vimeo
youtube

Strona główna » Ogłoszenia » Strona główna » Menu Dokumentu 2 » Autor » Moje dzienniki » Klucz

Klucz

Publikacja: 2012-08-01

Klucz (antydziałanie) - na potrzeby dzwoniących warsztatowców.

Okazuje się, że cała filozofia Wschodu ujmuje dwie rzeczy: złączenie Ducha Świętego z Praojcem (czyli wszystkości wyrażonej czarnym punktem na białym tle z naszą najwyższą wibracją przedstawianą jak biały punkt na czarnym tle) - nie jako jedność, ale jako dwie polaryzacje tworzące jedność (znak jing-jang). Mylne dodanie polaryzacji zgubiło właściwe przedstawienie jednorodnej mocy. Wschodni mistrzowie nie pojęli, że doświadczana polaryzacja jest odniesieniem tylko do poziomu energetycznego. Poziom duchowy jest jej pozbawiony. Dlatego ich znak wibracją nie przekracza poziomu 6,02 - zwyczajnie nie wychyla się ponad tę wartość. Zlali oni na dodatek te dwa znaki w jeden obraz (graficznie ładnie to wygląda, zwłaszcza jako poszukiwana idea), ale przez to raz na zawsze utracili możliwość swobodnego przejścia z przestrzeni energetycznej w duchową. Gdyby obrazem były dwa kółka stykające się z sobą bokami, znak byłby mocniejszy, ale gdyby je połączyć dnami, znak obudziłby się w przestrzeniach duchowych, narzucając (wyrażając) swoją moc ludzkiej przestrzeni energetycznej. Wtedy stałoby się to, co pozornie jest niemożliwe: człowiek zyskałby możliwość duchowego wzrastania, nie panując jeszcze totalnie nad energetyczną przestrzenią, a na dodatek - będąc wciąż niedoskonałym - mógłby w prawych działaniach korzystać z dużo skuteczniejszej siły działania: mocy duchowej.

 

Zaraz pokażę, jak to działa, jak przy jego pomocy przywołać wibrację swojego prawdziwego imienia. Nie usłyszycie go, bo jest to niemożliwe, ale zobaczycie skutki jego działania.

Najpierw narysujcie na dwóch kartkach znak mocy Ducha Świętego i Praojca, po czym wytnijcie narysowane koła i zepnijcie tylnymi stronami, tak aby grafika miała awers i rewers z sobą złączone. Na jednej kartce rysujecie kółko z czarnym punkcikiem, a drugą malujecie (bądź korzystacie z czarnego papieru) na czarno, zostawiając biały punkt po środku.

Kółka rysujcie duże, podobne wielkością do znaku Orin. Na dwóch kartkach, nie na jednej. Akcentujcie rozdzielność przestrzeni. W modlitwie pokazywali nawet, że idealny talizman  powinien mieć pustą przestrzeń między dwoma tarczami.

Znak jing- jang zakłada wspólną polaryzację na poziomie energetycznym, natomiast forma znaku udostępniona przez Górę ukazuje zjednoczenie istoty ludzkiej z całością, czyli małej jednorodności z dużą jednorodnością. Tylko wtedy można przywołać całe swoje imię, imię które jest dźwiękiem na poziomie energetycznym, obrazem na poziomie duchowym (odzwierciedleniem siły obrazu może być także odnalezienie własnego zwierzęcia, ale to dopiero połowa sukcesu) i zapisem zrodzenia w Bogu.

Poza tym jak wymówić imię na poziomie nieistniejącego? Nie ma tu nazw, ale imię (ten zakodowany zapis ciebie) jest przekazywane jako wibracja nienazwanego. A jak się jest zapisanym, to ma się też moc, a jak ma się moc, to posiada się także królestwo, a jak posiada się królestwo (obecność duchowa w Królestwie Niebieskim), to różne piękne rzeczy można tam uruchomić i odbić "na dole".

Budzenie w sobie króla nie jest jeszcze budzeniem się boga w człowieku, ale już na tym poziomie świat duchowy w pełni wspiera ludzkie działania. My tylko zapomnieliśmy o naszym królewskim pochodzeniu. Samo pochodzenie umożliwia uruchomienie odpowiednich mechanizmów przepływu mocy, jak i skorzystanie ze wsparcia duchowych pomocników. Oni wiedzą, że trwamy w egzystencjalnym amoku na poziomie materii (egzystencja), ale dbają o tych, co wracają do królestwa choćby w stanie modlitwy.

Dzięki mocy własnego imienia wasze działania będą znacznie mocniejsze, i to nie tylko w uzdrawianiu organów, ale nawet w tkaniu ścieżek losu czy we wprowadzaniu zmian w polach jakichkolwiek przestrzeni. W ten sposób można także przyspieszyć budzenie się w duchu. Wszystko będzie spotęgowane, byle tylko było uruchomione poprzez przywołanie własnego imienia.

