawał okrzyknięty zbrodniarzem lub wariatem. Kiedyś palono ich na stosie, a teraz umieszcza w szpitalach dla psychicznie chorych, wyśmiewa i traktuje jak dziwaków lub nieszkodliwych wariatów. Ludzie o otwartych sercach byli nieustannie niszczeni, ponieważ nie posiadali odpowiedniej mocy, by przeciwstawić się siłom ciemności. Prawdziwy człowiek uzyskuje moc, mając dostęp do własnego ducha – do Ojca, do Światłości – natomiast węzeł karmiczny i inne kody (blokady energetyczne nałożone przez siły ciemności) skutecznie zamykają go w kręgu własnej niemocy.
    Obecnie – gdy wydawałoby się, że ludzkość skazana jest na wieczną niewolę – na Ziemi pojawił się wysłannik Jana, Zbigniew Jan Popko. Pojawił się jako zwykły człowiek, który dostrzegł swoje światło i o tym świetle zaczął wszystkim głosić. Mówi o Chrystusie, zbawieniu, radości – wynikającej z dostrzegania Boga w drugim człowieku, o potrzebie namiętności, przyjaźni i miłości, o obowiązku sięgnięcia po moc zwycięstwa. Jego nauki są  jak słowa Jezusa. Jego światło promieniuje coraz silniej i zaczyna skutecznie przepalać blokady w ludzkiej energetyce.
    Zbyszek budzi ludzi z uśpienia – uczy, w jaki sposób przeciwstawić się siłom ciemności i jak pracować nad sobą, by mieć kontakt z istotami pochodzącymi ze Światłości. Dzięki niemu ludzie zaczynają uzyskiwać dostęp do Mocy. Poprzez umiejętną pracę nad sobą jednoczą się w trzonie duchowym i zaczynają rozumieć to, co się wokół nich dzieje. Zaczynają wreszcie pojmować, że dobro jest tam, gdzie znajduje sią wolność, miłość, radość i szczęście – gdzie nikomu nie dzieje się krzywda. Zło natomiast jest czymś dokładnie przeciwnym.
    Ludzie zaczynają się budzić, odkrywać w sobie cząstki Ojca i prawdę, że dobro to idea Ojca, o której zapomnieli – że Prawo Wolnego Wyboru ograniczą do Prawa Wolnej Woli, które oznacza, że wszyscy ludzie są wolni, a jedyną granicą wolności każdego człowieka jest zagwarantowanie wolności innemu człowiekowi, w myśl zasady głoszącej, iż każdy człowiek jest wolny, a jego wolność ogranicza jedynie prawo do wolności drugiego człowieka. Postępując zgodnie z powyższą zasadą, nikomu nigdy nie wyrządzimy żadnej krzywdy i nigdy nie będziemy nikogo do niczego zmuszać (wbrew jego wolnej woli). Oczywiście inny człowiek też musi uszanować naszą wolną wolę i nie może do niczego nas zmuszać.
    Tym samym dokonaliśmy samoograniczenia w Prawie Wolnego Wyboru, zgodnie jednak z tym prawem. Zaczęliśmy rozumieć, że tworzymy wszyscy razem jedną istotę. Jednocząc się z woli Ojca w miłości i radości, uruchomiliśmy tym pragnieniem Wolę Istnienia oraz Wspólny Puls. Poprzez naszego ducha mającego dostęp do wszystkich energii, skupiając je w jedną wspólną wiązkę, wywołaliśmy pierwszy oddech w Oceanie Ducha Świętego. Nasza wola stała się mocą sprawczą narodzin Nowego Świata, powstałego w Nowym Prawie, w granicach Prawa Wolnego Wyboru. Powstanie tego świata nie wyrządziło nikomu krzywdy, nikogo do niczego nie zmusiło ani w niczym nie ograniczyło. W tym Nowym Świecie może (jednak nie musi) żyć każdy, kto postanowił, że będzie czynił tylko dobro, kierując się miłością i szacunkiem do wszystkiego, co go otacza, nie krzywdząc przy tym żadnej istoty. Ale każdy, kto postanowi żyć w Nowym Świecie, będzie musiał postępować zgodnie z Nowym Prawem.
