vimeo
youtube

Strona główna » Akademia Wiedzy Duchowej » Archiwalne treści o rozwoju duchowym » Wzrost duchowy » Modlitwa - medytacja » Modlitwa - praktyka

PobierzDrukuj

Modlitwa - praktyka

EDIT 2018: Aktualnie modlitwy warsztatowe są na bieżąco udostępniane na kanale YouTube POPKO TVKliknij tutaj

Strona praktyczna modlitwy została dość dobrze omówiona w wideoblogu i w modlitwach dźwiękowych, dlatego w tym miejscu nie ma potrzeby drobiazgowego omawiania tematu. Od tego są zresztą warsztaty. Niemniej wciąż zapycha mi się skrzynkę pytaniami o to, jak być pewnym, że się jest w modlitwie i nie otrzymuje zwodniczych objawień. Wychodząc tym oczekiwaniom naprzeciw, jeszcze raz, choć skrótowo, omówię całość, co pozwoli wam szybciej wypracować własną technikę modlitwy.

Ważnym elementem modlitwy jest wyciszenie w sobie burzy energetycznej, co pozwala przenieść świadomość i obecność na wyższe poziomy, dzięki czemu możemy korzystać z jasnowidzenia, które wespół z jasnoczuciem tworzy cały obszar jasnowiedzy.

Ale od początku. Człowiek jest istotą egzystującą jednocześnie w czterech obszarach, które roboczo nazywamy: przestrzenią Ducha Świętego, płaszczyzną fizyczną, energetyczną i duchową. Punkt "skupienia uwagi" (świadomości i obecności) decyduje o tym, na jakim poziomie "świadomie" żyjemy, a jakie poziomy, choć w pełni aktywne, są przez nas tylko częściowo wykorzystywane.

Duch Święty to obszar wszystkości. Tu zawarte jest wszystko, co kiedykolwiek ujrzymy i czego kiedykolwiek doświadczymy, a więc tzw. materia żywa i martwa, jak i wszystkie energetyczne i duchowe stany, którymi owe elementy żywej i martwej materii są z sobą wzajemnie powiązane. Ciało Chrystusowe jest tą częścią Ducha Świętego, który pozwala nam istnieć we wszystkości. To dzięki temu mariażowi potrafimy być obecnymi na poziomie fizycznym, energetycznym i duchowym.

Poziom fizyczny jest dla wszystkich zrozumiały. Tu jest wszystko to, co znamy. Naszą obecność na tym poziomie wyrażamy za pośrednictwem ciała fizycznego, a świadomość za pomocą umysłu. Ponieważ ciało ektoplazmatyczne, będące integralną częścią ciała fizycznego, jest mocno polowe (energetyczne), możemy jednocześnie doświadczać swojej obecności w pasmach ciała energetycznego (duszy). Myśli i emocje, cała ta nasza zapisana w polach energetycznych psychika i powiązany z nią obszar niskich wibracji są przez nas dość mocno doświadczane, ale ze względu na przewodnictwo zależnego od ciała umysłu są one z kolei mało przez nas uświadamiane. Dlatego nieźle orientujemy się w zaletach ciała fizycznego, korzystając z jego siły i zmysłów, ale niemal nie potrafimy panować nad myślami i emocjami, pozwalając im nami rządzić. To tak jakby ciało miało decydować o tym, kiedy trzeba je karmić, wyprowadzać na wybieg i do snu układać. Nikt tego nie praktykuje, bo zakłada, że ciało to on i jest ono zależne od jego woli. Choć zdarzają się przypadki, gdy - obrażone na nas za złe traktowanie - ciało samo inicjuje w sobie choroby, chcąc zwrócić naszą uwagę na swoje potrzeby.

