vimeo
youtube

Strona główna » Akademia Wiedzy Duchowej » Archiwalne treści o rozwoju duchowym » Wiedza » Krąg ognia

PobierzDrukuj

Krąg ognia


To nieprawda, że tylko niektórzy z nas dysponują mocami zdolnymi wnikać w światy tajemne. Tymi mocami dysponuje każdy z nas. Niewielu jednak o tym wie, a ci, co wiedzą, skrzętnie tę wiedzę ukrywają. Nadszedł jednak czas wyzwolenia, czas rozbratu z niewiedzą, czas poznania, czas odnalezienia się w strumieniu rzeczy zdumiewających i dających się przekształcać. A wszystko za przyzwoleniem Sił Wyższych, które tylko czekają, by wesprzeć nas w wysiłkach zmierzających tak do poznania własnej natury, jak i praw rządzących tym światem.

Od autora -- Zbigniewa Jana Popko

Już wiemy, że przeszłość i stan obecny w jakiejkolwiek sferze ludzkiego działania poznajemy przy pomocy podświadomości, przyszłość z wykorzystaniem nadświadomości (Góry), na kontakt z którą musimy zasłużyć. Nie każdy jednak się domyśla, że przyszłość nie jest niezmienna, że można ją kształtować na różne sposoby, o ile oczywiście owe sposoby są nam znane. Osobiście znam ich kilka, lecz nie stosuję, gdyż przynależą do tzw. czarnej magii. O nich też bym nigdy nie napisał ani też nigdy bym nie pozwolił na odblokowanie kodów, które z taką lubością stosują wiedzący, broniąc zakamarków wiedzy tajemnej przed profanami. Co to, to nie... Nie przyjmę na swoje barki odpowiedzialności za losy tych, którzy mogliby dzięki mojej "zamierzonej nieświadomości" wstąpić na złą drogę. Ale zezwolono mi na ujawnienie jednej z największych tajemnic, jaka jest nierozerwalnie związana z naszą egzystencją. Mówię oczywiście o Kręgu Ognia, mistycznej sile przekształcającej rzeczywistość i człowieka, o sile zdolnej skruszyć każdy kamień i każdą przeszkodę na drodze do wyzwolenia.

Krąg OgniaKrąg Ognia objawiono mi podczas modlitwy. Kiedy rozmawiałem z mistrzem, ten zapytał mnie, czy zezwolę mu skorzystać z mojego ciała, by mógł mi pokazać, czym jest proces przemienienia się. Choć jestem w miarę dobrze obeznany z prawami tamtego i tego świata, oczywiście z poziomu tego wymiaru, choć wiem o wielu dziwnych zjawiskach, o którym mało kto słyszał, choć dostałem prawo zmiany przeznaczenia, z którego jakoś z powodów etycznych nie korzystam, to jego słowa bardzo mnie zdziwiły. Pomyślałem bowiem, iż cała moja wiedza o wzrastaniu jest niepełna i właśnie nadeszła chwila na prawdziwą odsłonę.

Parę godzin później wiedziałem już, że Krąg Ognia jest potężnym aktywatorem znanych mi przemian, aktywatorem niesłychanie skutecznym i -- co najistotniejsze -- działającym pod auspicjami Dobra. Jest sekretem zdolnym skrócić czas wzrastania w duchu o dziesięciolecia, prawdą, którą pod innymi postaciami skrywa się przed pospólstwem, tak jakby wybrani, wiedzący, mieli inne cele od pozostałej części ludzkości.

Odsłonięto przede mną kolejną tajemnicę, która tajemnicą by nie była, gdyby niektórym ludziom nie dawała pakietu kontrolnego nad życiem innych. Owszem, wygodnie jest być strażnikiem wiedzy dla własnych interesów, kąpać się w blasku złudnej sławy i rękami innych sięgać po zaszczyty. Znacznie trudniej jest udostępnić im tę wiedzę z czystości serca, nic w zamian nie oczekując, a na dodatek modląc się, by oni z tej wiedzy zechcieli skorzystać.

Przede mną po raz kolejny otwarto księgę mądrości i po raz kolejny ukazuję ją tym, co ją przyjąć potrafią.

Krąg Ognia spełnia cztery funkcje, z których tylko trzy mi objawiono: aktywizuje proces przemieniania się ludzkiego ducha, rozszerza świadomość, zmienia przyszłość podług naszych oczekiwań i odblokowuje kody, umożliwiając poznanie sekretów wszechświata. I z tymi trzema funkcjami pozwolono mi zapoznać świat...