    W tej chwili w Prawie Wolnego Wyboru mogą istnieć dwa światy: Świat Totalnego Podporządkowania i Świat Nowego Prawa, którego początek ma miejsce tu, na Ziemi  (w przyszłości świat ten będzie nazywany Światem Prawa lub Prawych). Obecnie nastał czas walki. Walki nie bezpośrednio z siłami ciemności lub z jakimiś istotami z Energii Przeciwnej, ale walki z samym sobą – walki o prawo do istnienia w tym Nowym Świecie. A prawo to posiada każdy, kto kieruje się miłością, dobrem innych i nikogo nie krzywdzi. Nie wystarczy powiedzieć sobie: „ja już jestem dobry”, trzeba takim stać się naprawdę. W praktyce sprowadza się to do przerobienia: pokochania siebie, wybaczania sobie, pokochania innych, wybaczania innym, współodczuwania, współtworzenia i wejścia w miłosierdzie. Szczegółowo opiszę to w następnych rozdziałach.
     Nie istnieje jednak żaden przymus. Każdy, kto uważa, że bycie złym jest lepsze, może przejść do świata opartego na Prawie Totalnego Podporządkowania. Nie ma jednak możliwości pozostawania w obu światach (prawach) równocześnie. Dzięki temu za kilkaset lat, na Ziemi zapanuje prawdziwy raj, gdyż odejdą z tej planety wszystkie istnienia posługujące się Prawem Totalnego Podporządkowania.

      
Modlitwa i jej strona praktyczna

    Modlitwa jest rozmową z Istotą Wyższą lub samym Bogiem. Dla większości ludzi stanowi ona formę kultu religijnego – pewnego rytuału związanego z daną religią. Chcę jednak zwrócić uwagę na fakt, że istnieje ogromna różnica między klepaniem paciorków w postawie klęczącej, a rzeczywistym kontaktem z istotami duchowymi, takimi jak np. nasz Opiekun (nazywany Aniołem Stróżem). Ludzie w trakcie modlitwy wypowiadają przeważnie gotowe teksty, nie analizując przy tym ich treści. Gotowy tekst może stanowić jedynie inwokację (wstęp) do właściwej modlitwy, która powinna polegać na rzeczywistym kontakcie z naszymi przyjaciółmi z zaświatów. Całkowicie odradzam też modlitwę do kościelnych świętych, czyli osób, które wyświęcił np. Kościół katolicki, bowiem postacie te z reguły nie mają nic wspólnego z prawdziwą świętością. Jedynie takie istoty jak nasz Opiekun, Jezus, Matka Boża, Bóg Ojciec czy Duch Święty posiadają potężna moc duchową i mogą udzielić nam stosownego wsparcia.
    Następną ważną kwestią, którą poruszę, jest cel modlitwy. Powinien być on nierozerwalnie związany z jedynym obowiązkiem, z jakim ludzka dusza zeszła w te wymiary – z obowiązkiem bycia szczęśliwym, kochanym i kochającym oraz korzystania ze wszystkich dóbr, zawsze przy otwartym sercu. Modlitwa, podobnie jak cały nasz rozwój duchowy, nie powinna być jedynie zakamuflowanym wyrazem ludzkiej moralności, wypływać z wyrachowania lub być manifestacją naszej wyższości czy pychy. Jej głównym celem powinno być nawiązanie kontaktu z własnym opiekunem, który skutecznie pomoże każdemu z nas w pracy nad sobą (tzn. w pokonywaniu indywidualnych słabości), co jest niezbędne do osiągnięcia z czasem poziomu świętego. Osiągnięcie poziomu świętego gwarantuje bowiem szczęśliwe życie oraz to, że żadna siła nie będzie już w stanie nas złamać. Nawet, gdy przytrafią się nam życiowe zawirowania, to będą one krótkotrwałe i wzmocnią jedynie siłę naszej woli. Szczera modlitwa zawsze zostanie wysłuchana przez naszego Opiekuna, który pomoże nam w  utrzymaniu wypracowanego poziom duchowego i energetycznego bez względu na czas, jaki zajmie nam całkowita przemiana. I nawet gdyby jeden malutki krok na drodze do naszego Ojca zajął nam całe życie, to i tak, korzystając z jego pomocy, będziemy mieli gwarancję, że siły ciemności nas nie zniszczą.