Ten sam stosunek do naszej osoby ma umysł, który panuje nad emocjami i myślami wedle własnej woli, odbierając nam tym samym prawo do przewodnictwa nad nimi. Ale gdy zostaje całkowicie obudzona świadomość i obecność w ciele energetycznym, to my - dusza - stajemy się panami tego ciała (energetycznego), a zarazem myśli i emocji, z których tylko część sami wytwarzamy. Zaczynamy też obficiej korzystać z zalet ciała energetycznego i jego astralnych zmysłów. Człowiek obudzony na poziomie duszy, czyli w sobie, panuje nie tylko nad własną energetyką, ale i nad ciałem przestrzennym (egzystencjalnym), dzięki czemu odnosi w życiu znacznie większe sukcesy, niż ludzie, którymi rządzi schematyczny umysł.

Trzecim obszarem, w który częściowo lub całkowicie można wejść, jest płaszcz duchowy. Otwierając oczy na tym poziomie, poznajemy prawa tego świata, a budząc tu swoją obecność, zaczynamy z nich korzystać w przestrzeni fizycznej i energetycznej. Stajemy się istotami kontrolującymi swoje niższe powłoki, których nie ruszy żadna życiowa niepogoda ani nie zdegraduje jakikolwiek stres. Ludzi tego pokroju nazywamy mistrzami.

W modlitwie mamy możliwość przeniesienia świadomości w jeden z trzech kolejnych obszarów naszej istoty, a akceptując prawa tam istniejące, nawet zakotwiczyć w nich naszą obecność. Przeniesienie świadomości jest dość proste, ale utrwalenie obecności wymaga już pracy nad sobą (pełnej przemiany). Rozwój duchowy jest właśnie taką formą aktywnego powrotu do siebie samego, a modlitwa techniką to umożliwiającą.

By ludziom udaremnić wysiłki zmierzające do obudzenia się w duchu, panowie tego świata umieścili w naszym DNA specjalne kody. Wiedzieli oni doskonale, że wolny energetycznie człowiek jest w stanie zapanować nad energetycznym chaosem w sobie, a po wzniesieniu się w pasma duchowe - ujrzeć, jak wygląda wielopoziomowy świat, a na jego tle wyreżyserowana ludzka egzystencja. Taki człowiek, rozumiejąc wynikłe z ograniczeń systemowe zniewolenie, stanowiłby dla nich zagrożenie. By tego uniknąć, prócz blokad w DNA zastosowali zręczny wybieg z Kościołem, jako instytucją powołaną do tego, by wyłapywać tych, co odczuwają silną potrzebę duchowego wzrostu. Przygotowany dla nich pasztet teorii i praktyk wpisano w systemowe projektory i sprzęgnięto z ludzkim umysłem (oprogramowanie), dzięki czemu nie tylko metafizycznej istocie Boga nadano wymiar fizyczny i energetyczny, ale nawet wykorzystano ją do sterowania ludźmi w przestrzeni fizycznej.

Przenoszący się w pasma duchowe człowiek nie tylko widzi całość oczami własnego ducha, ale i styka się z istotami tam przebywającymi lub w te obszary schodzącymi. Niektóre z nich przygotowały nawet specjalne miejsca, w których można pobierać przekazywane przez nich nauki. Jednym z takich miejsc jest Miasto Oriin i Świątynia Serca, gdzie ukazano wszystko, co jest potrzebne do przeniesienia świadomości i obecności w obszary duchowe. Gro przypisanych do tego miejsca istot duchowych jest gotowych o każdej porze dnia i nocy nieść pomoc przekraczającym próg Świątyni ludziom. Zestaw potrzebnych do tego narzędzi (zwłaszcza Krąg Ognia i Dziupla) macie omówiony na tej stronie.

Przypomnijmy jeszcze raz: w czasie modlitwy przenosimy świadomość na inne poziomy naszej istoty, dzięki czemu możemy z tych poziomów obserwować pozostałe wymiary. Problem w tym, że bez praktyki prawie niemożliwym jest ustalenie, na jakim poziomie wibruje nasza świadomość. Wynika to z ograniczeń naszego mózgu i standardu wyobraźni, która jest jedna dla wszystkich sił z niej korzystających. Właściwie mózg i wyobraźnię możemy śmiało potraktować jako jeden organ, jedno narzędzie, którym tak jak umysł, może posłużyć się świadomość i jaźń.

