Jesteś tutaj: Ważne Podziękowania

Podziękowania

Kim jest Zbigniew Jan Popko? Opinie osób, które skorzytały z uzdrawiania na odległość, uczestników warsztatów oraz tych, którzy korzystają z szerokiej bazy wiedzy w Akademii Wiedzy Duchowej jak i z przygotowanych medytacji znajdziesz w tym dziale.

Ty też możesz dodać swój wpis. 

ABY ZAMIEŚCIĆ PODZIĘKOWANIE SKORZYSTAJ Z FORMULARZA ZNAJDUJĄCEGO SIĘ Z LEWEJ STRONY.

(W wersji na komputer, okienko pod bocznym menu o nazwie "Nawigacja").

podziękowania Zbigniew Jan Popko

Zapraszamy do podzielenia się uwagami na temat skuteczności działań pana Zbigniewa, czy też informacjami o pracy nad sobą, której wiele osób się podejmuje, osiągając zdumiewające rezultaty. Do wypowiedzi zapraszamy także warsztatowców, jak i osoby zainteresowane poruszaną tutaj tematyką, a więc aktywnie korzystające z zamieszczonych na stronie informacji. Mamy nadzieję, że Wasze wypowiedzi pomogą innym podjąć słuszną decyzję co do spotkania się z autorem, jak i też rozwieją wszelkie wątpliwości ograniczające możliwość skorzystania z jego usług. Dlatego wasze słowo będzie nie tylko aktywnie wspierać potrzebujących, ale i uczestniczyć w ich powrocie do normalnego życia.

Przypominamy przy tym, że Zbigniew Jan Popko nie jest lekiem na całe zło, ale szerzona przez niego wiedza, jak i skuteczność jego wszelkich działań są tak zaskakujące i  nowatorskie, że powinny znaleźć swoje potwierdzenie także w tej zaproponowanej wszystkim formie kontaktu. Nie mamy czasu na przepisywanie listów, za które również dziękujemy, dlatego prosimy o elektroniczną formę kontaktu - poprzez formularz.


Podziękowania i opinie osób, które doświadczyły przemiany osobistej i duchowej

(...) Mąż nie umrze. Wątroba w oczach się regeneruje (...) Całe życie, cała nasza przyszłość wymaga ponownych przemyśleń. Już wiemy, że dano nam drugą szansę. Mąż przysiągł, że więcej nie tknie kieliszka. Mówi, że fizycznie poczuł śmierć. Że tego nie zapomni do końca życia. Mówi, że dzieją się z nim dziwne rzeczy, że spadła mu zasłona z oczu i teraz wyraźnie widzi to, co robił. Mówi, że wszystko naprawi. I właśnie za te jego słowa chcę panu podziękować. Podziękować za to, że je wypowiedział (...)  