I czas na eksperyment.

Kompletnie odrzućcie wszystko to, co wiecie na temat sposobu użycia fizycznego "klucza". Nawet takie energetyczne zwroty jak "Sezamie otwórz się" - są wyłącznie atrapą duchowego klucza, którego działanie jest nieznane. To nie miejsce na wyrób zaklęć i uroków czy domysłów czarnomagicznych. Nie wiem, jak wygląda duchowy czy boski klucz, nie ma co dociekać, ale on jest i działa tylko dlatego, że jest. Wiedza, jak on działa, jest zwyczajnie zbyteczna (i niepojęta).

Po umownym przywołaniu imienia mamy wyrazić tylko chęć czynienia dobra. Wtedy dwie rzeczywistości: duchowa i nasza - stają się poligonem dla naszej twórczości w wodach Ducha Świętego.

Uruchomienie "znaku" daje przyzwolenie na objawienie się mocy naszego prawdziwego imienia, które samo wykonuje to, co zamierzyliśmy. W czym taka cząstka się objawia? Tylko w działaniu. Tak samo jak i Duch. Gdy więc obudzisz się w Całości, to tylko pozwól, by Twoje imię uruchomiło całe działanie. I o cokolwiek by tu chodziło, o uzdrawianie czy o zmianę przestrzeni życiowej, co zawsze jest składową Ładu Bożego, to pozwól tylko, by stał się cud.

Oczywiście klucz działa, gdy jesteśmy w stanie wejść w stany powyżej poziomu 16 (na skali wahadło wraca do pola zerowego). Wtedy wystarczy powiedzieć, o co nam chodzi. Resztę wykonuje moc imienia i jego nie odkryte związki z duchowymi przestrzeniami. Sam nie wiem, na czym to polega, ale skutki działań są zdumiewające i dużo silniejsze od korzystania z osobistej mocy.

Ok. wchodzimy w stan duchowej harmonii i w wyobraźni lub fizycznie aktywujemy Klucz, stykając dwa koła czystymi stronami (jak Klucz mamy już zrobiony, to każemy mu budzić moc). Wielu szybko zauważa, że tak naprawdę w jego dwuwymiarze pojawiają się trzy kręcące się koła, które tworzą jedną wspólną całość. Teraz przywołujemy swoje imię, symbol naszych chwalebnych czynów z różnorakich wcieleń i duchowych doświadczeń, nasz zapis w tamtym świecie. Spokojnie mówimy, że obudzony król chce to i tamto. Nic więcej. Tu odżywa wasze zapomniane, magiczne imię aktywną obecnością w duchowych wymiarach. Tam wszyscy wiedzą, kim jesteście i co chcecie zrobić i chętnie wam pomogą.

I to wszystko. Nic więcej... Tworzenie plastycznych obrazów, ciskanie potokami energii czy zapisywanie działania nie jest już potrzebne. Skoro duch jest wszędzie obecny, to zna także cel naszych zabiegów. Nie nadwyrężajmy niepotrzebnie umysłu, by uwierzył w to, że działanie za pomocą świadomości i jaźni jest takie proste. Umysł nie ma tu nic do gadania, bo to nie on-my działamy, ale nasze imię, nasza duchowa potęga. Totalne antydziałanie.

 Gdybyście skupiali się na uwierzeniu, moglibyście w ogóle nic nie zrobić. A tymczasem czysta, nie skażona kombinacją  wasza duchowa obecność wszystko poprawnie uruchamia i  "Słowo Ciałem się staje".

 

.Dzięki Kluczowi zadziałałem o 50% mocniej niż zwykle. Taki cud zawarty w Idei, cud panowania nad umysłem bez projektowania stanu czystej świadomości, co jest największą przeszkodą w uruchamianiu duchowych kreacji.  Dzięki kluczowi wszystkie ścieżki są pootwierane.

Rytuały zostawcie do zapanowania nad umysłem wtedy, gdy się jest duchowo nieobudzonym lub energetycznie zdruzgotanym. Dzięki temu zgromadzicie taki ładunek energii, że aż komuś podwoi się nerka. Tu robić tego nie musicie, tu swoją potęgę objawia wasze pochodzące od Boga (40%) i od Praojca (60%) imię. Sprawdźcie zresztą te proporcje, bo wartości są zmienne.

Bóg dał wam imię. To ono jest kluczem do was samych i do zbawiania tego świata ode złego. Wasze imię to talizman, którego moc oscyluje na skali poziomów stwórczych. Na warsztatach mieściło się ono na skali od 109 do 179 poziomu...

Różnica między dobrym uzdrowicielem a uzdrowicielem nie tkwi w ich potencjale, ale w sposobie, w jaki potrafią się synchronizować z dźwiekiem Całości. Najdoskonalsza forma tego współbrzmienia zawarta jest właśnie w wibracji "imienia". A w nim cały twój SEKRET...