Kolejnym ograniczeniem jest ogromna różnica w budowie tych czterech podstawowych obszarów istoty ludzkiej. Chrystus jest dla przykładu czymś w rodzaju małego zbioru kryształków umieszczonych w całym morzu kryształków, które są całkowitą współjednością, zaś duch ludzki indywidualnością akcentującą współjedność, dzięki czemu oba te obszary się uzupełniają, wypełniają, co odczuwamy jako jeden organizm, jedną w doświadczeniu przestrzeń. Istoty duchowe są "niczym", nie widać ich, można je co najwyżej rozpoznać po charakterze zmian, jakie wprowadzają swoją kreacją. Nawet stany tu występujące są niedoświadczalne, choć ich echo może wyrazić się w nas jako doskonałość, cud, miłość czy kreacja.

Także obszar energetyczny zasadniczo różni się od wszystkiego tego, co znamy, choć wiele elementów w nim zawartych może być przez nas właściwie zinterpretowanych. To obszar istnień i stanów energetycznych, sił, które ingerują w ludzkie powłoki emocjonalne i myślowe, narzucając własne wizje i kreowane poprzez siebie stany emocjonalne. Tu nic nie wygląda tak, jak w świecie fizycznym, bo jest energią: falą i cząsteczką. Nawet ludzka dusza jawi się tu jako fala, jako twór, którego ludzkim okiem dostrzec nie sposób. Także zmysły ciała energetycznego, choć z nich korzystamy, są dla nas nie do odgadnięcia. Innymi słowy każdy z obszarów istoty ludzkiej różni się całkowicie od pozostałych. To tak, jakby przyjrzeć się oceanowi, a w nim odkryć kamieniste podłoże, które utrzymuje wody, świat mikroskopijnych organizmów, które można ujrzeć dopiero pod mikroskopem, i znaną nam faunę i florę. A to wszystko razem to nic innego, tylko jeden ogromny organizm - ocean. Tak jak ludzka istota.

Na szczęście za czasu istnienia ciała fizycznego mamy możliwość korzystania z zalet fizycznego mózgu i wyobraźni, które są czymś w rodzaju twardego dysku, takim zapisem znanych nam scen, stanów i doświadczeń, które można dowolnie z sobą łączyć, tworząc nowe wartości, co nierzadko nazywamy twórczością. Tę zdolność tworzenia nowych wartości umożliwia specjalna technika zestawiania dowolnych elementów w całość, zwana właśnie wyobraźnią, i to właśnie z niej na potrzeby całego duchowego eksperymentu korzysta umysł praktyczny (fizyczny i analityczny jest tylko skupiony na sobie), świadomość i jaźń, a nawet czysta świadomość (świadomość boska). To dzięki niej tworzony jest w mózgu obraz tłumaczący to, co stara nam się przekazać świadomość czy jaźń, które funkcjonują w obszarach energetycznych i duchowych. I choć nigdy nie ujrzymy prawdziwego obrazu świata duchowego, bo w nim nie istnieje nawet fala, to jednak postrzeżemy konkretną świadomość i obecność poprzez symboliczne przypisanie jej do znanego wyobraźni elementu, do czegoś zapisanego w mózgu podczas życiowego doświadczenia.

I tak pasma siły duchowej porównywalne z obecnością istoty zwanej Jezusem postrzeżemy jako znany nam obraz (fotografię), choćby nie miał on nic wspólnego z autentycznym wizerunkiem historycznego Jezusa. Tę samą obecność prymitywny człowiek z dżungli odbierze w wizji jako postać tygryso-człowieka. I jeden i drugi doskonale będzie wiedział, z czym się styka, choć tak na dobrą sprawę obaj będą się kontaktować z istotą nie posiadającą cząstek fizycznych ani energetycznych, a więc  tych elementów wszechrzeczy, które jest w stanie zidentyfikować nasz mózg i umysł. Nic, co w trakcie naszego życia nie zostało zarejestrowane fizycznym okiem, nie może być użyte przez wewnętrznego tłumacza do opisywania zachodzącej na wyższych poziomach sytuacji. Im więcej wiemy, im więcej elementów zapisanych jest w mózgu, tym precyzyjniejsza i poprawniejsza jest komunikacja z zaświatami, ale na zasadzie tłumaczenia z chińskiego na polski.