Kiedy mistrz wstąpił w moje ciało, nie poczułem dyskomfortu, nie powstał we mnie żaden lęk, który często towarzyszy ekstrasensom udostępniającym ciało do przejawiania się duchowego bytu w tym wymiarze. Właściwie nie zastanawiałem się nad tym, całą uwagę skupiając na poczynaniach mistrza. A on, czyli ja, zszedł na dół, wyciągnął z komody 15 wkładów do zniczy, które z powodu długiego czasu palenia wykorzystuję w kominkach aromatycznych, zabrał zapałki, plik kartek A4 i długopis. Z tym całym ekwipunkiem udał się z powrotem na górę, zdjął ubranie, rozłożył świeczki według przedstawionego dalej schematu i nim je zapalił, umieścił w kręgu pozostałe akcesoria: kartki i długopis, dając mi do zrozumienia, że po zapaleniu świeczek Kręgu nie wolno opuszczać, bo jest to jednoznaczne z przerwaniem sesji, której nie powtarza się już tego samego dnia. Rozpoczęty rytuał powinniśmy starać się doprowadzić do końca.

Świeczki zapłonęły równym światłem i ujrzałem zdumiewające zjawisko: cała zawarta w Kręgu przestrzeń zapłonęła jasnoczerwonobiałym światłem. Płomienie wydobywały się skądś spod podłogi i znikały gdzieś 1,5 metra ponad moją głową. Bramy wymiarów otworzyły się i ujrzałem wokół siebie mnóstwo przeróżnych istot, które z ciekawością przyglądały się wydarzeniom toczącym się w tym świecie.

Ich widok mnie nie zaskoczył, bo widywałem je w przeszłości tysiące razy. Żadna też z przyglądających się mi postaci nie potrafiła przekroczyć linii płonących świec, a właściwie bała się do owej granicy zbliżyć.

Płonął cały krąg i co dziwne, ja również. Płomienie przenikały mnie na wskroś, jak gdyby materialne ciało nie stanowiło dla ich mocy żadnej przeszkody. Strasznie się spociłem. Nigdy potem nie odczułem takiego gorąca, jak za tym pierwszym razem. Siedziałem w pozycji luźnego lotosu na wprost ustawionego ze świec krzyża i cały płonąłem. Było w tym coś urzekającego, coś mistycznego, w czym się chciało uczestniczyć.

Potem moje ciało zmieniło pozycję i na klęczkach odmówiło moje klasyczne trzy pacierze, co dla mnie samego od lat stanowi wejście w zaświaty. Potem był powrót do siedzenia ze złożonymi na kolanach stopami, a nawet pozycja w kucki, byle tylko było wygodnie i byle kręgosłup nie był nadmiernie napięty.

Potem, jakby dla urozmaicenia atmosfery, moje gardło wyartykułowało kilkanaście razy słowo "Jezus" i "Zbyszek", dając mi do zrozumienia, że tu toczy się gra na wibracje, a imię każdego człowieka zawiera w sobie tajemny zapis energetyczny, który powinno się w Kręgu ujawnić, a na koniec inkantacji padło parę razy przeciągnięte "Chrystus". Wtedy wydało mi się, że całe moje piersi tak nabrzmiały, iż niewiele brakuje, by eksplodowały!

Choć znajdowałem się w pozycji siedzącej, oczyma wyobraźni widziałem swoje ciało wyprostowane i zawieszone nogami w dół w tunelu płomieni, którego dna ani góry nie byłem w stanie już dojrzeć. Wtedy rozpoczęła się trwająca kilka minut specjalna sesja oddechowa: wciągałem powietrze przez stopy do wysokości serca na zasadzie zassania, a od serca wydychałem je, wypychając na zewnątrz w górę, aż poza szczyt głowy. Kolejny oddech szedł w odwrotną stronę: przez głowę do serca zassanie, od serca w kierunku stóp i na zewnątrz wypchnięcie powietrza. W sercu i na końcu oddechu za każdym razem następowała przerwa. Nie była ani długa, ani krótka, raczej komfortowa, tonująca cały proces wymiany gazowej. Dosłownie po kilku minutach, a więc po kilkudziesięciu takich oddechach całe moje ciało było wielkim gejzerem drobniutkich płomieni, które tańczyły radośnie w ognistym kręgu.