anonimowy, 2016-06-18

(...) Jest pan moim dobrodziejem. Wszyscy wiedzą, co to jest cukrzyca insulinoniezależna, ale pewnie nie wszyscy zdają sprawę z tego, co to jest kwasica ketonowa. Gdy pojawił się w moich ustach zapach kwaśnych jabłek, zrozumiałam, że jest źle i w każdej chwili mogę zasnąć na zawsze. Stężenie ciał ketonowych na paskach gleukometru było tak duże, że nie mogłam o niczym innym myśleć, tylko o moich kochanych córkach. Wiedziałam, że muszę dla nich wyzdrowieć. A jak pomyślałam, że mogę być jeszcze dla nich ciężarem, to mi się nogi w kolanach ugięły. Nie jestem przekonana do medycyny alternatywnej, bo już kilka razy próbowałam z niej wcześniej skorzystać i nic z tego nie wyszło. Jedna ze znanych uzdrowicielek rozczarowała mnie podwójnie. Nie wiem nawet, jak to się dzieje, że ktoś może wyzdrowieć pod jej ręką, bo na pewno nie ma w tym jej zasługi, ale medycyny, której efekty ona potem zręcznie sobie przypisuje. Nie będę opisywać jej wypraktykowanej w słowie i żarcie aktorskiej gry, bo tylko to może do niej zachęcić inne osoby. Prawda jest taka, że wszystko co robi, to zręcznie wyreżyserowane przedstawienie i nic więcej. Sama wpadłam w pułapkę jej zapewnień. Uwierzyłam w coś, co nie miało prawa się zadziać. Wciągnęła mnie w swoje wizyty tak prosto, takich iluzji użyła, takimi przykładami posypała, że się nie dziwię, iż Nieznany Świat drukuje jej ogłoszenia. Dopiero po przyjrzeniu się temu całemu przedstawieniu, po rozmowach z innymi osobami okazało się, że ona sama ma tylko niewielki udział w leczeniu, a cudownie uzdrowiona z raka kobieta, którą się chwali, zaliczyła w tym samym czasie dwie chemie. Nie usłyszałam o nikim, kogo by uleczyła, a kim nie zajmowałaby się intensywnie medycyna. Pani X... strasznie grubymi nićmi haftowała ten swój wizerunek cudotwórczyni, ale widać mechanizm działa, skoro mnie nabrała i skoro wciąż ma klientów, których podsyłają jej także inni uzdrowiciele. Mnie też przekazał w jej ręce pewien pan, który nie poradził sobie z moją cukrzycą. Pewnie idzie to tak w obie strony, gdzie jeden nieudacznik drugiemu nieudacznikowi podsyła ofiarę. Zrażona tym wszystkim pozostałam wierna medynie konwencjonalnej, ale tę wierność przypłaciłam pogarszającym się stanem zdrowia. O panu usłyszałam przypadkowo z ust mojej znajomej, która podała przykład innej znajomej, która dzięki panu wyszła z raka. Nie wierzyłam jej zapewnieniom i by to udowodnić, by wyrazić w tym swój ból niewiary, zadzwoniłam do tej osoby, prosząc o wyjaśnienia. Jej opowieść mnie zdruzgotała. Dowiedziałam się, że nie tylko jej, ale i innym osobom pomogły pana zabiegi. Nawet gdy uzdrowienie nie było natychmiastowe i całkowicie skuteczne, to i tak kwalifikowało się do miana sukcesu. Powiedziałabym, że pana zabiegi co najmniej w połowie wsparły medycynę. No i zaczęło się. (...)Po trzech zabiegach mój stan zdrowia tak znacznie się poprawił, że niemal było mi obojętne, że jestem wciąż chora na cukrzycę. Wróciła wiara w sens życia, zaczęłam przybierać na wadze, zniknęło dokuczliwe swędzenie i zapalenie kobiecych narządów, a po czterech miesiącach odstawiłam insulinę. Co prawda przypłaciłam to wstrząsem insulinowym, ale pewnie ze strachu uruchomiłam nie to co trzeba. Wtedy to przerażona dzwoniłam do pana w środku nocy. Sądziłam, że nastał koniec świata. Ale to, co pan zrobił, podziałało. Dziś nie ma po cukrzycy śladu. Wszyscy są z tego powodu zadowoleni, a najbardziej dzieci, choć nawet o tym nie wiedzą. Panie Zbyszku, pan nie wyleczył mnie z cukrzycy, pan uzdrowił nasze całe życie, pan zwrócił matkę dzieciom i właśnie za to chciałabym panu serdecznie podziękować. Bo to właśnie jest w tym wszystkim najpiękniejsze. A na marginesie dodam, że jest o panu już głośno, tyle tylko że świat medycyny alternatywnej stanął wobec pana osoby w ostrej opozycji za to, że ukazuje pan prawdę o tej teatralnej machinie. Nie chcę w tym miejscu urazić prawdziwych uzdrowicieli, bo przecież i tacy istnieją, ale na własnej skórze przekonałam się, jak ten cały rynek funkcjonuje. I wolałbym tej prawdy nie poznawać. Pozdrawiam, życząc wielu sukcesów w pracy, a zwłaszcza ognistych głosów pana popierających. Na mnie może pan liczyć już zawsze.

Magdalena, 2016-06-19

Witam panie Zbyszku. Co to znaczy zwyrodnieniowa choroba stawów biodrowych wiedzą tylko ci, którzy w wieku niecałych pięćdziesięciu lat wstawiają do domu wysokie stołki i chodzą o lasce, a całe ich wolne chwile ograniczają się do w kółko powtarzanych ćwiczeń ruchowych. Choroba to jedno, ale do tego dochodzi tzw. nieprzydatność rodzinna. Jestem chłopem z prawdziwego zdarzenia, całe życie mieszkałem na wsi i tu pracowałem, dlatego ograniczenie ruchowe stało się moim przekleństwem. Ono wykluczyło mnie z normalności. W oczach samego siebie przestałem być cokolwiek wart. Może z powodu tej stresowej sytuacji wpadłem w depresję i zacząłem się leczyć także w przychodni zdrowia psychicznego. (...)Syn poinformował mnie o zabiegach przeprowadzonych na mnie dopiero, gdy doszedłem do siebie, gdy wróciła radość z życia i chęć całkowitego wyzdrowienia. Dopiero wtedy rozmówił się ze mną i polecił, bym na doładowanie już sam do pana zadzwonił. Początkowo nie przyjmowałem jego słów, ale gdy odsłuchałem nagraną na sekretarkę rozmowę z panem, wszystko jakoś mi w głowie poukładało. Wszystko pasowało do siebie jak ulał. Jeszcze wtedy nie odczuwałem za bardzo poprawy w stawach, ale musiało coś we mnie pęknąć po odsłuchaniu rozmowy. Coś się wtedy uruchomiło. Odczułem to tak, jakbym przestał blokować to, co już się stało lub staje. Po kilku dniach, choć jeszcze do pana nie zadzwoniłem, postawiłem laskę w kąt i zacząłem o własnych siłach chodzić po obejściu. (...)Lekarz nie mógł uwierzyć w to, co widzi, a na zdjęciu było widać wyraźną regenerację kości. Od słowa do słowa przyznał, że nie widzi potrzeby operacji i że jak tak dalej pójdzie, to pewnie i rentę mi odbiorą. (...)Może to nie jest jeszcze finał, ale już niczego się nie obawiam i zacząłem pomagać synowi w gospodarstwie. Są to na razie drobne prace, ale już widzę, jak to będzie za kilka miesięcy. Wierzę, i nie ustąpię, że do trzech miesięcy będzie dobrze. Ufam pańskim słowom i ufać nie przestanę.