Nie oznacza to, że informacje i doświadczenia na poziomie duchowym są wątpliwe, że uczestniczymy w jakiejś iluzji - to błędne mniemanie. Nasz duch, którego istotę dopiero zaczynamy zgłębiać, jest tam całkowicie obecny i siebie świadomy, on w pełni doświadcza  znane sobie środowisko, lecz nasze budzenie się na jego poziomie jest mocno ograniczone w pojmowaniu tego doświadczenia. Niemniej wszystko zachodzi poprawnie, tylko sam opis doświadczenia jest siłą rzeczy dopasowany do naszego poziomu postrzegania i rozumienia rzeczywistości, nawet wtedy gdy unoszą nas wibracje tamtych obszarów, wibracje, których w sobie nie czujemy, choć na poziomie ducha przeżywamy. My będziemy w Świątyni Serca spotykać się z "malowanym" Jezusem, zaś nasz duch w tym samym czasie będzie tam postrzegany jedynie poprzez wywołane przez siebie działanie. On zechce podnieść Świętego Grala i to się stanie, a my to samo zdarzenie przeżyjemy osobiście: będziemy tam obecni w postaci fizycznego człowieka i fizyczną ręką będziemy unosić w górę kielich, który tak naprawdę jest tam jedynie wibracją przynależącą do świata energetycznego. Całe wydarzenie autentycznie zajdzie, lecz odnalezienie się w nim będzie zależne od poziomu, z którego się go doświadcza. Dla nas ograniczeniem będzie zawartość zapisanych w mózgu danych.

I teraz najważniejsze: musimy się nauczyć właściwie rozpoznawać poziom, na którym wchodzimy w doświadczenie. Musimy wiedzieć, czy znajdujemy się w obszarze niskiego astralu, czy w wyższych pasmach energetycznych, czy też może weszliśmy w obszar duchowy lub uaktywniliśmy ciało Chrystusowe, którego wartość na skalach zawsze jest odczytywana jako zero. Jest to o tyle ważne, że każdy z tych obszarów jest zamieszkany przez inne istoty, z czego większość jest wrogo do nas nastawiona. Niekontrolowane, bezmyślne igranie z tymi siłami w pozorowanej modlitwie może zakończyć się opętaniem, nawiedzeniem, uszkodzeniem psychiki, ciała egzystencjalnego, a nawet śmiercią. To bardzo poważny problem, porównywalny z otwieraniem przestrzeni przez narkomana czy alkoholika. Taka przygoda zawsze może zakończyć się tragicznie.

Ludzi przybywających na warsztaty zapobiegawczo podłączamy tylko pod nasze przestrzenie duchowe, na dodatek kierunkowo: tylko pod Miasto Oriin i Świątynię Serca. To daje stuprocentową gwarancję bezpieczeństwa i jakości samej modlitwy. W pozostałe rewiry rzeczywistości każdy może wchodzić dopiero wtedy, gdy dostanie przewodnika, nigdy sam. Oczywiście czasem zdarza nam się wejść w niebezpieczne zakola, ale odbywa się to pod opieką Sił Wyższych. Ale i wtedy wstrząs jest tak wielki, że nierzadko po takiej modlitwie ludzie dochodzą do siebie całymi godzinami

Modlitwa jest sacrum, jest wejściem w nieznane przestrzenie i w poruszaniu się tam trzeba być niebywale ostrożnym. Tę samą ostrożność trzeba zachować podczas wspólnej modlitwy, zwłaszcza wtedy gdy pozwalamy na to, by druga osoba prowadziła nas w swoje wewnętrzne wymiary. Wtedy zawsze ryzykujemy utratą energetycznej i duchowej wolności, a nie daj boże i podpięciem pod oferowane przez tę osobę pasma i artefakty. W ten sposób w jednej chwili można stracić szansę na zbawienie w tym życiu. Ten masowy proceder jest zmorą świata ezoterycznego. Niczego nie świadomi ludzie pozwalają innym wprowadzać się w regres bądź w przestrzenie energetyczne, gdzie czekają zastawione na nich pułapki. Potem w opętaniu odcinają się od najbliższych i dają się wykorzystywać swojemu guru, jak i bytom zamieszkującym drugą stronę rzeczywistości.  Życie się sypie, a całość egzystencji zaczyna pokrywać iluzja. Typowo kościelny programowy zaułek.