Wtedy moje ciało zmieniło pozycję tak, że siedziałem obrócony tyłem do utworzonego ze świec krzyża. W jednej chwili moje plecy oblała fala gorąca a kręgosłup rozżarzył się do czerwoności. Tworząca go linia przypominała jęzor lawy i odniosłem wrażenie, że jak to dłużej potrwa, to się spalę. Jednak po 5-7 minutach ciało powróciło do pozycji wyjściowej, twarzą do krzyża, i odetchnąłem z ulgą.

Teraz oddychałem normalnie, ale bardzo świadomie (z wielką uwagą) prowadziłem powietrze przez głowę do podstawy kręgosłupa, by po króciutkiej pauzie pozwolić mu uchodzić w górę. Już po paru oddechach moja głowa wibrowała tysiącem pulsacji, a ja wyobraziłem sobie, że jestem w tej chwili najbardziej rozedrganym urządzeniem na świecie. Chyba przy siódmym oddechu zrozumiałem, iż w zaaferowaniu wizjami nie dostrzegłem, iż moi modlitewni przyjaciele wiszą mi nad głową i się radośnie uśmiechają, pokazując palcem, że sami baliby się do takiego ognia wskoczyć. Oczywiście było to żart z ich strony, a ja poczułem się wyjątkowo dobrze.

Wtedy Mistrz narysował na kartce figurę przypominającą pieczęć Salomona i moi przyjaciele znikli, by niemal natychmiast znów się pojawić nad kaskadą płomieni, co miało oznaczać, iż brama, jak określono pseudopieczęć Salomona, jest wejściem w kontakt z siłami nami się opiekującymi. A że ja ze swoimi byłem za pan brat, ujrzałem tylko to, co już znałem. Jest to również odblokowanie kodu: dorwać małego, co oznacza wprost uzyskanie dostępu do Sił przygotowujących nasze wyzwolenie, do naszych bezpośrednich Opiekunów.

Potem Mistrz narysował schemat Kręgu Ognia i go opisał, co prezentuję nieco dalej. Dopełnił opis szkicem działania sił w Kręgu Ognia i rysunkiem przedstawiającym wibrowanie czakr na coraz wyższych poziomach. Co ciekawe, rysunek przedstawia tylko sześć czakr, gdyż siódma jest ustawicznie otwarta, stanowiąc zwieńczenie tego wielowymiarowego tunelu płomieni. Wytłumaczenie jest takie, iż owa siódma czakra, jako spływ duchowej energii, podczas otwarcia Kręgu Ognia automatycznie zostaje przestrojona przez energie duchowe zstępujące z Góry.

Na koniec otrzymałem odblokowanie do kolejnych dwóch kodów: oglądaj siebie i spokojny podwieczorek nie należy do ciebie. Jednak każdy sam musi odkryć ich znaczenie, a już na pewno nie będzie tego w stanie uczynić bez przemiany w Kręgu Ognia.

Kody odblokowujące znajdują się w "Astralnych skalach uczuć i rozwoju człowieka". Przy odblokowywaniu należy symbole-figury ustawić poza kręgiem. Jedynie bramę można umieszczać także w kręgu.

Czas pobytu w Kręgu Ognia jest różny i raczej zależny od celu jego otwierania niż od z góry zakładanego czasu trwania. Gdy chodzi nam o wzrastanie w człowieczeństwie, o szybszą przemianę duchową, wystarczy i 20 minut. Otwieranie kodów to zwyczajowo od pół godziny w górę, bo przecież wypada zacząć od wejścia w kontakt z Opiekunami i dopiero przy ich obecności starać się o przeniknięcie kolejnych sekretów istnienia (choć nie jest to warunek). Proszę pamiętać, że pozostałe dwa kody otwierają dostęp do istot, z istnienia których niewielu zdaje sobie sprawę. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby do spotkania doszło poza strefą ochronną. (Zgaszenie świeczek zawsze kończy połączenie po obu stronach).

Co się tyczy zmiany czyichś losów, jeśli już Góra wyraziła na to zgodę (co odczytujemy na skalach), to Krąg Ognia stanowi tu tygiel przyspieszający powstanie tego, co w nim zostaje myślą wyrażone. Więc i czas otwarcia jest zależny od tego, jak szybko i sprawnie uporamy się z gronami myśli ukazującymi modelowaną według naszych zamysłów przyszłość.