    Modlitwa składa się kolejno z trzech etapów: wyciszenia wewnętrznego, rozpamiętywania dnia wczorajszego oraz planowania dnia jutrzejszego. Rozpoczynamy ją od wygodnego usadowienia się na krześle lub w fotelu, najlepiej w miejscu, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał. Tym, którzy mają zakodowane w podświadomości, że miejscem modlitwy jest kościelna świątynia, pragnę uświadomić, iż w Prawie i świecie duchowym nie istnieją murowane świątynie. Jedyną świątynią, jaką możemy tak naprawdę odwiedzać, jest Świątynia Serca, którą każdy człowiek powinien budować we własnym sercu.
    Na samym początku, zanim zaczniemy właściwą modlitwę, powinniśmy wyciszyć nasze myśli i pozbyć się wszelkich negatywnych emocji. Zabieg ten, gdy posiadamy wprawę, trwa zaledwie od kilku do kilkunastu sekund. Początkującym radzę odciąć się od problemów życiowych poprzez skierowanie własnych myśli na najprzyjemniejsze chwile z własnego życia. Następnie powinniśmy postarać się, odczuć wewnętrznie te pozytywne chwile (tak, jakbyśmy byli w tym wspaniałym miejscu i w tej przyjemnej dla nas chwili) – wtedy nasz umysł się wyłącza i wchodzimy w marzenia, czyli uzyskujemy kontakt z naszą świadomością. Ewentualne, początkowe odmawianie gotowej modlitwy może służyć wyłącznie jako wstępny etap do bycia w modlitwie. Naszym obowiązkiem jest bowiem uzyskanie stanu wewnętrznej modlitwy – kiedy to czysty umysł zostaje sprowadzony do serca i nic nie może nam tej harmonii zburzyć.  
    Najważniejszą częścią naszej modlitwy jest „rozpamiętywanie wczorajszego dnia”. Z technicznego punktu widzenia jest to właściwy proces komunikacyjny z naszym Opiekunem, w uproszczeniu, określany jako wysunięcie anteny nadawczej i rozpoczęcie transmisji. Z duchowego punktu widzenia zachodzą tu jednak dwa ważne procesy. Pierwszy z nich polega na wydobywaniu z przeszłości elementów, które stanowią dla nas zapis energetyczny przeżytych emocji – w szczególności tych negatywnych – które wynikają z naszej niedoskonałości i które chcemy w sobie przepracować, tak by ich już więcej nie powielać (np. nie przeżywać ponownie złości, bólu czy cierpienia). Drugi proces to konsekwencja i wewnętrzne dążenie do stawania się coraz lepszym. Polega on na systematycznym, codziennym, chociażby kilkuminutowym zdawaniu relacji z własnych ułomności. Nie ma bowiem innej drogi do doskonałości niż szczere przyznanie się do popełnionych błędów oraz prośba skierowana do Opiekuna o udzielenie pomocy w szybkim ich naprawieniu i skutecznym wyeliminowaniu.
    Rozpamiętywanie wczorajszego dnia skutkuje systematycznym udoskonalaniem się człowieka, jest rodzajem wewnętrznej przygody z samym sobą. Powoduje uruchomienie w nas wibracji, które na stałe zmieniają ludzką energetykę. Jest jakby strumieniem mocy, który stale wzrasta oraz uparcie dąży do zapanowania nad ludzkimi słabościami, pokonując negatywne myśli i emocje.