Sam ze zdziwieniem obserwowałem, jak po warsztatach niektóre osoby łatwowiernie dawały się innym wprowadzać w modlitwę. Podążały torem ich wizji, chętnie zbierały odnajdywane tam artefakty, uczestniczyły w jakiś dziwnych rytuałach i przeprowadzały tajemnicze działania. Dawały się jednak najczęściej uwieść tym, co w ogóle nie wchodzili w duchowe przestrzenie. Cała bitwa rozgrywała się jedynie w umyśle prowadzącego modlitwę, i to na poziomie niskiego astralu. Strach pomyśleć, co by było, gdyby otwarcie wewnętrznej Głębi miało  miejsce w niezabezpieczonej przestrzeni lub gdyby inicjator modlitwy świadomie chciał umieścić w zawierzających mu osobach własne kody. Najbardziej dziwi jednak brak refleksji ze strony warsztatowców. Jest to też kolejne potwierdzenie słusznej opinii, że zdecydowana większość osób przybywa na warsztaty z ciekawości, a nie z chęci wyniesienia się ponad własne słabości, przez co nie przywiązują oni wagi do poznania i przestrzegania zasad kształtujących świat energetyczny.

Przypomnę, że tylko wejście w przestrzenie duchowe (co najmniej poziom 9 na skali nr. 23) gwarantuje bezpieczną i pożyteczną naukę. O ile oczywiście wejście obejmuje obszar w Prawie Wolnego Wyboru. Nawet na siłę aprobowane poziomy między 7 a 9 są u nas nie do przyjęcia. Za każdym razem po wyjściu z modlitwy należy sprawdzić, na jakim poziomie Głębi się było, jaka siła: umysł, świadomość czy jaźń - sterowała wyobraźnią i tłumaczeniem całego doświadczenia.

To właśnie podczas objawień zwodniczych zachodzą najbardziej intrygujące sceny, zachwycają nas nieznane barwy, schodzą tłumami aniołowie, a Matka Boska śle radosny uśmiech, mówiąc, że jest się wybrańcem, który zmaże grzechy tego świata, za co spotka go już wkrótce dozgonna wdzięczność całej ludzkości. Na ten lep dają się nabrać jedynie słabi i nic nie rozumiejący ludzie, u których głód autorytetu i mocy jest tak wielki, że wolą żyć iluzją o własnej wielkości, niż sprawdzać, w jakie rewiry astralu się przedostali. Siła mamienia jest tam tak duża, że potrzeba nie lada samozaparcia, by nie ulec kuszeniu i nie dać się usidlić.

By nie ulec sile iluzji, by nie dać się nabrać na rozmach przedstawienia, warto na samym początku wchodzić w modlitwę przy otwartym Kręgu Ognia. Tej siły nic nie zastopuje. To gwarancja zachowania duchowego zdrowia i energetycznej sprawności. Dzięki niemu przed laty zerwałem u siebie opętanie, skasowałem nawiedzenie i pozbyłem się węzłów karmicznych. Wyzdrowiałem.

Wracając do samej modlitwy. Wszystko rozgrywa się w wyobraźni lub jest przez nią tłumaczone, dlatego trzeba wprawy, by te dwa procesy od siebie odróżnić. Początkujący z reguły odbierają je tak samo, dla nich działanie samej wyobraźni a wykorzystanie jej jako narzędzia niczym się nie różni. Dlatego po każdej modlitwie powinni oni sprawdzić nie tylko poziom, w którym przebywali, ale także dorzucone przez umysł fragmenty scen. Żadne rojenia umysłu nie mogą być brane pod uwagę w spisywaniu objawień. Tę kwestię poruszyłem też w wideoblogu.