Kazimierz z opolskiego, 2016-06-21

(...) Gdy na USG wyszła genetyczna wielotorbiel, nie wiedziałam jeszcze, z czym mam do czynienia. Skierowania od lekarza rodzinnego do nefrologa nie traktowałam zbyt poważnie, bo co to takiego wielkiego mieć kłopoty z oddawaniem oczu, nadciśnienie czy podpuchnięte oczy. Nie myślałam wtedy nawet o kamieniach nerkowych czy torbieli. A gdyby nawet to co? Takie operacje są na porządku dziennym i medycyna radzi sobie z tym znakomicie. Osłupiałam więc, gdy dowiedziałam się, że na tę chorobę nie ma lekarstwa i jedynym wyjściem jest przeszczep. Usłyszałam to, mając siedemnaście lat. W tym wieku nie we wszystko się wierzy, więc wolałam myśleć, że mi się jak uda i zgodnie z radą lekarza zaczęłam od zastosowania zdrowego trybu życia. Wprowadziłam niskobiałkową i niskotłuszczową dietę oraz zaczęłam chodzić na jogę. Zajęłam się też medytacją i wciąż szukałam w Internecie ludzi, którzy mówili, jak to siła swej woli pokonali raka. Uwierzyłam, że też to potrafię. Skoro inni mogą, to ja też. Walka o wyjście trwała dwa lata i o mały włos co nie zakończyła się śmiercią. Głucha na rady rodziców nie zdecydowałam się na terapię genową. Mimo moich starań, mimo pływania po oceanie wewnętrznej mocy mój organizm słabł. Pojawiło się nadciśnienie i trudności w oddychaniu oraz to, co najgorsze, czyli schyłkowa niewydolność nerek. To brzmiało jak wyrok śmierci. Wtedy przestraszyłam się nie na żarty. Moja pewność siebie odeszła na zawsze. Załamałam się i poddałam wszelkim terapiom. Niestety, było już na to za późno. Wtedy mój chłopak wziął sprawę w swoje ręce i powiedział, że albo ja wyzdrowieję, albo nigdy się nie ożeni. Zrozumiałam, że niechcąco wypowiedział słowa, których sobie nie uprzytomniałam. (...)Na szczęście był pan pierwszym bioenergoterapeutą, do którego się udaliśmy. Miałam przed tym spore opory, bo opinie na pana temat były w Internecie podzielone. Dziś już wiem dlaczego i co pan robi, z czym pan walczy i co pan wyśmiewa. Może nie do końca to rozumiem, ale wiem, że robi pan dobrze. (...)Po dwóch zabiegach mój stan zdrowia poprawił się na tyle, że zaczęłam wierzyć, iż może się udać. Gdy lekarz to potwierdził i wysłał mnie na tomograf, wszystko we mnie zamarło i czas do badania tomografem wydał mi się najdłuższym na świecie. (...) Sam lekarz nie wiedział, jak ma się do tego ustosunkować. Po prostu gapił się na zdjęcie i w kółko powtarzał, że widzi szansę, choć nie wie, jak to jest możliwe. Oczywiście nic o panu nie powiedziałam, bo by mnie wyśmiał, ale w tamtej chwili za te pana doładowania mogłabym pana ozłocić, dać wszystko co posiadałam i posiadać będę. Byłam taka szczęśliwa, że się popłakałam jak jaka smarkula. (...)Nie wiem, kim pan jest czy czym pan jest, ale nie wierzę w to, co pan o sobie powiedział, że jeszcze się uczy, że niewiele może, że tylko się stara i ma nadzieję. Dla mnie to pan już wszystko może i umie! Kocham pana panie Zbyszku za to, że pan jest i wciąż się stara być mocniejszym, że pan innych tego uczy. Mało mnie obchodzi, czego pan uczy, byle to mogło takie łzy szczęścia jak u mnie wywołać i u innych. I jak pan się tego nie nauczy, to dorwę pana choćby po śmierci i tak złoję skórę, że w następnym wcieleniu już pan dopnie swego! Pozdrawiam pana serdecznie i gratuluję posiadania następnej wyleczonej osoby w swoim osobistym dzienniku zasług.    