    Cały proces naszego wzrastania ma sześć stopni: pokochanie siebie, wybaczenie sobie, pokochanie innych, wybaczenie innym, współodczuwanie i współtworzenie (oraz dla rycerzy światła stopień siódmy – miłosierdzie). W trakcie rozpamiętywania wczorajszego dnia kolejno uwzględniamy wszystkie. W modlitwie przerabia się zawsze tę wartość, która – licząc od dołu – nie została zaliczona. Jeśli więc ktoś ma uruchomione „pokochanie siebie” a zaniedbane „wybaczenie sobie”, to tylko na wybaczeniu sobie skupia całą medytacyjną uwagę. Dopóki bowiem nie skasuje tu obciążających duszę niskich wibracji, nie przechodzi do etapu następnego.
    Na rozpamiętywanie wczorajszego dnia wystarczy poświęcić kilka minut dziennie. Więcej nie trzeba, choć intensywność ćwiczeń działa na naszą korzyść – wiadomo bowiem, że trening czyni mistrza. Nie mniej istotna jest również systematyczność modlitwy, dlatego bardzo zapracowanym radzę, aby modlili się krócej, ale codziennie. Odkładanie modlitwy do czasu, gdy będzie więcej wolnego (np. w weekend), jest poważnym błędem. Bowiem tydzień „prozy” życia bez pomocy Opiekuna  może zakończyć się duchowym upadkiem, z którego już nigdy (z braku sił) się nie podniesiemy...      
    Na zakończenie modlitwy wchodzimy do ostatniego modułu, noszącego nazwę „planowanie jutrzejszego dnia”. Prosimy w nim anioła (Opiekuna) o wsparcie w utrzymaniu tych działań, na których nam najbardziej zależy. Wypada również podziękować naszym przyjaciołom po tamtej stronie za pomoc, której nam udzielili oraz oddać im wszystkie nasze problemy i troski.


Od pokochania siebie po jedność ze wszystkim...

    W rozdziale tym wyjaśnię, w jaki sposób powinno wyglądać stopniowe jednoczenie własnego trzonu duchowego, czyli – innymi słowy – sięganie po ludzką doskonałość. Ponieważ każdy człowiek powinien być mistrzem własnego życia, informacje i rady tu zapisane, proszę traktować jedynie przykładowo jako pewnego rodzaju schemat, pomocny we własnej, indywidualnej pracy nad sobą. Niemniej jednak poruszane tu sprawy są nam wszystkim bardzo bliskie, bo ukazują mechanizmy i emocje, których doświadcza każdy człowiek. Pragnę więc podzielić się z czytelnikiem własnymi odkryciami, aby łatwiej było mu walczyć z samym sobą o uruchomienie drzemiącej w każdym z nas mocy.
    Uruchomienie energii – od pokochania siebie po współtworzenie czy miłosierdzie – oznacza, między innymi, wejście człowieka w stan całkowitej harmonii. Stajemy się wówczas mocni nie tylko duchowo, ale i energetycznie. Nikt i nic nie jest wówczas w stanie wyrwać nas ze stanu miłości, który przejawia się wysoką wibracją naszej istoty. Wibracją, która cały czas wzrasta, gdy  jako ludzie zaliczamy kolejne poziomy rozwoju – od pokochania siebie aż po miłosierdzie.