Dla człowieka pozornie nie ma znaczenia, przez jakie poziomy wędruje jego świadomość i obecność, ponieważ obrazy i stany są mu tłumaczone na język znanych mu z tej rzeczywistości pojęć. Dlatego myli on kochanie z miłością, a odczuwanie jedności z partnerskim uzależnieniem. Łatwo tu wpaść w samozachwyt. To jak porównanie strzelania z broni rozbijającej planety ze strzelaniem z wiatrówki. Trzeba nie lada przytomności umysłu, by nie przypisać sobie zwodniczej doskonałości.

Wiele osób sprawdza w sobie stany osiągnięte podczas modlitwy, a potem ich tłumaczenie uznaje za wartość doskonałą i stałą, bowiem odczuwane kochanie jest dokładnie tym samym stanem, czym duchowa miłość powstała podczas spotkania z Duchem Świętym. Mylą realistyczny obraz z tłumaczeniem. Tłumaczenie w znaczeniu znanego nam stanu w stanie modlitwy utrzymać łatwo, ale utrzymanie (ugruntowywanie) tłumaczenia na co dzień jako trwałego stanu duchowego to naprawdę wyczyn.

Kolejnym progiem do przekroczenia jest przyzwyczajenie się do nauki nie tyle poprzez słyszenie słów, co przede wszystkim poprzez właściwe interpretowanie podsuwanych obrazów. Przedstawione na stronie przykłady modlitw (pliki do pobrania) są tego przykładem. Gdy Góra nie wie, jak przedstawić rozwiązanie dręczącego nas problemu lub jak ukazać treść serwowanej nam lekcji, często ukazuje nam całe sekwencje obrazów, krok po kroku naprowadzając na zrozumienie poruszanego zagadnienia. W ten sposób budowane są w nas wzorce, które dla umysłu byłyby nie do przyjęcia. Ostatecznie to, co świadomość mu podrzuci, zostaje przyjęte, o ile tylko jest to logicznie powiązane z zawartymi w nim schematami.

Trzeba nie lada cierpliwości, by po latach modlenia się utrzymać w umyśle logicznie sformułowaną wizję nielogiczności i wykorzystać ją w działaniach, które przecież przechodzą przez jego filtr. Nic, czego umysł nie zaakceptuje, przyjętym i wykorzystanym być nie może. Dlatego trzeba czasu, nim uchwyci on w tłumaczeniach istotę doskonałości, cudu, wszystkomożliwości, Nicości i Boga i pozwoli nam przenieść owe duchowe stany w obszary, którymi włada, a bez tego, bez uzyskania jednorodności w całości istoty ludzkiej żadne duchowe działania nie są możliwe.

To palący problem, więc przedstawię go jeszcze od innej strony. Pamiętacie pewnie słynną historię z uciekającym przed Indianami Kolumbem, którego wraz z garstką załogi doganiały obsadzone przez tuziemców czółna. Los Hiszpanów wydawał się być przesądzony, już żegnali się z życiem, gdy nagle pogoń ustała. Indianie stracili uciekinierów z pola widzenia, kiedy tylko ci przedostali się na okręt. Ścigający nie dostrzegali tego, czego dotychczas nie zapisał w sobie ich prymitywny mózg: wielkiego okrętu. Ich umysły nie były przygotowane na ideę i potrzebę budowania tak gigantycznej łodzi. Taki pomysł wydawał się im całkowicie bezsensowny. Rządzący nimi umysł wyznaczał im prawa i sposób postrzegania i interpretowania rzeczywistości. Nie potrafili tego przeskoczyć.