Malwina z pana ulubionego miasta., 2016-06-21

Witaj Zbyszku chciałabym ci serdecznie podziękować za pomoc mojej synowej miała problemy z zajściem w ciąże wcześniej operację na torbiele na jajnikach. Problem trwał już dwa lata mimo starań nic nie wychodziło. Wysłałam moją synową na wizytę do ciebie oczywiście ciepła rozmowa, wyjaśnienie niektórych kwestii i pomoc. Powiedziałeś kiedy zajdzie w ciążę, że niedługo. Moja synowa po wizycie czuła niesamowitą radość. I tak jak powiedziałeś właśnie jest w ciąży 6 tygodni. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi syn synowa ja jako babcia no i dziadek. Czekamy na to cudeńko które przyjdzie na świat. Dziękujemy ci bardzo wszyscy a jak się dzidziuś urodzi to pojedziemy do wujka Zbyszka w odwiedziny. Życie jest niepojęte. Dziękuję ci za to że jesteś i że pomagasz ludziom że prowadzisz ich ku radości. Uświadamiasz dajesz wskazówki a zarazem jesteś prawdziwym wielkim człowiekiem pełnym pokory i miłości do ludzi. Dziękuję forma słowna jest uboga żeby wyrazić co czuję. Z wyrazami miłości wdzięczności

Marzena niedługo babcia      , 2016-06-23

Dziękuję za widzenie wiele lat do przodu istotnych zmian w moim życiu. Dziękuję za cierpliwość w wyjaśnianiu najważniejszych procesów życiowych. Dziękuję także za brak cierpliwości wobec braku mojej pracy własnej i moje nadmierne oczekiwania, że wszystko zostanie za mnie zrobione. Wszystko to było i jest dla mnie bezcenną lekcją życia i rozwoju. Dziękuję za niesamowite diagnozy, trafne, pomocne, czasami porażające szczerością. To pomogło pokonać lęk przed lustrem z własnym odbiciem. Te niezwykłe wglądy w fakty, procesy, były niezwykle pomocne w zrozumieniu objawów i chorób najbliższych mi osób i w ich przełamywaniu. Panie Zbyszku, jest Pan genialnym diagnostykiem!!!! Dziękuję za szczerość aż do bólu, gdyż to pozwoliło zmierzyć się z najtrudniejszym. Dziękuję za oczyszczanie mnie, mojego Tatusia-Staruszka i mojego Syna. Dziękuję za otwartość i akceptację tego, że mogłam popełniać błędy. Dziękuję za odcinanie mnie od energii, z którymi nie powinnam mieć połączeń. Dziękuję za wiarę w człowieka!!!! Dziękuję Absolutnie Za Wszystko!!!! 

Jola z Krakowa, 2016-06-24

Dzień dobry, Moje wcześniejsze życie to koszmar. Chory psychicznie ojciec i oprogramowana mama, a także stałe napięcie związane z chorym widzeniem świata, przyczyniły się znacznie do mojego nieszczęścia. Siły niesprzyjające mojemu rozszerzeniu świadomości kształtowały mnie i moje otoczenie od urodzenia, dlatego długo trwał proces mojego dojścia do siebie. Nawet po działaniach Zbyszka i przyswojeniu znacznej dawki wiedzy musiałem często korzystać z jego pomocy. Na tym etapie mojego życia byłem zależny od jego działań. Spokój i pozytywna energia jaką dostawałem po tych działaniach dodawał mi wiary w słuszność sprawy i w to że słowa przekazywane przez niego to prawda. Dzisiaj już nie musze korzystać z jego pomocy. Obudziłem się w duchu, a siły zła mi w życiu już namieszać tak łatwo jak kiedyś nie mogą i mam nadzieję że sam niedługo zacznę pomagać innym. Materialnie, w moim życiu się na razie zmieniło niewiele, jednak czuje się jakbym przeżywał drugie życie w tym samym ciele. Potrzeby przestały mną rządzić, a inni ludzie przestali mieć na mnie swój destrukcyjny wpływ. Moje widzenie świata niematerialnego jest bardzo ograniczone i to często powodowało że wątpiłem, bo Zbyszek mówi o rewelacyjnych metodach kontaktu z siłami wyższymi. Najwidoczniej u mnie to działa inaczej. Czasami słyszę słowo rozsądku (chyba z góry) co jest dla mnie cenne. Słabe widzenie nie jest dla mnie już problemem, gdyż zrozumiałem że nie każdemu jest to dane w tym życiu. Najważniejszy jest ten niebiański spokój w sercu i żeby go nie zburzyć w żaden sposób. Czasami czuje jak góra czy opiekun (sam nie wiem)  na mnie wpływa jak moje słowo ,czy zachowanie jest niepoprawne. Czasami dziwię się jak prosta jest prawda, jak ludzie się dają mamić i jak absurdalny jest ten świat. Obecnie ciężko mi jest określić w jakim stopniu Zbyszek miał wpływ na moje obudzenie, gdyż był to wydłużony w czasie proces, ale wiem że bez wsparcia mogłoby to nawet nie nastąpić w tym życiu. Dlatego dziękuję Bogu że Zbyszek jest i przepraszam że podczas mojego zagubienia jeszcze wielokrotnie posłałem w jego kierunku wiele niewłaściwych myśli. Obecnie rozumiem jak wielkiego zadania Zbyszek się podjął i jak niewielu ludzi by było na to stać. W słowach przez niego przekazywanych jest magia trafiająca wprost do ludzkiego zagubionego serca. To że Zbyszek obecnie dobrze żyje zawdzięcza głównie dorobkowi swojego życia i cierpieniu jakie przeszedł. Szkoda że jeszcze tak wielu jest ciężko to zrozumieć i oceniają książkę po iluzorycznej okładce. Niech prawda zwycięży