1.Pokochanie  siebie    
    Kluczem do przerobienia pierwszej lekcji w szkole samodoskonalenia jest uświadomienie sobie własnego pochodzenia i duchowej doskonałości. Jak już napisałem w poprzednich rozdziałach – ludzie to istoty duchowe, które żyjąc w świecie materialnym, posiadają ciało stanowiące zaledwie 6% całości. Ludzi można podzielić na: powróconych, schodzących i karmicznych (dokładne wyjaśnienie na końcu tej publikacji – w słowniczku pojęć). Procentowo zdecydowanie najwięcej jest ludzi karmicznych. Człowiek karmiczny przychodzi na Ziemię po to, by uczyć się miłości. Człowiek powrócono lub schodzący to istota, która ma do zrealizowania ściśle określony cel. Najczęściej jest nim wyzwolenie ludzkości spod panowania sił ciemności. Jednak wszyscy ludzie, niezależnie z jakiej są grupy i w jakim celu się urodzili, muszą na początku pokochać siebie – czyli odnaleźć własną duchowość. Muszą doświadczyć swojego boskiego pochodzenia i pojąć, że mają w sercu promień łączący ich z Ojcem oraz potężną, uśpioną moc. Powinni zrozumieć, że ich obowiązkiem jest wspaniałe, szczęśliwe życie w radości i zgodzie (harmonii) z całym Wszechświatem (innymi ludźmi).
    Wielu z nas wciąż zadaje sobie pytanie: Kim tak naprawdę jestem? Wielu stwierdzi, że mieszaniną białek, którą można rozłożyć na pojedyncze atomy. Niewielu zdaje sobie jednak sprawę, że najważniejsza jest w tym wszystkim dusza – nasza prawdziwa istota, która zespala atomową całość i dzięki temu przejawia się w materii. A kto tę istotę powołał do życia? Metrykalni rodzice uczestniczą jedynie w procesie biologicznego zrodzenia, który zaplanowały Siły Wyższe. Naszym prawdziwym rodzicem jest Stwórca, nazywany Bogiem- Ojcem. Jesteśmy doskonałością wyrosłą z Jego Własnej Istoty. Jesteśmy cudem stworzenia, któremu odmawia się prawa do własnej doskonałości. Jesteśmy aniołami, które  na czas żywota  po prostu zapomniały o boskim pochodzeniu i nie potrafią dostrzec swoich pięknych skrzydeł.
Tak mówi o nas anioł Gakdaani:

...Człowiek jest wspaniałą istotą, lustrem ducha, w którym odbijają się marzenia wszystkich istot, cudem natury, w który wkomponowano całą prawdę o Bogu. Niczym w księdze życia zawarto w nim sekrety przeistoczeń, jakim podlega dusza wszechświata w swojej powrotnej wędrówce do Źródła. Jest tak doskonały, że ma prawo podlegać przemianom, na jakie aniołowie mogą sobie pozwolić jedynie w zamysłach. Jako jedyny może w pełni doświadczać zarówno dobra jak i zła i poprzez to doświadczenie zyskiwać moc kreacji zdolną tworzyć całe wszechświaty, zdolną ujmować Boga w nieskończonej ilości odcieni.

    Czy stwarzający nas Lenarii mógł popełnić błąd? Pytanie retoryczne, choć gdy myślimy o naszym osobistym wrogu, np. złośliwym przełożonym, który systematycznie gnębi nas w pracy, to podejrzewam, że w tym jednym przypadku mamy wątpliwości...
    Każdy z nas jest swoistą duchową doskonałością, którą dopiero w ziemskim Alkatraz niszczy więzienne prawo. Każdy z nas rodzi się czysty, nieskalany grzechem, czemu zresztą zaprzecza Kościół, robiąc na tym doskonały interes.
    Gdy pokochamy siebie w 100%, wyleczymy się ze wszystkich kompleksów oraz przestaniemy czekać na cudzą akceptację własnego postępowania. Nie będziemy też przejmować się niedoskonałościami naszego fizycznego ciała ani odczuwać lęku przed czyimiś negatywnymi osądami.
       
2. Wybaczenie   sobie
 Kolejnym, drugim etapem samodoskonalenia jest wybaczenie sobie. Składa się on z dwóch części. Pierwsza z nich, to dostrzeżenie błędów we własnym postępowaniu. Przyznanie się do winy stanowi bowiem wskazówkę, co powinienem w sobie zmienić. To wstęp do wybaczenia oznaczający, że nie unikam odpowiedzialności za niewłaściwe czyny i z całych sił staram się zmienić. Jednak dopiero część druga – którą stanowi szczere przyrzeczenie, że więcej takich błędów nie będę popełniać – daje całkowite „rozgrzeszenie”. By wejść w wybaczenie, trzeba pojąć, iż tak naprawdę każdy z nas znajduje się w duchowym żłobku, że daleko nam do doskonałości aniołów, że mamy prawo do błędnych działań i występków, gdyż w ziemskiej szkole życia uczymy się najczęściej na własnych błędach.  