Gdyby jednak w przedstawionej historii miał się pojawić człowiek duchowo obudzony, to jego jaźń dużo wcześniej przygotowałaby go do spotkania z Kolumbem. Po pierwsze ujrzałby on w swojej wizji dużo większe czółno od mu znanych, z tłumaczeniem, że i takie może się przydać, choćby jako wodna przyczepa. Co prawda nie nadawałoby się do przenoszenia przez góry, bo byłoby za ciężkie, ale jego nową funkcję na pewno by z czasem wykorzystano. Potem w wizji ukazałaby się jeszcze większa łódź, z logicznym uzasadnieniem takiej potrzeby, jako dajmy na to tratwy ratunkowej, arki, na której mogliby się pomieścić członkowie plemienia podczas potopu. Tak przygotowany do spotkania z Kolumbem Indianin bez wahania wskoczyłby za uciekinierami na pokład statku, pociągając za sobą resztę atakujących.

W ten sam mniej więcej sposób odbywa się nauka w Mieście Oriin. Prostymi, logicznymi słowami i obrazami przedstawia się i tłumaczy naszą i tamtą rzeczywistość. Dlatego ewentualne wymienianie się przez warsztatowców ściągniętymi informacjami może być nie tylko pomocne w rozwikływaniu wielu spraw, ale może też znacznie skrócić czas pracy nad sobą. Byle tylko ktoś nie uległ pokusie i nie dał się nabrać na zwodnicze wizje płynące z obszarów energetycznych, jak to ma często miejsce. Każde kierowane do ogółu objawienie musi być dokładnie sprawdzone, tak pod kątem poprawności, jak i przydatności. Czasem decydującym kryterium przyjęcia jest poziom, z którego ono schodzi.

W tej chwili - po latach prowadzenia warsztatów - mnożą się osoby, które epatują innych swoją nietuzinkową, zdobytą na warsztatach wiedzą, wykorzystywaną do oprogramowywania nieświadomych podstępu ludzi. Jednym z elementów takiego programowania jest rytualna modlitwa, która wprowadza ufających mistrzowi uczniów wprost do jego umysłu. Powstałe tam wizje są co prawda autentyczne i silne oddziałujące na słuchaczy, ale niestety są one tworzone przez umysł i nie mają nic wspólnego z przekazami duchowymi. Są tyle samo warte, co kościelne rytuały, i mają taką samą wartość: nie wnoszą nic nowego ponad to, co jest znane. Są zwyczajnym lepem na tych, którzy w afirmacjach usilnie upatrują przejawu obecności i działania Sił Wyższych.

Pozostała nam do omówienia jeszcze jedna ważna rzecz. Mam na myśli sposób "powstawania" wizji. Metoda ta nie zmieniła się od zarania powstania rodzaju ludzkiego - jest prosta i skuteczna, ale musi być zaakceptowana przez umysł, choć nie może on mieć swego w niej udziału. Umysł ma zająć się tylko tłumaczeniem tego, co zleci mu świadomość i jaźń. Niemniej dla obserwatora, czyli nas, cały proces wygląda tak, jakby to korzystający z wyobraźni umysł sam był interpretatorem całego doświadczenia. Tak nie jest, o ile na skali odczytamy, że znajdowaliśmy się w przestrzeni duchowej.

Niemniej możemy otrzymać podobną wizję z poziomu samego umysłu, o ile nie opuściliśmy świata energetycznego lub, co gorsze, samego obszaru umysłu (do poziomu 4 na skali nr. 23) Umysł jest zręczny i zawiera w sobie zapisy podobnych doświadczeń, dlatego potrafi on w sobie stworzyć wizję, która będzie się składać ze stanów i elementów występujących w wizjach, które były naszym doświadczeniem podczas wędrówki po światach duchowych. Osobie niezorientowanej może się wydawać, że uczestniczy w wyprawie do Miasta Oriin, że przeżywa podobne uniesienia, podczas gdy owa przygoda może być tylko umysłowym naśladownictwem autentycznego przeżycia w obszarach duchowych.