Zwyczajowo rozpoczynamy od oddechów oczyszczających i potęgujących integrację z energiami duchowymi, mówię oczywiście o sposobie prowadzenia powietrza przez stopy i głowę, po czym skupiamy się na oddechu otwierającym drogę energiom aktywnym (oddech zstępujący: przez głowę do podstawy kręgosłupa i z powrotem) i nawiązujemy łączność z Górą. Dalej to typowa koncentracja, gdzie obrazem dokładnie pokazujemy, jak byśmy chcieli, by nowa rzeczywistość wyglądała. Gdy mówimy o ukochanej osobie, która lokuje uczucia w kimś innym, to wyobrażamy sobie dokładnie, jak ona zwraca się ku nam szczerym sercem, jednak ani na chwilę nie wolno nam źle pomyśleć o konkurencie. Jemu należy życzyć wielkiego szczęścia z kimś innym, wytrwania w tych poszukiwaniach i na pewno wsparcia przez jego osobistego Opiekuna. Pamiętajmy, że w Kręgu nie może powstać żadna zła myśl, bo ona natychmiast zacznie nas niszczyć! Utracimy też na długo kontakt z Górą.

I jeszcze jedno: gdy walczymy o zmianę losu kogokolwiek, to pamiętajmy, by nie spocząć na laurach. Góra wszystkiego za nas nie załatwi. To my sami musimy tworzyć właściwą rzeczywistość. Góra zmieni uczucia innego człowieka, ale my musimy potem zrobić wszystko, by owa zmiana się utrzymała.

Oczywiście Góra doskonale zdaje sobie sprawę z rozlicznych niuansów takich zmian, z tego, że nie każdy potrafi wytrwać w zamierzeniach. Ale zawsze możemy być pewni, że nawet porażka bardziej nam się przysłuży, niż gdyby do takich prób jedności nie dochodziło.

Dla pozyskania kogoś do naszych starań, mówię oczywiście o zmianie przyszłości innego człowieka wbrew jego dążeniom, Krąg Ognia otwiera się od 2-12 razy. Raz dziennie. Najlepiej między godziną 20-21. Dla przyspieszenia duchowego wzrastania otwieramy go 44 razy w ciągu roku, obojętne jak często. Tutaj nie potrzebujemy zezwolenia Góry. Raczej przeciwnie, to często właśnie dzięki Kręgowi Ognia uzyskujemy połączenie z Siłami Wyższymi, które od tego czasu zaczynają się bacznie przyglądać naszym wysiłkom. Aprobata Góry potrzebna jest tylko w przypadku opanowywania woli i modyfikowania przeznaczenia innego człowieka.

Kiedy Góra zezwala na taki proces zmian, czytaj: aktywnie w nim uczestniczy, to bardzo często w trakcie sesji dochodzi do przekazywania konkretnych informacji, które mają otwierającemu Krąg pomóc w rozumieniu własnej przemiany.

Ja tonem komentarza dodam tylko: pozycja tyłem do krzyża rozgrzewa cały tułów do tego stopnia, że zaczyna płonąć wewnętrzny ogień, który przenika całe ciało na wskroś. Początkowo czerwony płomień z wolna przechodzi białą obwódką w biały ogień, który silnie pobudza czakrę Trzeciego Oka. Jej pogłos i przenikliwość zaczynają wydostawać się poza obręb głowy. Całe ciało staje się rezonatorem, który odbiera halo wszechświata i nadaje zarazem sygnały. A wszystko zachodzi w tym samym czasie i dogłębnie na wszystkich sześciu poziomach. Kiedy pojawia się obraz rombu (w środku krzyża), jest to znak, że jesteśmy gotowi do uzdrawiania ciała, zwłaszcza organów wewnętrznych. Pulsowanie krwi w skroniach i wzmożona wibracja głowy oznacza, iż Siły Wyższe poprzez siódmą czakrę podnoszą nasze wibracje, dostosowując umysł do nowej formy poznania, naszą energetykę do duchowych wibracji Multiwersum...

Dokładną technikę wejścia w kontakt z Opiekunem, która uprzedza nasze działanie w Kręgu Ognia przedstawiłem w "Wyzwoleniu. Prawdziwej drodze do urzeczywistnienia". Wskazówki wówczas otrzymane odczytujemy na skalach astralnych i według nich uaktywniamy ów ocean przemieniania się.