J Arek z Nibylandjii, 2016-06-26

Moja historia jest zbyt smutna i za długa żeby ją szczegółowo opisywać. Zagmatwana przeszłość, lata tkwienia w pokrętnych układach rodzinnych, sprawiły, że jako dwudziestokilkuletnia dziewczyna, która ponoć miała wszystko,  czułam się jak stara zmęczona kobieta. Wszystkie moje dążenia do uzyskania niezależności w dziwny sposób kończyły się niepowodzeniem. Coraz silniejsze bóle głowy, stałe przemęczenie i kolejne niekorzystne sploty okoliczności sprawiły, że miałam wrażenie jakby ktoś zamknął moje życie, jakbym je straciła. I wtedy właśnie, choć nigdy wcześniej nie korzystałam z usług żadnych uzdrowicieli czy jasnowidzów, „zupełnie przypadkiem”, za namową znajomej trafiłam do Zbyszka. Nawet nie wiedziałam jak ma mi pomóc, czym się zajmuje, ani w jaki sposób działa. Po konsultacji i jej efektach, przyszły warsztaty, długa przerwa na zaakceptowanie tego co usłyszałam, a potem kolejne warsztaty,  jeszcze jedne i tak jest do dziś. W międzyczasie mój brat zachorował, diagnoza brzmiała jak wyrok, stwierdzono u niego SM (stwardnienie rozsiane). Zbyszek działał na niego kilka razy. Wykonane później badania jednoznacznie potwierdziły, że zmiany w mózgu zmniejszyły się znacząco, rzuty zupełnie ustały, a brat stał się dla lekarzy zagadką dr Housea. A moje życie?  Odmieniło się bardzo. Działo się to powoli, nie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To był proces, bo takich właśnie zmian potrzebowałam, bo musiałam do nich dojrzeć i choć w części je zrozumieć. Wszystko po to, by móc się odrodzić i bez obciążeń zacząć życie na nowo. I choć nie udało mi się naprawić wszystkiego, to przemiany okazały się zaskakująco korzystne, nowo nabyte umiejętności zadziwiające, a  przyjaciele niezwykli. Teraz mogę się prawdziwie spełniać. Otwierają się przed mną nowe możliwości  o jakich nawet nie odważyłam się wcześniej pomarzyć.  Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wiedza przekazywana przez Zbyszka. On otwiera drogę, daje wędkę i uczy jak się nią posługiwać, a to wymaga nie lada umiejętności, wysiłku i cierpliwości, za którą chciałam tu szczególnie podziękować. P.S. Tej co się warsztatowiczami jak dziećmi zajmuje też się należą podziękowania.    