W taką pułapkę wpada większość ludzi, który w stanie emocjonalnego napięcia podejmują się działań duchowych i wejść do Świątyni Serca, gdzie znajduje się Komora Odrodzeniowa. Czyszczą się w niej, a potem, wzmocnieni, czyszczą innych ludzi (lub co gorsze - biorą jeszcze za to pieniądze). Godzinę potem ponawiają wyprawę do Świątyni Serca, sądząc, że stali się znów obiektem zaciekłej agresji wrogich im sił. Po tygodniu dzwonią do mnie, prosząc o wsparcie. A ja wtedy robię to, co robiłem i wcześniej: podpowiadam, że w swym energetycznym zagubieniu byli odcięci od pasm duchowych i tylko się im wydawało, że weszli do Komory Odrodzeniowej czy Regeneracyjnej, że tego psikusa spłatał im ich własny umysł.

To wszystko oznacza, że bez praktyki niepodobnym jest jednoznaczne stwierdzenie, czy wyobraźnią steruje sam umysł, czy też robi on to pod dyktando świadomości i jaźni. By być tego pewnym, trzeba skorzystać ze skal. I trzeba bardzo uważać podczas odczytu, bo niewłaściwa ocena może oznaczać twarde wejście w objawienia zwodnicze, a z czasem złamanie psychiki.

Na warsztatach macie niepowtarzalną okazję do ugruntowywania w sobie poprawnego modelu modlitwy i jasnowidzenia, jak i pisma automatycznego. Tego nie da się jednak powiedzieć o wahadełkowaniach czy pseudo-warsztatach prowadzonych przez osoby, które co prawda zaliczyły u mnie warsztaty, ale tylko obecnościowo. Poza spostrzeżeniem, że prowadząc wahadełkowania i serwując na nich modlitwy, można dziecinnie łatwo podporządkować sobie ludzi, nic z moich nauk takie zadufane w sobie osoby nie wyniosły. Na domiar złego, by utrzymać klimat mistrzostwa, siłą woli wpływają na jakość odczytów. I tak ufająca im grupa ludzi miast wzrastać, stacza się z wolna w otchłań duchowego zapomnienia, przekazując znajomym swoje niepoprawne doświadczenia.

Wracając do meritum. Została nam jeszcze tylko kwestia samego jasnowidzenia. Jeśli już wygasiliśmy w sobie żar emocji i na skali odczytaliśmy, że znajdujemy się w przestrzeni duchowej, to nie pozostaje nam już nic innego, jak włączyć wyobraźnię lub też obserwować to, co zaczyna nam się jawić w wewnętrznym widzeniu. Dobrym wyborem jest skorzystanie początkowo z modlitw umieszczonych na stronie, a dopiero później wejście we własne. Gdy i z tym mamy trudności, należy pozwolić sobie na swobodne użycie wyobraźni. W tym przypadku pokieruje nią za pomocą umysłu Pani Świadomość, choć nam będzie się wydawało, że to, co widzimy, wyzwalamy siłą własnej woli, że wyszło to tylko spod naszej ręki. Poniekąd i to stwierdzenie jest słuszne, bo to nikt inny, jak nasz własny duch, czyli my na wyższym w sobie poziomie, steruje widzeniem. Tyle tylko, że widzenie obejmuje nieznany nam świat, którego charakter i schemat podawany jest nam w tłumaczeniu.

Więc, przyjacielu, odważ się w końcu po swojemu ujrzeć swojego Duchowego Opiekuna, a potem sprawdź, ile było w tym prawdy. A gdy się uśmiechniesz, już niczego więcej nie będziesz musiał sobie wyobrażać: wizje same cię pochłoną i całość cię sama wypełni. A to dlatego, że to nie ona spała, tylko ty.

Reszta wiedzy na ten temat jest zawarta w wideoblogu.

 

Nagrania

Pliki audio nagrane podczas warsztatów autorskich, a dotyczące każdego z wymienionych punktów, są dostępne do pobrania. Nie zastępują jednak one w niczym powyższego tekstu, a są raczej obopólnym uzupełnieniem. Mając służyć jako pomoc w procesie wzrastania.

Proszę tez pamiętać, ze wszystkie siedem (7) plików tworzy całość, zarówno tematyczna, jak i pod kątem dźwiękowym.