    Sedno wybaczenia sobie stanowi szczera chęć poprawy i codzienna walka z własnymi słabościami – walka o konsekwentne i systematyczne wprowadzanie w swoim życiu zmian na lepsze. I nie dajmy się nabierać na kościelne rozgrzeszenie, gdyż żaden człowiek nie ma prawa odpuszczać win w imieniu drugiego człowieka. Tego prawa roztropnie pozbawił siebie nawet nasz stwórca – po śmierci bowiem oceniamy się sami, sami też odpuszczamy sobie winy.
    Również zbyt rygorystyczne, wybaczeniowe oceny powodują, że wikłamy się w duchowe, programowo zamykające nas ograniczenia. Poprzez nadmierne poczucie winy dajemy bowiem zwieść się tym, którzy chcą nas zamknąć w świecie pozbawionym duchowej wolności, którzy poprzez konflikt sumienia chcą przejąć nad nami kontrolę. Jak już zapewne się domyślacie, jedną z instytucji, która na rozbudzaniu w człowieku olbrzymiego poczucia winy od wieków robi doskonały interes, jest Kościół katolicki.

3. Pokochanie  innych
    Kolejny, trzeci etap to pokochanie innych, które jest rozszerzeniem pokochania siebie na wszystkich ludzi. Z reguły łatwo przychodzi nam pokochać człowieka, który jest dla nas dobry, życzliwy, ma podobne poglądy oraz zbliżony tryb życia. Problem zaczyna się wtedy, gdy drugi człowiek różni się znacznie od nas lub jest naszym wrogiem. Odzywają się w nas wówczas zakodowane w matrycy programy i zaczynamy generować negatywne emocje, ukierunkowane na innego człowieka. No cóż, trzeba wtedy poprosić Opiekuna o pomoc w ich wykasowaniu. Mnie osobiście bardzo pomógł znak Orin – węzeł energetyczny, który blokuje i przepromieniowuje matrycę.
    Po wykasowaniu programów, które uniemożliwiają nam osiągnięcie duchowej więzi z drugim człowiekiem, bardzo istotne jest zapisanie w sobie informacji, że każdy człowiek posiada skrzydła – choć często bywają one brudne oraz zniszczone przez trudy i przeciwności losu, jakich nie szczędzi nam System. Gdy nauczymy się widzieć w oczach naszego brata samego Boga, nigdy nie zapomnimy, że każdy z nas ulepiony jest z tej samej duchowej materii, na wzór i podobieństwo naszego Ojca.
    Przerobienie pokochania innych (odczyt 100% na skali) nastąpi wtedy, gdy prawdziwie pokochamy swojego największego wroga. Rozumiejąc jego prawo do karmicznej nauki, zgodzimy się wtedy współdzielić z nim miejsce na Ziemi i przestaniemy wysyłać mu negatywne emocje.

4. Wybaczenie  innym
    Kolejny, czwarty etap wewnętrznej przemiany to wybaczenie innym. Zaczyna się on w momencie, gdy uświadomimy sobie, że inni ludzie, podobnie jak my, są ułomni i jeszcze niedoskonali duchowo. A gdy zastanowimy się głębiej i przypomnimy sobie słowa Jezusa, który mówił o tym, by nikogo nie osądzać i nie serwować wyroków: Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem, dojdziemy do wniosku, że tak naprawdę nie znamy całej prawdy o owej winie. Dlatego lepiej nie tracić czasu na osądy czy oskarżenia, tylko darować winy i wybaczyć.
    Należy sobie uświadomić, że ten, kt