Szczęściara, 2016-06-27

Jestem zwykłym Kowalskim z ulicy. Opiszę Wam swoją historię, choć jeszcze daleko jej do końca.  Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego jeden człowiek w czarnej długiej sukni, krzyczący z ambony, karzący i taki ważny w sobie, ma mnie prowadzić do zbawienia. Dlaczego ów człowiek może mi pozwolić lub nie pozwolić  jeść  kurczaka w piątek? Ostatnio dobrodusznie pozwolił mi i moim kolegom z pracy, grzmiąc przez mikrofon, spożywać pokarmy mięsne w piątek, dzień pracowniczej imprezy, w której uczestniczył...  zbaczam z tematu... wybaczcie. I'm Kowalski.   Od zawsze szukałam Boga, ale kościół mnie odpychał, katecheci na lekcjach wygadywali bzdury, czułam, że nie tędy droga.  Moi rodzice na siłę próbowali mnie w ten sposób uduchowić, lecz przez wiele lat im się nie udało.  Nie można  komuś na siłę wpoić wiary w coś czego nie czuje. Miałam chwile zwątpienia, bo nie  dostrzegałam wiarygodnych źródeł na istnienie Boga.  Wszędzie tylko głód, zamartwianie, zły los widać gołym okiem na ulicach... Był nawet czas kiedy pytałam „gdzie jesteś?!! Skąd te wszystkie cierpienia na ziemi?!! Dlaczego nas zostawiłeś?!”  Potem przyszła obojętność, lecz ciągle gdzieś w głębi mnie paliło się światełko, tylko zapomniałam o nim. Czułam Go i zapominałam. Dwa przeciwne stany w jednym momencie. Pewnego dnia pojawiła się osoba w moim życiu. Trafiła w moment wprost idealny. Byłam na zakręcie i sunęłam prosto w dół po krętych ścieżkach ku ciemności, byłam w głębokim dołku gdzie światło już dawno przestało się przebijać.  Sięgnęłam dna palcami u stóp i gdyby nie ta osoba, pewnie bym zatopiła się cała w ciemności. Jeszcze kilka tygodni i byłoby po zawodach.  Jednak Osoba ta wyciągnęła do mnie rękę. Wprawdzie w dość nietypowy sposób, ale widocznie tak miało być. Małymi kroczkami wyciągnęła mnie z mrocznej otchłani.  Stała się moim przyjacielem i ratunkiem.  Mój Przyjaciel ma potężną moc, to jeden z Was, podopiecznych Zbyszka.  W genialny sposób przekazywał mi wiedzę. Mam typowo analityczny umysł. Wszystko rozpracowuje umysłem..  Gdyby walnął z grubej rury pewnie więcej by mnie już nie zobaczył. Ale On cierpliwie, małymi dawkami podawał mi informacje. Najlepsze jest to, że ani razu nie zwątpiłam w Jego słowa.  Każda informacja była elementem układanki. Układanki, która powoli nabiera kształtów i na dzień dzisiejszy widać, jaki obraz z niej powstanie.   Ale zapewne minie jeszcze sporo czasu nim ukaże mi się w całości. Patrząc na potęgę i zaangażowanie Mojego Przyjaciela nie raz wątpiłam w to, czy kiedyś uda mi się Go „dogonić” i być w takim samym stanie oświecenia.  Ale udział w warsztatach pomógł mi zrozumieć, że ciężka praca prędzej czy później pomoże mi trafić „do domu”.   Dzięki Niemu, jego wiedzy, tego czego nauczył się od Zbyszka, całkowicie rzuciłam palenie i cukier. Nie boli mnie już to, że mam szafkę pełną słodyczy dla dzieci, które kiedyś były moim pocieszaczem, że w zasięgu ręki leżą papierosy męża, po które bym kiedyś sięgnęła. Nawet kawa jest mi już nie potrzebna. Odstawiłam wszelkie art zawierające w sobie cukier. Zamiast tego piję ziołowe mikstury J Zaczęłam pracować nad aktywnością fizyczną regularnie ćwicząc.  Zdrowo się odżywiam i każdego dnia pracuję nad tym, aby nikogo nie ranić, nie posyłać mu złych wibracji,  ani w myśli, ani w czynie. Czasem na drodze mojego życia pojawia się przeszkoda. Czasem potykam się o nie i upadam. Ale nie denerwuję się tak jak kiedyś, stałam się łagodniejsza.  Dzięki Przyjacielowi trafiłam na tą stronę, choć to nie On podał mi na namiary na Zbyszka. Ba! Nie miałam wtedy jeszcze pojęcia o tym, że Przyjaciel wzrasta przy Zbyszku.  Informacja ta pewnego dnia spłynęła do mnie sama..  Dziś wiem, że musiałam swoje odczekać, dopracować, dojrzeć do zawartych tu informacji. Przygotować się na to co tu zastałam.  Bez tego mój ograniczony umysł nie przyjąłby informacji zawartych na tej witrynie. Dlatego od razu rzucam propozycję wg mnie powinien powstać portal dla wzrastających. Opisujących ich przebudzenia, ich historie w zrozumiały dla Kowalskiego sposób. Tu Zbyszek trafia tylko do tych, którzy są już w temacie. Ja byłam, więc się nie zraziłam, choć niejednokrotnie odchodziłam od komputera, żeby ułożyć sobie to czego się dowiedziałam. Niektóre informacje mnie powalały inne są wprost nie do uwierzenia, nie do poczucia. Do tego trzeba wstępu, którego w sieci brakuje. Kowalski na to nie pójdzie. Puknie się w głowę i zamknie komputer. Niestety jesteśmy społecznością, która bazuje na komputerach. Teraz nawet sprzątaczka,  czy babcia klozetowa (nie ubliżając ich zajęciom, absolutnie) korzysta z facebooka. Pokażcie mi młodego człowieka, który nie jest w sieci! Jeśli rodzice nie kupili mu laptopa, to ma tablet lub iPhona, gdzie nocami buszuje w necie. Tylko starsze pokolenie jeszcze jakoś się uchowało i są jednostki, które nie zasiadają codziennie do kompa. Młode pokolenie jest nim przesiąknięte. I uważam, że tędy należy próbować do nich docierać.  Ale językiem prostym i wiarygodnym. Na tej stronie znajdują się podziękowania dla Zbyszka.  Zaskakuje mnie to, że jest ich tak mało.  Mimo, że ten Człowiek pomógł i pomaga setkom ludzi.  Ja też dziękuję Zbyszkowi, za Mojego Przyjaciela, wiernego warsztatowicza, wzrastającego „Członka Załogi”. Dziękuję Zbyszkowi, za to, że niezłomnie prowadzi nas ku światłu.      

Kowalski, 2016-06-28

Bardzo dziękuję za ogrom  Pana pracy, za wszystkie wiadomości w wideoblogach  i nie tylko oraz wsparcie, które wielokrotnie od Pana otrzymałam.  Jeszcze raz bardzo serdecznie pozdrawiam

Bożena    , 2016-06-30

Kochani, wszyscy czytelnicy tego listu. Słów mojej wdzięczności wobec Zbyszka Popko nie sposób wyrazić i ująć w sztywne ramy tekstu. Był i jest dla mnie najcudowniejszym objawieniem, wołaniem Boga – Ojca i siłą, która otworzyła mi skrzydła. Sam wielokrotnie powtarza, że nikt nie może przed sobą stawiać drugiego człowieka jako guru i za takiego go też nie uważam. Ale to co robi z miłością i oddaniem na rzecz drugiego człowieka zasługuje na wielki szacunek i uznanie. Pokazuje światy, które do tej pory były niedostępne drugiemu człowiekowi, podpowiada, nie zabierając jednocześnie cennego doświadczenia, co zrobić by zmienić swoje życie na lepsze. Ja już dzięki niemu, własnej pracy i przede wszystkim wsparciu Góry osiągnęłam stan, w którym mogę powiedzieć, że zaczynam żyć, widzę świat w innych barwach i pragnę by w tych samych kolorach mogli widzieć go inni. To o czym mówi, pisze, to jest uniwersalna prawda, której poszukiwałam całe życie, choć sama o tym nie wiedziałam. Dziękuję za każdą konsultację, która zawsze była pomocna i skuteczna. Dziękuję za pasję i budzące się marzenia. Dziękuję za to, co było jego udziałem i za to wszystko co działo się poza, bo to też dzięki niemu się dokonało. Pokazał mi Nową Drogę, po której mogę kroczyć z tymi, z którymi pragnę iść przez życie. Drogę do Domu i własnej Wolności. Chylę czoła przed Tobą Zbyszku i marzę bym kiedyś mogła choć w części dać tyle ludziom miłości, ciepła i wsparcia co Ty. Dziękuję, że uzdrowiłeś moje życie.   

Edyta z warsztatów., 2016-07-01

Wspaniałe warsztaty tygodniowe!!! Nie wiem, od czego zacząć, czy od tego, że było to najwspanialsze duchowe doświadczenie w moim życiu, porównywalne jedynie z urodzeniem córek, czy od tego, że nikt jakoś się z tą radością dzielić nie chce, choć głośno o swych przemianach mówi. A szkoda, bo pomogłyby ich słowa tym, którzy nie wiedzą, jakie duchowe cuda czyni Zbyszek. To aż wstyd, że zasklepiają się w swym wewnętrznym światku i nie dostrzegają, że nie wolno tych wielkich spraw zamykać w sobie. Kto trak czyni, wzmacnia tylko swoje duchowe wyrachowanie i w żaden sposób nie wspiera działań Góry na ziemskiej płaszczyźnie. Ale co mi tam, każdy sam swoje czyny ukaże po śmierci. Powiem krótko żadne choćby roczne warsztaty nie będą nigdy w stanie dorównać przemianom, jakie we mnie zaszły podczas jednego tygodnia. I nawet słowa nie wypowiem na temat wzrastających parametrów, bo nie o nie tu chodzi, ale o prawdziwe stany, w które weszłam i w których wciąż pozostaję. Moje energetyczne środowisko zostało tak wyczyszczone, że niemal obserwuję każdą negatywną wibrację, jaka się porusza w przestrzeni, a stany duchowe nieustannie unoszą mnie nad falami morza energetycznych zaburzeń. Przestałam się bać, przestałam narzekać, poprawiło mi się zdrowie, a moje własne myśli same pędzą ku jutrzejszemu dniu, odmalowując najpiękniejsze wzory przyszłości. Ja po prostu zostałam stworzona na nowo. Teraz przynamniej wiem, co to znaczy mieć aktywne portale. Nigdy tego nie czułam, choć wmawiano mi różne rzeczy. Jestem, jak to mówi Zbyszek, starą ezoteryczką, więc wiele programów gdzieś mi się po głowie kołacze, także te mówiące o tym, czy jestem uduchowiona czy też nie. Nie muszę chyba dodawać, że ezoteryczne specyfikacje to tylko stek bzdur, które mają wmówić ludziom, że doświadczają cudów, choć tak naprawdę ocierają się oni zaledwie o podstawowe stany emocjonalne. Taka bajka dla naiwnych. Tym prawdziwym cudem jest Zbyszek, ta jego cała mistyczna robota, to poświęcenie na rzecz innych, to podporządkowanie temu całego swojego życia. Przy nim nauczyłam się widzieć Górę i rozmawiać z Bogiem. Wiem, co jest poprawne, a co nie, i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej, bo ja to prawdziwie doświadczam. Za to jestem mu dozgonnie wdzięczna. I za ten wspaniały tydzień, którzy ułożył we mnie całą przestrzeń domysłów w zgrabny pakiecik wiedzy. Nagle wszystko się poukładało, zapięło na ostatni guzik. A modlitwy przybrały postać tak silnych przekazów, że wydaje mi się, iż one wciąż trwają i przypominają o tym, co jest dla mnie najważniejsze moja duchowa jedność ze światem. Wczoraj pierwszy raz nie miałam żadnych problemów ze zrozumieniem videoblogów. Słowa Zbyszka wydały się tak proste i oczywiste, że samą mnie to zastanowiło. Zaczęłam mówić jego językiem. Przynajmniej wiem, dlaczego mu tak trudno rozmawiać z tymi, co nie widzą i nie słyszą, a żyją iluzją swej poprawności. Oj, wiele zrozumiałam przez te kilka dni. Może nawet więcej, niż bym chciała. Obojętne o kim chciałabym mówić, o jakiejkolwiek znanej historycznej postaci, nie wyłączając z tego Jezusa i innych świętych, to jednak nie oni, a Zbyszek otworzył przede mną wrota do duchowego świata i nauczył mnie się po nim poruszać. Owszem, widzę Jezusa i innych awatarów, czasem dostanę od nich wskazówki, ale bez Zbyszka nigdy by się to nie wydarzyło. Jestem tak wdzięczna losowi za to, że postawił mi go na mojej drodze, że musiałam o tym w końcu napisać. Ciekawe, czy inni kursanci dostrzegli to, co niewidoczne, że bez naszego małego mistrza ich życie wyglądałoby jak dawniej. Byłoby mroczne, zapchlone i ugniatane przez ludzkie zło. Ja zostałam wyrwana z kręgu ogłupienia i niemocy i nareszcie to zrozumiałam. I już wiem, że jutro będzie świetliste i bez III wojny światowej. A wszystko się wokół tak bardzo zmieniło, tak poprawiło, że ze szczęścia mogłabym płakać bez końca. Chodzę pośród ludzi i jest mi dobrze, stoję na rozkopanym parkingu i mi to odpowiada, deszcz pada, a ja rozmawiam z chmurami. Po prostu nie mogę uwierzyć, że pigułka modlitw mogła tak zmienić moje postrzeganie. To jest zbyt cudowne, by o tym nie mówić. A najpiękniejsze jest to, że gdyby nawet dopadł mnie egzystencjalny stres, to mam na niego sposób modlitwę z warsztatów. Obojętne jaką, bo każda tak mnie ustawia, jakby sam Zeus to robił. I na pewno będę na kolejnych tygodniowych warsztatach. Gdy porównam je z kursem bioenergoterapii, z tą chodzącą na dwóch nogach niesprawiedliwością, to z bezsilności aż zaciskają mi się dłonie (kursanci wiedzą, o czym mówię). Ale nie ma co rozdzierać szat. Trzeba ten trudny czas przetrwać i tyle... Pozdrawiam wszystkich, także tych, którym nie dane jest czuć i wiedzieć. 

anonimowy, 2016-07-02

Następna strona

Dodaj podziękowania

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez popko.pl
Treści mają charakter paramedyczny. Nie zastępują porady lekarskiej. Kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów zamieszczonych na portalu jest wskazane, tylko i wyłącznie z podaniem aktywnego linka popko.pl jako źródła. Nazwa serwisu, jego koncepcja, wygląd graficzny, oprogramowanie oraz baza danych podlegają ochronie prawnej.
popko.pl 2026